Męski rzut oszczepem to jedna z nielicznych w Tokio konkurencji, w której mieliśmy trzech przedstawicieli. Marcin Krukowski, Cyprian Mrzygłód i Dawid Wegner - to oni mieli dziś powalczyć o finał mistrzostw świata. Rok temu w Paryżu do kwalifikacji potrzebnme były 83 metry, dokładniej zaś - 82.91 m.
Takie wyniki w tym sezonie dość regularnie osiągał Mrzygłód, miał życiową dyspozycję. Krukowski w maju rzucił ponad 84 metry, później zmagał się z różnymi trudnościami, już tak dobrze nie było. A Wegner rósł z miesiąca na miesiąc, do Japonii przyjechał z życiówką 83.40 m z końca lipca, z mityngu w Berlinie. Gdy w ostatniej kolejce postraszył samego Juliana Webera.
Tyle że tu odległość kwalifikacyjna wynosiła 84.50 m. Dużo dalej niż kiedykolwiek uzyskał.
MŚ w Tokio. Fantastyczny rekord Dawida Wegnera. I kłopoty Cypriana Mrzygłóda
Mrzygłód i Wegner znaleźli się w pierwszej grupie eliminacyjnej, potrzebowali choć jednej próby w okolice 83. metra. Zaczął Neeraj Chopra, broniący tu złota z Budapesztu, wicemistrz olimpijski z Paryża. Posłał oszczep na 84.85 m i już mógł iść pod prysznic. A po nim Weber uzyskał 82.29 m, musiał jeszcze raz rzucić.
Pierwszym z Polaków był Mrzygłód - zaczął nieźle, 81.47 m stanowiło dość dobre przetarcie. Może nie bezpieczeństwo, choć dwa lata temu w Budapeszcie do awansu wystarczyło 79.78 m, a trzy lata temu w Eugene - 80.03 m.

Dość szybko okazało się, że tym razem będzie inaczej. Bezwietrzna pogoda, upał, wilgotność - to wszystko nie przeszkadzało oszczepnikom. I zaczęli rzucać coraz dalej.
Nasi mieli jednak problemy. Mrzygłód w drugiej serii rzucił daleko, był ósmy. A Wegner dziesiąty - z 79.72 m. Mogliśmy zakładać, że z takimi rezultatami w finale ich nie zobaczymy.

Zostały więc rzuty ostatniej szansy, obaj nasi zawodnicy imponowali w tym sezonie właśnie tymi próbami. Tyle że zwykle szóstymi, ostatnimi w konkursie. A tu mieli tylko trzy.
I Mrzygłód tym razem nie znalazł złotego środka, oszczep spadł blisko. Zajął dziewiąte miejsce w grupie A, raczej nie ma co liczyć na awans. Sam się z tym pogodził.
- To co dziś pokazałem, to jak na ostatnich imprezach. Jestem załamany, przygotowałem dość dobrą formę. Technika była dobra, ale trzeba było coś zmienić. Ważne by z tego wyciągnąć wnioski. Nie mam szczęścia, tyle już tych imprez - mówił w TVP Sport. - Dobrze zacząłem ten konkurs, później spieszyłem się z ręką, zamiast całym ciałem rzucić. Zawiodłem trochę, ale ważne, że Dawid przeszedł - dodał Mrzygłód.
A Wegner w ostatnim rzucie uzyskał 85.67 m - drugi wynik w grupie, rekord życiowy poprawił o ponad dwa metry. Aż poprosił, by Mrzygłód go uszczypnął, sam w to nie wierzył.
- To co tu się stało... Jestem w szoku. Mamy finał, pobiłem swój rekord - mówił w TVP Sport. - Szybciej wszedłem nogami, ręka została. No i wystrzeliło jak z procy. O to w tym chodzi - dodał.
W tej grupie tylko trzech oszczepników osiągnęło minimum - Weber, Wagner i Chopra.
O 13.45 rozpoczęła zmagania druga grupa - z Marcinem Krukowskim. Już w połowie pierwszej kolejki było jasne, że Mrzygłóda w finale zabraknie: ponad 82 metry rzuciło czterech oszczepników. Ale tylko Julius Yego, 36-letni już Kenijczyk, mistrz olimpijski z Pekinu z 2015 roku, ponad odległość kwalifikacyjną (85.96 m).
A później aż 89.53 m rzucił Anderson Peters, mistrz świata z 2019 (Doha) i 2022 roku (Eugene).

Marcin Krukowski zaczął te eliminacje od 76.87 m, w drugiej kolejce poprawił się na 77.77 m. Był w takiej sytuacji jak mistrz olimpijski z Paryża - Arshad Nadem. Pakistańczyk rzutem ostatniej szansy poprawił się na 85.28 m, zapewnił sobie awans.
Krukowski zaś rzucił 80.29 m. Nie dało to awansu, ten dziś gwarantowała odległość 82.80 m.
Wegner skończył eliminacje z czwartym rezultatem, Mrzygłód był 16., a Krukowski - 21.
Finał - w czwartek od godz. 12.23.













