W skrócie
- Pia Skrzyszowska została drugą Polką w historii, która wystąpiła w finale światowych mistrzostw na 100 m przez płotki, zajmując piąte miejsce w Tokio.
- Skrzyszowska podkreśla ogromną rolę swojego ojca-trenera w przygotowaniu formy i przyznaje, że najlepiej radzi sobie pod presją.
- W tym sezonie nie wszystko układało się po jej myśli, ale udało jej się przełamać mentalną blokadę i dołączyła do ścisłej światowej czołówki.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Pia Skrzyszowska w końcu przełamała niemoc i awansowała do finału wielkie światowej imprezy. Bardzo blisko była tego w ubiegłorocznych igrzyskach olimpijskich w Paryżu, czy w mistrzostwach świata w Eugene w 2022 roku.
Teraz kiedy wydawało się, że raczej to nie nastąpi, bo nasza płotkarka nie mogła się rozpędzić w tym sezonie, to wskoczyła do światowej czołówki i zajęła w niej piąte miejsce.
Decydująca rozgrywka Duplantisa z Karalisem na 6,20 m. A później rekord świata
Pia Skrzyszowska: w ostatnim momencie przywiozłam formę
Wyrównała tym samym osiągnięcie Aurelii Trywiańskiej, która w czasie MŚ w Paryżu zajęła piąte miejsce. Do tej pory była ona jedyną Polką w finale biegu na 100 m ppł.
Skrzyszowska z bardzo dobrej strony pokazała się już w niedzielnych eliminacjach. Tam uzyskała najlepszy wynik w sezonie - 12,51 sek. W półfinale była trzecia w swojej serii - 12,53 sek. i musiała czekać na wyniki ostatniego biegu. Po nim nastąpiła radość, ale Polce też zaszkliły się oczy.
Siedem minut czekała na rozstrzygnięcie, ale przyznała, że wcale nie były to największe nerwy.
- W Paryżu było gorzej. Jak zobaczyłam, że jestem trzecia w serii półfinałowej, to od razu pomyślałam, że znowu będę musiała się denerwować. Miałam jednak dobre przeczucia tym razem - mówiła Skrzyszowska.
Kiedy awansował do finału, to zaszkliły się jej oczy. Musiała jednak opanować emocje, bo zaraz miała finał.
Wywalczyłam ten finał. W ostatnim momencie przywiozłam formę. Do tego w odpowiednim momencie pobiegłam najlepiej. Dziewczyny, które biegały ode mnie szybciej w tym sezonie albo nie dostały się do finału, albo były gorsze. Jestem dumna z tego, że miałam cierpliwość i doczekałam do połowy września, bo nie było łatwo
On stoi za sukcesem Skrzyszowskiej. "Wierzę mu i słucham się"
To kolejny raz, kiedy Polka dowozi formę w najważniejszym momencie sezonu. To tylko świadczy o doskonałej pracy Jarosława Skrzyszowskiego, taty i trenera Pii.
- To prawda. Nie wiem, jak tata to robi, ale jest dobrym trenerem. On zawsze potrafi przygotować formę na czas. Widzi, że są momenty, kiedy powątpiewam, ale on jest spokojny. Wierzę mu i dlatego słucham się. Mam nadzieję, że mistrzostwa świata już nigdy nie będą na końcu sezonu, bo to jest mentalna męczarnia - przyznała nasza płotkarka.
Ona w tym sezonie biegała najczęściej w granicy 12,6 - 12,7 sek. To było zbyt wolno, by myśleć o sukcesie w mistrzostwach świata. Z drugiej strony napawały ją optymizmem czasy, jakie uzyskiwała na treningach, bo na nich biegała na poziomie Holenderki Nadine Visser, z którą czasem, trenowała, a ona w tym sezonie uzyskała znakomity czas 12,28 sek. Dlatego też Skrzyszowska mówiła o tym, że jest gotowa na rekord Polski (12,36 sek. Grażyny Rabsztyn z 1980 roku - przyp. TK).
- Przez cały sezon byłam zdrowa. Nie miałam żadnych problemów, ale być może moje przygotowanie fizyczne nie zgrywało się z tym mentalnym w jednym momencie. Dopiero to zadziałało w Tokio. Nie ukrywam, że potrzebuję presji. Kiedy jestem przyciśnięta do ściany, to wtedy odbijam podwójnie. W treningach było dobrze, ale coś nie grało w zawodach. Czekałam zatem na moment wielkie presji i to nastąpiło w mistrzostwach świata - mówiła Polka.
Teraz Skrzyszowska jest do dyspozycji sztafety kobiecej 4x100 m. Ona sama deklaruje chęć startu, ale rozmowy na ten temat odbędą się zapewne we wtorek.
Z Tokio - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:














