W Birmingham, w co może ciężko jest uwierzyć, Jakub Szymański wywalczył jedyny męski medal dla polskiej ekipy w mistrzostwach Europy. Na osiem, bo pozostałe zdobyły panie. W końcu zdobył coś na dystansie 110 metrów, bo przecież na tym krótszym, w hali, osiągnął już niemal wszystko. Włącznie ze złotem mistrzostw Europy i świata. Brakuje jeszcze rekordu kontynentu i globu, choć o to będzie ciężko. No i zwycięstwa w bezpośrednim starciu pod dachem z Grantem Hollowayem, ale to nie udało się dotąd nikomu.
Szymański był też współrekordzistą Polski - najpierw 13.25 s w mistrzostwach kraju uzyskał Damian Czykier, po nim zaś - Szymański. Dwa lata temu w Bydgoszczy.
Wielokrotnie biegł w mniej lub bardziej istotnych imprezach na takim poziomie, że ten wynik powinien zostać poprawiony o 10, a może 15 setnych. I zawsze coś się działo pod koniec dystansu: a to zahaczył płotek, a to zaliczył jakieś zawirowanie, przez które gubił rytm. Nawet w Birmingham półfinał i finał, które nie były pozbawione błędów, zakończył w 13.26 s. Brakowało tej jednej setnej.
To jednak nie były ostatnie szanse w tym sezonie na poprawienie rekordu Polski. Jedna z nich pojawiła się właśnie w Olsztynie.
Mityng World Athletics w Olsztynie. Jakub Szymańskie na tropie rekordu Polski
W 6. Memoriale Zbigniewa Ludwichowskiego w rywalizacji pojawiło się tylko sześciu płotkarzy. Nie było eliminacji i finału, ale po prostu dwa biegi. A to oznaczało, że 24-latek z Sopotu będzie miał dwie okazje do zmierzenia się z rekordowym wynikiem.
W tym pierwszym Jakub triumfował w czasie 13.38 s - niezłym, w niemal idealnym wietrze (+1,8 m/s). To był jednak dopiero wstęp do tego, co miało stać się tuż przed godz. 16.
Szymański ruszył znakomicie, uzyskał wielką przewagę. Problem pojawił się, niewielki, na ósmym płotku - zahaczył go. Ale nie zgubił jakoś mocno rytmu. Wpadł na mecie i... nie było dokładnego pomiaru czasu. Stoper się nie zatrzymał.

Za chwilę pojawiło się oficjalne 13.21 s, ale... nikt się jeszcze nie cieszył. Pozostało poczekać na pomiar wiatru. Nie mógł być mocniejszy niż +2,0 m/s, aby wynik uznać jako oficjalny. Po chwili zaś ukazały się cyfry: +2,1 m/s. Formalnie więc rekord Polski nie został poprawiony.
Później jeszcze poprawiono ten odczyt na +2,3 m/s.
- I tak jestem zadowolony. Porównuję biegi z Birmingham, tam było 13.26 s, ale pod wiatr, więc lepiej siadł tamten bieg. A tu jesteśmy zaskoczeni świeżością - mówił Szymański w TVP Sport.
- W pierwszym biegu na pewno zahaczyłem jeden płotek. Ale w drugim tego nawet nie poczułem - dodał.
Za dwa tygodnie Szymański powalczy na 110 m przez płotki w World Athletics Ultimate Championship w Budapeszcie.













