W sobotę 13 września rozpoczęły się w Tokio lekkoatletyczne mistrzostwa świata, gdzie reprezentacja Polski tym razem poleciała bez tak dużych nadziei na medale, jak to miało miejsce w poprzednich latach, gdy mieliśmy kilku "pewniaków" do osiągnięcia spektakularnych sukcesów.
Decydująca rozgrywka Duplantisa z Karalisem na 6.20 m. A później rekord świata
Po trzech dniach rywalizacji na stadionie w stolicy Japonii niestety potwierdzają się wszelkie przewidywania, co do tego, jak z polskiej perspektywy przebiegać będzie rywalizacja o medale. W poniedziałek 15 września trochę pozytywnych emocji "przyniosła" polskim kibicom Pia Skrzyszowska. Nasza biegaczka bowiem osiągnęła swój najlepszy wynik w karierze, jeśli chodzi o rywalizację na światowych arenach.
Hocker zdyskwalifikowany. Sędziowie bez złudzeń
Polka w biegu na 100 metrów przez płotki dobiegał na metę jako piąta, co potwierdziła fotokomórka. Zdecydowanie gorsze wspomnienia z rywalizacją w poniedziałkowych biegach będzie miał Cole Hocker. Amerykanin początkowo zakończył swój bieg na 1500 metrów na drugim miejscu z czasem 3:36:67, co dawało mu oczywiście bardzo pewny awans do finału.
Ponad 80 metrów w finale Anity Włodarczyk. Polka z rekordem świata masters
Ze swojego wyniku nie mógł się zbyt długo cieszyć. Sędziowie zaczęli bowiem przyglądać się temu, jak przebiegała rywalizacja na bieżni stadionu w Tokio. Dopatrzono się przewinienia ze strony mistrza olimpijskiego z Paryża. W oczach sędziów Amerykanin przepychał się w trakcie swojego biegu, co utrudniło Robertowi Farkenowi awans do finału. Niemcy złożyli więc wniosek do sędziów.
Ci przychylili się do prośby naszych zachodnich rywali, a Farken uzyskał awans do finału, z kolei Hocker został zdyskwalifikowany, choć dziennikarze donoszą, że zespół amerykański będzie jeszcze wnosił apelację od tej decyzji. Na ten moment mistrza olimpijskiego w finale biegu na 1500 metrów nie zobaczymy.












