Filip Rak kontrolował to, co się działo na bieżni. Pilnował miejsca w szóstce, bo to dawało awans do półfinału biegu na 1500 metrów w lekkoatletycznych mistrzostwach świata w Tokio. Trzymał się - zgodnie z planem - najlepszych zawodników w swojej serii. I wszystko szło dobrze, aż do ostatniego łuku.
Na około 100 metrów przed metą nasz lekkoatleta po prostu stanął. Wyglądało to tak, jakby nagle opadł z sił. Nie zszedł jednak z bieżni, tylko spacerkiem dotarł do mety.
Sensacyjna noc w Tokio, aż trudno w to uwierzyć. 40-letnia Polka pokazała moc
Filip Rak wyjaśnił, dlaczego nagle stanął w biegu na 1500 metrów
W rozmowie z Interia Sport wyjaśnił, co się stało.
W pewnym momencie wybiłem się z rytmu. Oni uciekli, a ja zostałem z tyłu. Jeszcze gdzieś zahaczyłem nogą i zaciągnął się jakby hamulec. Zwolniłem, bo przede mną było już ośmiu zawodników, a awansowało sześciu. Uznałem, że nie ma znaczenia, który dobiegnę, skoro i tak nie wystąpię w półfinale
Jego los podzielili wielcy faworyci, którzy już na etapie eliminacji pogrzebali marzenia na medale.
Największą sensacją było chyba odpadnięcie Norwega Jakoba Ingebrigtsena. To jedna z gwiazd światowej lekkoatletyki. Nie dał jednak rady awansować do półfinału. Warto wspomnieć, że długo leczył on kontuzję ścięgna Achillesa. Na eliminacjach swój udział zakończył też lider światowych tabel Francuz Azzedine Habz, ale też wicelider Kenijczyk Phanuel Kipkosgei Koech, który leżał na bieżni.
- Czasy mamy takie, że masa osób biega poniżej 3.30. To jednak motywuje, bo jest do kogo równać. Nie ukrywam, że chcę złamać 3.30, by dołączyć do tych najmocniejszych - mówił Rak, który jest brązowym medalistą młodzieżowych mistrzostw Europy.
- Bez dwóch zdań, ten start w Tokio to porażka. Lubię jednak porażki, bo one mnie wzmacniają. Teraz będę silniejszy i pokażę jaja - dodał.
Z Tokio - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:













