1:44.77 Polaka, nieprawdopodobny finisz w Montreuil. Atak z siódmego miejsca. Na podium
Jest już w Polsce kilku kandydatów młodszego pokolenia, którzy wkrótce mogą stać się następcami Adama Kszczota czy Marcina Lewandowskiego. Warunkiem jest regularne bieganie dystansu 800 metrów poniżej 1:45.00, a może nawet i sekundę szybciej. Ta sztuka udała się niedawno Filipowi Ostrowskiemu (1:44.96), a teraz w Montreuil we Francji jeszcze szybciej pobiegł Bartosz Kitliński. I wynikiem 1:44.77 pobił rekord życiowy. W absolutnie niezwykłym biegu.

1:44.50 - tyle wynosi minimum ustalone przez World Athletics, a dające kwalifikację do wrześniowych mistrzostw świata w Tokio. W przeszłości w takim czasie biegał Mateusz Borkowski, dwa lata temu w półfinale poprzednich mistrzostw świata w Budapeszcie - on też jest jednym z kandydatów do wyjazdu do Japonii. Zawodników mogących dziś biegać w przedziale 1:45 - 1:46 jest jednak co najmniej pięciu, może sześciu.
I każdy z nich jest już w stanie "złamać" barierę 105 sekund, a może i nawet przebiec dwa okrążenia stadionu jeszcze o pół sekundy szybciej.
Półtora tygodnia temu w Bydgoszczy, w Memoriale Ireny Szewińskiej, bliski tego był Filip Ostrowski, finiszował w 1:44.96, swoim nowym rekordzie życiowym. A we wtorek w Montreuil na północy Francji jego osiągnięcie przebił Bartosz Kitliński.
Rekord życiowy Bartosza Kitlińskiego w Meeting International d'Athlétisme de Montreuil. Atak z siódmego miejsca na ostatniej prostej
Zawody na północy Francji miały rangę World Athletics Continental Tour - Bronze. W biegu na 800 metrów na starcie pojawiło się aż 12 zawodników, włącznie z nadającym tempo Włochem.

Było więc ciasno, ale Polak nie starał się biec na czołowych miejscach. Był z tyłu, ale przynajmniej nie nadrabiał dystansu, trzymał się bowiem krawężnika.
Niespełna 21-letni zawodnik (w środę ma urodziny) był jednym z faworytów, przynajmniej patrząc na czasy z tego sezonu. Zaatakował w końcu przy wejściu w ostatni łuk, ale był dość daleko. Musiał zbiec na trzeci tor, ale i tak ostatnią prostą zaczynał na siódmej pozycji. Finiszował mocno, choć byli też lepsi. Wyszło z tego trzecie miejsce, ale liczył się czas. A ten okazał się wyśmienity: 1:44.77, nowy rekord życiowy. I najlepszy czas wśród Polaków w 2025 roku.
Co było niesamowitego w tym biegu? Otóż aż siedmiu jego uczestników pobiło rekordy życiowe, w tym zwycięzca z Chorwacji Marino Bloudek (1:44.56). A drugi Amerykanin Shane Cohen "życiówkę" wyrównał (1:44.65). I tylko oni znaleźli się przed Polakiem.
Chwilę później na bieżni pojawiły się panie. Anna Gryc nadawała tempo, dwie zawodniczki dobiegły do mety poniżej dwóch minut: Amerykanka Heather MacLean (1:59.44) i Clara Liberman z Francji, halowa wicemistrzyni Europy z marca (1:59.46). A za nimi znalazła się Angelika Sarna - 2:00.22 to jej najlepszy czas w sezonie. Piątą pozycję zajęła Julia Jaguścik (2:01.40).









