W skrócie
- Zarówno Alicja Konieczek, jak i Kinga Królik nie awansowały do finału biegu na 3000 m z przeszkodami podczas lekkoatletycznych mistrzostw świata w Tokio.
- Polskie zawodniczki wskazują na trudne warunki, a Koniec zek dodatkowo na przestarzałe metody treningowe jako główne przeszkody w osiąganiu sukcesów na światowym poziomie.
- Kinga Królik zmagała się przy tym wszystkim z kontuzją podczas przygotowań, a Konieczek porusza potrzebę zmiany podejścia do treningów w Polsce.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Od lat polskie przeszkody w kraju ciągnie Alicja Konieczek. W ubiegłym roku wystąpiła w finale igrzysk olimpijskich. Dwa razy biegała w finałach mistrzostw Europy, będąc nawet raz blisko medalu.
Jej główną bazą są Stany Zjednoczone. Zresztą od niedawna ma nawet też obywatelstwo tego kraju. W Tokio nie miała jednak żadnych szans w walce o finał.
Anita Włodarczyk blisko podjęcia ważnej decyzji. Zapowiedziała, co prawdopodobnie zrobi
Alicja Konieczek nie ma zamiaru kończyć kariery
Ten dałby jej czas zbliżony do jej rekordu Polski (9.16,51 sek.), ale 31-latka przyznała, że przegrała z warunkami.
- Przyjechały najlepsze zawodniczki na świecie i było trudno. Myślałam, że skoro zawody są tak późno w sezonie, to nie wszyscy utrzymają formę do mistrzostw świata. Była zatem nadzieja. Tym bardziej że, ja się rozkręcałam w sezonie. Myślę, że w sprzyjających warunkach byłam gotowa na 9.18, ale w Tokio ciężko mi się oddychało. Na dwa okrążenia do mety chciałam trochę odpocząć i ruszyć z 600 metrów, ale nie było już z czego - mówiła Konieczek.
Polka była najbardziej doświadczoną zawodniczką w swojej serii, w której dobiegła na siódmej pozycji, a awans zdobywało pięć pierwszych. Zapytana zatem o to, czy to były jej ostatnie mistrzostwa świata, odparła:
Chyba nie. Za dwa lata mistrzostwa świata są w Pekinie, a rok po nich igrzyska olimpijskie w Los Angeles. Tam ma być moja meta. Mam werwę i jeszcze mi się chce. Nie widać tego może na zawodach, ale jest progres na treningach i to musi oddać. Robię takie treningi, jakich w życiu nie robiłam. Przyznam, że nie jestem jeszcze gotowa na zakończenie kariery, bo za bardzo kocham to, co robię.
Świat znowu odjeżdża Polakom. Winna "szkoła radziecka"
Konieczek, która od bardzo wielu lat trenuje w USA i tam żyje, ma zupełnie inne podejście do sportu. Widzi też różnice w treningu. Nie ma co ukrywać, że świat jednak znowu zaczyna odjeżdżać. Zapytana o to dlaczego, odparła: - Wydaje mi się, że nasza szkoła treningowa to jest taka starodawna szkoła radziecka. Treningi, jakie stosują nasze najlepsze grupy biegowe w kraju, opierają się właśnie na doświadczeniach ze wschodu. Tymczasem ludzie na zachodzie poszli w tym kierunku, co robią Ingebrigtsenowie. W Polsce się tego nie stosuje. Trenerzy jednak trochę się doedukują albo pojawi się nowe pokolenie trenerów i wtedy znowu się wybijemy. Trzeba zmienić metody treningowe, bo zawodnicy są gotowi na to.
Zresztą nasi lekkoatleci coraz bardziej zauważają te problemy i decydują się na to, by trenować w grupach zagranicznych.
- Ważne jest też to, by otaczać się ludźmi, którzy cię motywują i dodają ci skrzydeł, a nie wysysają z ciebie energię. Trzeba mieć po prostu wokół siebie pozytywnie nastawione osoby i to już bardzo pomaga. Dużo zawodników też musi o tym pomyśleć. Chciałabym zbudować grupę, której mogłabym pomóc - zakończyła.
Łzy Kingi Królik. To cud, że wystąpiła w Tokio
Ze łzami w oczach ze stadionu schodziła Kinga Królik. Ona w tym roku mocno poprawiła rekord życiowy. Zanosiło się nawet na to, że może zaatakować rekord Polski Konieczek. 26-latka przygotowała bardzo dobrą dyspozycję, ale w mityngu Diamentowej Ligi w Zurychu, który odbywał się dwa tygodnie przed mistrzostwami świata, doznała kontuzji. Skręciła staw skokowy. To w ogóle, że przyjechała do Japonii, było cudem.
- Przygotowałam życiową formę, ale jednak nie pokazałam tego w Tokio. Kontuzja pokrzyżowała mi plany i szkoda mi, że przez to nie byłam w stanie pokazać tego, co potrafię. Z drugiej strony ciszę się, że mogłam w ogóle wystąpić w mistrzostwach świata. To była walka z czasem. Wygrać ją pomógł mi fizjoterapeuta Dominik Omiotek. Na miejscu już zajął się mną sztab medyczny PZLA. Do tego wszystkiego trudno zniosłam warunki, jakie panują w Tokio - mówiła Królik.
Z Tokio - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:














