W skrócie
- Katarzyna Zdziebło powróciła do światowej czołówki w chodzie sportowym na mistrzostwach świata w Tokio.
- Uzyskała najlepszy rezultat sezonu mimo wcześniejszych problemów zdrowotnych oraz chwilowej utraty formy.
- Po dwóch latach współpracy z trenerem Krzysztofem Kisielem czuje się pewniej i zapowiada start na kolejnym dystansie.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
W tym sezonie widać było, że Katarzyna Zdziebło jest zupełnie inną zawodniczką niż w latach ubiegłych, Znowu zaczęła chodzić szybko, a w czasie mistrzostw Polski zapozowała do zdjęcia z napiętym bicepsem, co tylko świadczyło tym, że jest pewna swoich umiejętności.
Rywalizację w Tokio, przeprowadzoną w trudnych warunkach, bo było duszno i wilgotno, rozpoczęła spokojnie. Już na początku dystansu odskoczyła grupa chodziarek, do której Polka się nie załapała.
Polska wicemistrzyni świata wróciła. Cudowny pościg w Tokio w środku naszej nocy
Katarzyna Zdziebło: byłam blisko podium, a jednak do niego zabrakło
Szła jednak za nimi, momentami już z dużą stratą, ale robiła swoje. To się finalnie opłaciło. Na mecie zameldowała się na piątej pozycji. Jednej z najlepszych w historii polskiego chodu w mistrzostwach świata.
Jestem bardzo zadowolona ze swojej dyspozycji. Byłam blisko podium, choć do niego trochę zabrakło. Wiedziałam, że będzie bardzo trudno, bo było wiele rywalek z dobrymi czasami na listach zgłoszeń. Nie było szansy pójść na rekord życiowy, bo warunki na to nie pozwalały. Nie było słońca, ale było bardzo wilgotno, co tylko potęgowało odczucie gorąca. Nastawiałam się zatem na chłodzenie organizmu, choć przez ciągłe pobieranie worków z lodem i picie, traciłam wiele energii i wybijałam się z rytmu. Bez tego jednak nie doszłabym do mety. Nie miałam "dętki" na końcu, więc był czas na radość
Polka 35 kilometrów pokonała w czasie 2:44.37. To jej najlepszy wynik w sezonie. Triumfowała, broniąca tytułu Hiszpanka Maria Lopez. Ona drugą na mecie, Włoszkę Antonellę Palmisano, wyprzedziła aż o 3.23. Trzecia Ekwadorka Paula Milena Torres straciła do mistrzyni świata 3.43. Zdziebło przyszła 5.36 za Hiszpanką.
Polka, zapytana o to, czy mogła gdzieś przyspieszyć, odparła: - Było naprawdę trudno. Już na początku zanotowałam duże straty. Próbowałam zatem złapać się kogoś, żeby podgonić tempo. Na początku pilnowałam też tętna, żeby nie skoczyło za wysoko. Nie chciałam przejść w pracę beztlenową, bo długo bym tego nie wytrzymała. Wiedziałam, że jeśli będę chciała przyspieszyć, to zrobię to na ostatnich dziesięciu kilometrach. Nie wiem, czy można było iść szybciej. Poszłam chyba na wyczucie i skończyłam na wysokiej pozycji.
Na zdrowie nie narzeka. Wyciągnęła trenera z emerytury
Oczywiście nie mogło zabraknąć pytania o zdrowie, bo przecież w ostatnich latach Zdziebło startowała albo z pękniętą kością, albo po treningu na rowerze stacjonarnym. Zdrowie jej nie oszczędzało. Teraz, wygląda na to, że jest z nim wszystko w porządku.
Zdrowie to krucha sprawa. Nie chcę narzekać, ani nic mówić, by nie zapeszyć. Jest jednak dobrze. Dużo lepiej niż rok temu, kiedy nie byłam w stanie trenować do igrzysk. Dwa lata temu miałam z kolei sezon, o którym w ogóle chciałabym zapomnieć. Pod różnymi względami. Teraz mam balans życiowy i wszystko wraca do normy
Zdziebło od dwóch lat trenuje z Krzysztofem Kisielem. Wyciągnęła go z emerytury, ale - jak przyznała, ich współpraca układa się bardzo dobrze.
- Na rowerku zasuwa i biega czasem za mną z bidonem, więc jeszcze ten powrót z emerytury wyjdzie trenerowi na zdrowie. Do tego świata pozwiedza. Fajna ta jego emerytura - śmiała się Zdziebło.
Za tydzień w sobotę (20 września, godz. 7.30, w Polsce 0.30) wystąpi ona jeszcze na 20 km.
- Podejdę do tego startu z czystą głową, ale pewnie z zarąbanymi nogami. Jestem przecież niemal po maratonie. Do tego w trudnych warunkach - zakończyła.
Z Tokio - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:
















