W skrócie
- Polska sztafeta mieszana 4x400 metrów awansowała do finału lekkoatletycznych mistrzostw świata w Tokio, mimo trudności podczas biegu.
- Na ostatniej zmianie debiutowała Anna Gryc, która utrzymała wysoką pozycję sztafety, a po dyskwalifikacji Kenii Polska zajęła trzecie miejsce.
- W walce o medal drużynę wzmocni Natalia Bukowiecka, zwiększając szanse na podium.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Polska sztafeta mieszana 4x400 metrów to liderzy światowych tabel. Do Tokio przyjechali zatem walczyć o medale. Wywalczyli awans do finału i wieczorem miejscowego czasu w Tokio (godz. 22.20) powalczą o podium.
Trzeba przyznać, że trenerzy Aleksander Matusiński i Marek Rożej nieco zaskoczyli. Na ostatniej zmianie wystawili Annę Gryc, która debiutuje w tej imprezie.
Polska wicemistrzyni świata wróciła. Cudowny pościg w Tokio w środku naszej nocy
Przeziębiony Maksymilian Szwed i życiowa forma Polaka
Polacy ruszyli ostro, ale życiową formę do Tokio podobno przywiózł Maksymilian Szwed. Tyle że nasz sprinter jest nieco podziębiony. Sztafetę przyprowadził jednak na drugiej pozycji, uzyskując z bloków orientacyjny czas 45,1 sek.
- Coś mnie złapało jeszcze na zgrupowaniu, ale na szczęście nic poważnego. Mam tylko lekki katar. I całe szczęście, bo jestem w niesamowitej formie. Bardzo cieszę się z tego, że jesteśmy w finale i to z dużym Q, bo dostaniemy lepszy tor. Jestem zadowolony ze swojego biegu. Wierzę w to, że w finale zrobimy coś fajnego. Liczę, że jeszcze urwę wieczorem coś z tego czasu - mówił Szwed.
Niesamowity bój Justyny Święty-Ersetic. "Było ostro, Kenijka mnie spychała"
On przekazywał pałeczkę Justynie Święty-Ersetic. Ta miała jednak duże problemy, bo było wiele przepychanek. Mocno przedzierała się Kenijka i Polka, by nie popełnić błędu, nieco się wycofała. To wpłynęło też na jej między czas - 51,1 sek.
Było ostro, dlatego próbowałam zacząć mocno, ale dziewczyny ruszyły jeszcze szybciej. Nie miałam szans. Dodatkowo Kenijka spychała mnie na trzeci tor. Musiałam się zatem szybko schować, by nie nadrabiać niepotrzebnie dystansu. Na pewno to wpłynęło później na końcowy rezultat. Trzeba było zatem kombinować, ale najważniejsze jest to, że mamy finał
- Śmiejemy się, że jesteśmy w Tokio, jak na własnej ziemi. Biega nam się tutaj rewelacyjnie. Wierzyłam w to, że wspomnienia, jakie stąd mamy, napędzą nas. I mam nadzieję, że poniosą nas one w finale - dodała.
Kajetan Duszyński jak w olimpijskim finale. Zaskakująca debiutantka
Na trzeciej zmianie bardzo dobrze pobiegł Kajetan Duszyński, Wyprowadził naszą sztafetę na trzecie miejsce. To jest jednak jego bieżnia. Na niej frunął w finale olimpijskim, dając nam złoty medal przed czterema laty. Jemu zmierzono na zmianie znakomite 44,3 sek.
- Wow - tylko krzyknął nasz zawodnik i zaraz kontynuował: - Miksty są zawsze bardzo chaotyczne. Dobrze, że mamy duże Q. To może mieć znaczenie w finale. Jestem bardzo zadowolony z biegu. Po nim czuję się naprawdę dobrze.
Polską sztafetę zamykała Anna Gryc, która debiutuje w mistrzostwach świata. Trema jej jednak nie zżarła. Nasza płotkarka odbierała pałeczkę na drugiej pozycji. Do mety dobiegła na czwartej, ale po nim zdyskwalifikowano Kenię i tym samym Polska zajęła trzecie miejsce. Gryc na swojej zmianie uzyskała czas 50,6 sek.
Walczyłam o to, by wywalczyć duże Q. Było napięcie, bo początkowo byliśmy sklasyfikowani na czwartej pozycji. Nie znaliśmy czasów z wcześniejszego biegu, więc nie było wiadomo, czy awansujemy. Nie ukrywam, że emocje były wielkie. Biegałam już jednak na ostatniej zmianie sztafety kobiecej 4x400 m w halowych mistrzostwach świata. Tam było jednak łatwiej. Mam nadzieję, że poszło mi naprawdę dobrze. Dałam z siebie wszystko
Z Tokio - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:
















