10 metrów finału i wszystko jasne ws. Polski. Padł rekord World Relays
Rywalizację w World Relays 2026 w Gaborone zaplanowano na dwa dni - dla polskich sztafet oznaczało to możliwość wywalczenia aż sześciu przepustek na przyszłoroczne mistrzostwa świata w Pekinie. W sobotę wywalczyły je dwa zespoły, w niedzielę w repasażach doszła kobieca sztafeta 4x400 m. A zmagania kończyły już finały - stawką były także nagrody finansowe, które PZLA przeznaczył dla zawodniczek bądź zawodników. W mikście 4x400 metrów Polska zawsze była można. A tu w finale trzeba było sobie radzić bez dwóch gwiazd.

Przepisy World Athletics na tę imprezę były bezwzględne - w zmianie każdej sztafety można dokonać tylko dwóch zmian względem biegów eliminacyjnych. Polski zespół postawił w sobotę na miksta 4x400 metrów - to tam skierowano najlepsze obecnie zawodniczki i zawodników. I drużyna z Justyną Święty-Ersetic, Kajetanem Duszyńskim czy Natalią Bukowiecką wykonała swoje zadanie wzorowo.
Tyle że dziś całą tę czwórkę widzieliśmy już w Gaborone w biegach sztafet kobiecych (Bukowiecka i Święty-Ersetic) oraz męskich (Karolewski, Duszyński) - w biegach barażowych. Panie wygrały swoją rywalizację, wywalczyły bilety do Pekinu. A panowie polegli na całej linii, skończyli na ostatniej pozycji wśród tych, którzy ukończyli bieg.
Tyle że to właśnie Karolewski i Duszyński pobiegli w finale miksta. A w kobiecej części drużyny trenerzy dokonali dwóch zmian. Szansę dostały: Alicja Wrona-Kutrzepa i Karolina Łozowska.
World Relays. Pech Polaków w finale miksta 4x400 metrów. Wystarczyło kilka metrów
Finał dłuższego miksta był drugim w programie walki o diamenty w Gaborone. Wcześniej odbył się ten na 4x100 metrów, bez Polaków. Jamajka zdeklasowała wręcz konkurencję, poprawiła rekord świata - swój, z wczoraj. Teraz to 39.62 s. Wrażenie robi jednak to, że Kanada straciła aż 0.61 s, a USA - 0.71 s.
Finały w World Relays mają to do siebie, że... niektóre ekipy często występują w nich w słabszych składach niż dzień wcześniej. Kluczem jest bowiem wprowadzenie sztafet do finałów, a jeśli to się nie uda, to uzyskanie przepustek do MŚ przez repasaże. I wtedy przesuwa się gwiazdy właśnie do tych drugich.
Być może lepszą decyzją byłoby zastąpienie Karolewskiego Mateuszem Rzeźniczakiem, a zostawienie w składzie np. Bukowieckiej. Sprinter OŚ AZS Poznań nie błyszczał w Gaborone, a przecież godzinę wcześniej też miał swój występ.
Teraz ruszył z bloków - i już po chwili stanął. Chwycił się za tył nogi, zapewne nie wytrzymał mięsień dwugłowy. I nie było mowy o dalszej rywalizacji. Alicja Wrona-Kutrzepa, Kajetan Duszyński i Karolina Łozowska nie musieli się więc ruszać z bramek.
A bieg był fenomenalny, Jamajka próbowała zagrozić sztafecie USA, na ostatniej zmianie szalona była pogoń Kenijki Mercy Oketch. Wskoczyła na trzecie miejsce, miała chęci na więcej, ale na ostatniej prostej ją "odcięło". I na samych kratach straciła brąz na rzecz Brytyjki Yemi Mary John.
A triumfowały Amerykanki - ze znakomitym czasem 3:07.47. To nowy rekord World Relays, zaledwie o sześć setnych gorszy od rekordu, który od igrzysk w Paryżu też należy do USA. Jamajka uzyskała 3:08.24, pobiła rekord kraju.












