Konkurs tyczkarzy w Zurychu nie toczył się tym razem o diamentowe punkty - nie liczył się do łącznej klasyfikacji Diamentowej Ligi. Dla gigantów tyczki nie miało to jednak znaczenia - gdy tylko można, ruszają do Szwajcarii jak na zawołanie.
Znów pojawili się tutaj ci dwaj najwięksi: rekordzista świata Armand Duplantis oraz Emanuil Karalis. Grek, trenowany przez polskiego trenera Marcina Szczepańskiego, stara się deptać rówieśnikowi po piętach. Niby jest blisko, bo regularnie skacze ponad 6 metrów. Ale i daleko, bo Mondo momentalnie odpowiada. I to on w każdej chwili jest w stanie zaatakować rekord świata.
Tymczasem w Zurychu po raz pierwszy od wielu lat pokusił się o to ktoś inny. Właśnie Karalis.
Diamentowa Liga w Zurychu. Nieziemskie loty na wysokościach. Rekord Grecji Karalisa
Początek zmagań był standardowy - Karalis treningowo pokonał 5.50 m, opuścił 5.65 m. A Duplantis zrobił odwrotnie. Dla nich rywalizacja zaczyna się zwykle na... sześciu metrach.
Po 5.90 m w grze pozostało już tylko pięciu tyczkarzy, przy czym Sondre Guttormsen, po strąceniu, przeniósł od razu obie pozostałe próby na 6.00 m. Także i dlatego, że to 5.90 m pokonali nie tylko Karalis z Duplantisem, ale też i Christopher Nilsen oraz Ernest John Obiena. Amerykanin z Filipińczykiem zrobili to przy pierwszym podejściu.

Na 6.00 m Duplantis... nie pojawił się na rozbiegu. Od razu uznał, że poczeka na ruch rywali. Karalis pokonał poprzeczkę za pierwszym razem, Guttormsen - w ostatnim skoku. A pozostali dwaj strącili.
Później było 6.10 m - znów Szwed z Grekiem byli bezbłędni. I zostali już tylko oni. Zaczęły się szachy.
Duplantis zaliczył 6.15 m, a Karalis... nawet nie podszedł do tej wysokości. Od razu zaznaczył sędziom, że ruszy na 6.20 m, z czego z kolei zrezygnował Szwed. Emanuil w pierwszej próbie pobił rekord Grecji, od dziś wynosi on 6.20 m. W całej historii wyżej skakał tylko Duplantis.
Szwed zaś poprosił o 6.25 m. Decydowały się losy mityngu, ale też i rekordu całych zmagań w Zurychu w 98-letniej historii tych zawodów. Do teraz wynosił on 6.07 m, należał do Armanda. I Szwed pokonał 6.25 m.
Obaj więc zdecydowali się na 6.32 m, atakowali rekord świata.
Karalis był w stanie uzyskać pułap, ale poprzeczkę strącał. Nie jest to jednak wysokość, która w dość bliskiej perspektywie pozostaje poza jego zasięgiem.
A Duplantis pierwsze dwie próby miał kiepskie. W trzeciej zaś był już na drugiej stronie. Mogła ta poprzeczka zostać, ale jednak spadła. Armand złapał ją, rzucił w bok. Szybko jednak frustracja minęła. I pokazał: spokojnie, to się stanie.
Może już w pierwszy weekend września w Brukseli, w finale Diamentowej Ligi.













