W skrócie
- Maria Żodzik zdobyła jedyny medal dla Polski podczas lekkoatletycznych mistrzostw świata w Tokio, bijąc przy tym rekord życiowy w skoku wzwyż.
- Konkurs rozgrywany był w trudnych warunkach atmosferycznych, a Żodzik otrzymała wysoką nagrodę finansową za wywalczone srebro.
- Polscy lekkoatleci zainkasowali łącznie 120 tysięcy dolarów za swoje wyniki, a najwyższą premię na mistrzostwach dostał Armand Duplantis za rekord świata.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Maria Żodzik była wymieniana przed lekkoatletycznymi mistrzostwami świata w Tokio jako jedna z naszych szans medalowych. Polka wygrała w tym roku rywalizację w Diamentowej Lidze w Lozannie w skoku wzwyż.
Do Japonii przyjechała jednak nie w pełni sił. Nabawiła się bowiem urazu biodra i wcale nie było pewne, czy wystąpi, ale fizjoterapeuci postawili ją na nogi. Na tyle dobrze, że walczyła o medal i go zdobyła.
Polka zamykała konkurs, walczyła o złoto. Czekano na to całe mistrzostwa
Skok po srebro Marii Żodzik wart 35 tysięcy dolarów
Konkurs rozgrywany był w bardzo trudnych warunkach. Nad Tokio przechodziła ulewa, która przerwała nawet zawody. Po powrocie do rywalizacji tylko Polka miała udaną próbę. Pozostałe lekkoatletki nie potrafiły pokonać poprzeczki. Żodzik w swoim ostatnim skoku na 2,00 m zaliczyła próbę. Tym samym pobiła rekord życiowy, który do tej pory wynosił 1,98 m.
Jak się okazało, ten skok był wart 35 tysięcy dolarów (ok. 125 tysięcy złotych). Tyle bowiem World Athletics wypłaca za srebrny medal. Tym samym z grona polskich zawodników, startujących w Tokio zarobiła najwięcej.
Od wielu lat World Athletics przyznaje hojne nagrody dla najlepszych zawodników świata, a zatem nasi lekkoatleci zarobili w Tokio całkiem niezłe sumy.
Natalia Bukowiecka za czwarte miejsce w biegu na 400 metrów otrzyma z kasy światowej federacji 16 tysięcy dolarów (ok. 57 tysięcy złotych). To znaczy, że każdą sekundę biegu zarobiła ok. 1100 zł. Do tego pewnie otrzyma część premii, jaka należy się sztafecie mieszanej 4x400 metrów za czwarte miejsce. Cała grupa zarobiła 16 tysięcy dolarów do podziału na pięć osób (ok. 57 tysięcy złotych). Tak samo będzie w przypadku sztafety kobiecej 4x400 m, która była piąta i otrzyma 12 tysięcy dolarów do podziału (ok. 43 tysiące złotych).
Katarzyna Zdziebło (chód na 35 km) i Pia Skrzyszowska (100 m ppł.) zgarnęły po 11 tysięcy dolarów (ok. 39 tysięcy złotych), bo światowa federacja na tyle wycenia piąte miejsce. Anita Włodarczyk, która zajęła szóste miejsce w rzucie młotem, dostanie siedem tysięcy dolarów (ok. 25 tysięcy złotych), a Paweł Fajdek (rzut młotem) i Klaudia Kazimierska (1500 m) po sześć tysięcy dolarów (ok. 21 tysięcy złotych) za siódmą lokatę.
W sumie z kasy World Athletics Polacy wyciągnęli 120 tysięcy dolarów (ok. 434 tysiące złotych).
Złoty medal wyceniany jest na 70 tysięcy dolarów (ok. 250 tysięcy złotych), srebrny na 35 tysięcy dolarów (ok. 125 tysięcy złotych), a brązowy na 22 tysiące dolarów (ok. 78 tysięcy złotych).
Do tego WA wypłaciła ekstra premię za rekord świata. I właśnie taki czek odbierał na ceremonii medalowej Szwed Armand Duplantis, który pobił rekord świata w skoku o tyczce, skacząc 6,30 m. Za swój popis zgarnął 100 tysięcy dolarów (ok. 360 tysięcy złotych).
Żodzik po konkursie była wyczerpana i głodna, a przed nią jeszcze była kontrola antydopingowa i ceremonia medalowa. Ta ze względu na to, że przez deszcz konkurs dyskoboli zaczął się bardzo późno, odbywała się, kiedy było już grubo po północy miejscowego czasu.
Z Tokio - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:













