W skrócie
- Ewa Swoboda awansowała do półfinału mistrzostw świata w Tokio na 100 metrów, mimo niedawnej kontuzji.
- Polska sprinterka przyznała, że prawie nie wystartowała z powodu problemów zdrowotnych, ale dzięki wsparciu bliskich i determinacji udało się jej wrócić na bieżnię.
- Swoboda podkreśliła rolę swojej trenerki, rodziny oraz przyjaciół w powrocie do formy, a także wyraziła ogromną radość po udanym biegu.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Ewa Swoboda nie musiała patrzeć na czasy rywalek. W drugim biegu eliminacyjnym wywalczyła trzecie miejsce i zapewniła sobie bezpośredni awans do półfinałowej rywalizacji na 100 metrów w lekkoatletycznych mistrzostwach świata w Tokio.
Czas nie powala, bo Polka uzyskała 11,18 sek. To był 20. wynik eliminacji, ale najważniejsze, że jest półfinał.
0,07 sekundy decydowało o spokoju lub niepokoju Ewy Swobody. Ranking się potwierdził
Niecałe cztery centymetry uszkodzonego mięśnia. Ewa Swoboda mogla nie wystąpić w Tokio
- Nawet nie wiecie, jak się cieszę. Przecież prawie tutaj znowu nie wystartowałam. Jestem jednak, więc jestem za to wdzięczna. Jestem też z siebie dumna, że to zrobiłam. Tokio mnie nie chciało. Udowodniłam jednak sobie, że ciężka praca popłaca. Pchali mnie też do przodu dobrzy ludzie wokół - powiedziała Swoboda.
28-latka po Silesia Memoriale Kamili Skolimowskiej, zaliczanym do Diamentowej Ligi, doznała kontuzji na treningu. Ta zmusiła ją do wycofania się z mistrzostw Polski.
To nie było bardzo groźne. Miałam niecałe cztery centymetry naciągnięcia w mięśniu dwugłowym. Zebrało się trochę płynu. Nie było krwiaka, więc mięsień nie był rozwalony. Wiadomo jednak, jak to jest. To zawsze siedzi bardziej w głowie niż w mięśniu. Miałam niecałe dwa tygodnie bez biegania
Odstawiła fochy na bok, szczęśliwa jak nigdy
Swoboda przyjechała do Tokio i chyba nigdy nie widzieliśmy jej szczęśliwszej. Na bok odstawiła fochy, bo czasami to jej się zdarzało. Skierowała też podziękowania do wielu osób. W pierwszej kolejności do trenerki Iwony Krupy. Za jej cierpliwość do niej.
- Przetrwała moje fochy, a przyznam, że byłam bardzo zła. Trenerka też się tym wszystkim stresowała - mówiła nasza sprinterka.
Podziękowania powędrowały też do: rodziców, Krzysztofa Kiljana, który jest partnerem Polki, przyjaciołom, czterem fizjoterapeutom, doktorowi Zagórskiemu i... sobie.
Mimo wielkich problemów, robiąc przez wiele dni tylko trening zastępczy, przyjechała do Tokio i od razu przytrafiło się jej bardzo trudne losowanie.
Nie ukrywam, że jak zobaczyłam serię, to się zestresowałam. Pomyślałam, że to mogą być moje pierwsze mistrzostwa świata bez półfinału. Trenerka i Krzysiek powiedzieli mi jednak, że tabele nie biegają. Trzeba po prostu iść i zrobić swoje. Niekoniecznie jestem zadowolona z wyniku 11,18 sek., ale jestem zadowolona z faktu, że nic mnie nie boli. Widać było jednak, że jestem bardzo zestresowana
Swoboda mówiła, że spasowała jej bieżnia w Tokio, która - jej zdaniem - jest bardzo twarda.
- Wiadomo, że trzeba będzie pobiec dużo szybciej, by wejść do finału. To jednak nie ma znaczenia. Co się nie będzie działo, to i tak będę zadowolona. Nie będę miała focha. Po tych eliminacjach z pewnością nie będę spała. Strasznie zeszło ze mnie ciśnienie - zakończyła.
Z Tokio - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:














