Dramat polskiego debiutanta w MŚ. "Zawiodłem chłopaków. Przykro mi"
Męska sztafeta 4x100 metrów nie awansowała do finału lekkoatletycznych mistrzostw świata w Budapeszcie. Polacy, brązowi medaliści ostatnich mistrzostw Europy, na bieżni rywalizowali tylko na pierwszej zmianie. Biało-Czerwoni nie dotarli do mety.

Na wystrzał w polskiej ekipie ruszył Adam Burda. To zawodnik, który był jednym z większych zaskoczeń w polskiej kadrze na tę imprezę.
On zmieniał z Mateuszem Siudą. Polacy, choć próbowali zrobić, to na dwa razy, nie dokonali jednak zmiany. I tak zakończył się ich występ w MŚ.
Stres debiutanta. Szybki koniec marzeń Polaków
Dla Burdy to z pewnością była stresująca sytuacja. On debiutował przecież w tak dużej seniorskiej imprezie.
Był stres. Dla mnie to był debiut w takiej imprezie. Byłem jednak gotowy, co zresztą powiedziałem trenerowi. Mógł na mnie postawić. W eliminacjach zawiodłem jednak chłopaków. Przykro mi. Te zmiany były ćwiczone. Wszystko były wyliczone tak, żebyśmy zmieniali na końcówce. Raz nie trafiłem w rękę i było pozamiatane
- Trudno ocenić tę sytuację. Na pewno jednak poddamy ją analizie. Wydaje mi się, że ruszyłem dobrze - dodał Mateusz Siuda, który miał odebrać pałeczkę od Burdy.
- Na rozgrzewce nasza zmiana wyszła bardzo dobrze. Dla bezpieczeństwa jeszcze odjęliśmy jednak kilka stóp, ale nie wyszło - dodał nasz sprinter, który zanotował życiowy sezon.
On już nie pobiegł. Podobnie zresztą jak Łukasz Żok i Dominik Kopeć. Oni mogli tylko przyglądać się temu, jak o finał walczą pozostałe sztafety.
Z Budapesztu - Tomasz Kalemba, Interia Sport












