Co za radość! Narzeczony Natalii Kaczmarek powalił trenera na ziemię. Ktoś zaintonował "Gorzko! Gorzko!"
- Marek! Marek! Natalia idzie! Chodź już! - krzyczeli ludzie ze sztabu Natalii Kaczmarek do trenera Marka Rożeja, który właśnie rozmawiał z Interia Sport po wielkim sukcesie swojej zawodniczki. 25-latka została pierwszą w historii polską medalistką mistrzostw świata w biegu na 400 metrów. Od lat była porównywana do legendy polskiego sportu Ireny Szewińskiej, a teraz w końcu odniosła globalny sukces w indywidualnym starcie.

- Spokojnie. Mamy czas. Pewnie ze dwie godziny zejdzie - mówił Marek Rożej, trener Natalii Kaczmarek, kiedy czekaliśmy, aż skończy wejście na żywo po sukcesie swojej zawodniczki.
Razem z nim w okolicach stadionu czekał sztab ludzi związanych z naszą znakomitą lekkoatletką. Byli zatem fizjoterapeuci, a także trener Aleksander Matusiński. Nie mogło zabraknąć menedżera Marcina Rosengartena i oczywiście narzeczonego wicemistrzyni świata - Konrada Bukowieckiego.
Konrad Bukowiecki płakał jak bóbr. Ktoś zaintonował: "Gorzko! Gorzko!"
Ten zaraz po sukcesie Natalii płakał jak bóbr, a w oczekiwaniu na przyjście naszej medalistki, powalił trenera Rożeja na ziemię.
Radość była ogromna. Po chwili do grona świętujących osób dołączyli rodzice Natalii Kaczmarek, którzy towarzyszyli jej od pierwszego dnia lekkoatletycznych mistrzostw świata. Niestety nie zobaczą na żywo ceremonii dekoracji córki, bo już w czwartek rano opuszczają Budapeszt.
- Niestety samolot na nas nie poczeka - mówili.
Rozmowy z mediami i kontrola antydopingowa. To wszystko zazwyczaj trwa. Tymczasem Kaczmarek pojawiła się dość szybko u bliskich.
- Natalia Kaczmarek! Natalia Kaczmarek! - krzyczeli ci, którzy czekali na polską gwiazdę. Ta, zanim zdążyła się wyściskać ze wszystkimi, zapozowała jeszcze do kilku zdjęć.
- Gorzko! Gorzko! Gorzko! - ktoś za moment zaintonował i Kaczmarek wpadła w objęcia swojego narzeczonego.
Po chwili wyściskała się ze wszystkimi, a trener Rożej - jak na profesjonalistę przystało - zaczął katować swoją zawodniczkę międzyczasami. Tak, jakby teraz to miało jakieś znaczenie. Na omawianie biegu jeszcze będzie czas, a chwila radości jest tylko jedna.
- Jestem zmęczona i chyba pójdę do pokoju. Nie wiem, co będę robiła - powiedziała Kaczmarek, patrząc wymownie w kierunku Bukowieckiego, na co wiele osób parsknęło śmiechem.
Za moment była jeszcze rodzinna fotografia. Kaczmarek stanęła wraz ze swoim narzeczonym, rodzicami i oczywiście trenerem Rożejem. To twórca jej sukcesów. Odkąd ją przejął, jej kariera nabrała rozpędu.
Mam wielkie wsparcie od bliskich. Przyjechała cała moja rodzina i rodzeństwo. Mam przy sobie Konrada. To dodaje mi skrzydeł. Będę miała z kim świętować ten sukces
W piątek razem z Bukowieckim będą świętować piątą rocznicę związku.
- Udało się, żeby Konrad został do końca. Cieszę się, że będę mogła razem z nim świętować. Mam nadzieję, że Konrad też odbije i moje sukcesy dodadzą mu skrzydeł - dodała.
Wielki finał z trybun budapesztańskiego stadionu obserwowali rodzice Kaczmarek, którzy towarzyszyli jej od pierwszego dnia zmagań w stolicy Węgier.
- Wszystkie nerwy z finału wziąłem na siebie - śmiał się pan Krzysztof.
Mama naszej wicemistrzyni świata podkreślała, że córka od dziecka miała wiele talentów. Ojciec przypominał, że wszystkie dzieci pchali do tego, by aktywnie uprawiały sport.
- Natalia zaczęła trenować bardzo późno. Miała przecież 16 lat, jak zaczęła profesjonalną przygodę ze sportem - powiedział.
- Grała w siatkówkę, skakała wzwyż - wymieniał, a żona Joanna dodawała: - Grała w tenisa. Jeździła konno i pływała. - Natalia przecież świetnie pływa. Jest ratownikiem - dorzucił tata.
W hotelu naszej ekipy na Kaczmarek czekała kolejna niespodzianka. Część naszej ekipy, w tym zawodniczki ze sztafety 4x400 metrów, czekała z szampanem i kwiatami.
- Dzięki! Jesteście super! - powiedziała nasza medalistka.
Z Budapesztu - Tomasz Kalemba, Interia Sport












