Trener Natalii Kaczmarek walczył z nerwami. "Ostatnie 100 metrów strasznie się ciągnęło"
- To dla nas wielki zaszczyt i duma. Same porównywania Natalki do Ireny Szewińskiej, z którymi mamy do czynienia od dwóch lat, są czymś niesamowitym. Wiemy przecież do kogo nas porównują i wiemy, jakie za Ireną Szewińską stoją osiągnięcia. Chcieliśmy zrobić wszystko, by Natalia nawiązała do tych sukcesów i to nam się po części udało - powiedział Marek Rożej, trener Natalii Kaczmarek, w rozmowie z Interia Sport po sukcesie Polki w finale biegu na 400 metrów w lekkoatletycznych mistrzostwach świata w Budapeszcie.

Natalia Kaczmarek w finale biegu na 400 metrów w stolicy Węgier zajęła drugie miejsce. Została pierwszą Polką w historii, która wywalczyła medal mistrzostw świata w tej konkurencji.
Marek Rożej, trener naszej zawodniczki, był niesamowicie zdenerwowany i bardzo się wzruszył po biegu Kaczmarek.
Marek Rożej: nie sądziłem, że będę się aż tak denerwował
Tomasz Kalemba, Interia Sport: Jest pan wzruszony?
Marek Rożej, trener Natalii Kaczmarek: - Ogromnie. Myślałem, że po igrzyskach olimpijskich w Tokio nic nie jest w stanie mnie tak wzruszyć, jak sukces naszej sztafety mieszanej. Jednak zdobycie medalu indywidualnie to coś o wiele większego.
Były nerwy, czy był pan raczej spokojny?
- Pojawiały się nerwy. To oczywiste. Potrafiłem je jednak znakomicie opanować. Nerwy pojawiły się w momencie, kiedy Natalkę wprowadziłem do call roomu (pokój oczekiwań na start - przyp. TK), a potem przeszliśmy na trybunę i zaczęła się prezentacja. Nie sądziłem, że będę się aż tak denerwował.
Ostatnie 100 metrów tego wspaniałego biegu długo się ciągnęło?
- Okropnie długo. Ten bieg całkiem inny niż dotychczasowe starty Natalki. Plan był jednak prosty.
- Jaki?
- Spodziewaliśmy się, że dziewczyny zaczną kosmicznie szybko. Natalka miała podjąć z nimi bezpośrednią walkę. Znając jej charakter i zawziętość, wierzyłem, że na ostatnich metrach odeprze każdy atak. Tyle że te ostatnie metry biegu ciągnęły się strasznie długo. Kiedy zobaczyłem jednak, gdzie jest na 100 metrów do mety, to bardzo mocno uwierzyłem w medal.
Natalia mówiła, że przed metą ścinało ją niesamowicie, ale nie poddała się?
- Znamy międzyczasy i wiem, że bardzo ją ścinało. Poza Marileidy Paulino wszystkie inne dziewczyny ścinało jednak jeszcze bardziej. Wiedziałem, jak Natalka jest przygotowana i byłem spokojny o nią na ostatniej prostej.
Bardziej baliście się Paulino czy jednak Williams?
- Spodziewaliśmy się, że Paulino będzie biegała w innej lidze. W tym roku przegrała z Natalką w Chorzowie, ale nie znamy okoliczności. Przecież to była jedna z niewielu jej porażek w ostatnich latach. Po raz ostatni przed Chorzowem przegrała w mistrzostwach świata w Eugene. Wiedzieliśmy zatem, że będzie piekielnie mocna. Taktykę rozpracowywaliśmy zatem pod to, by pokonać Sadę Williams, Lieke Klaver i Rhasidat Adeleke. To były najgroźniejsze rywalki i trzeba było zrobić wszystko, by z nimi wygrać. Paulino w ogóle nie braliśmy pod uwagę, jeśli chodzi o taktykę.
Natalia Kaczmarek poszła w ślady legendy, jaką była Irena Szewińska. Pisze swoją piękną historię.
- To dla nas wielki zaszczyt i duma. Same porównywania Natalki do Ireny Szewińskiej, z którymi mamy do czynienia od dwóch lat, są czymś niesamowitym. Wiemy przecież do kogo nas porównują i wiemy, jakie za Ireną Szewińską stoją osiągnięcia. Chcieliśmy zrobić wszystko, by Natalia nawiązała do tych sukcesów i to nam się po części udało.
Natalia poza medalem była gotowa na rekord życiowy?
- Trudno powiedzieć. Dla niej to był trzeci bieg w tych mistrzostwach świata w ciągu czterech dni w bardzo trudnych warunkach. Przede wszystkim jednak nastawialiśmy się na walkę o medal.
W Budapeszcie - rozmawiał Tomasz Kalemba, Interia Sport












