W skrócie
- Polska sztafeta mieszana 4x400 metrów przegrała medal mistrzostw świata zaledwie o 0,02 sekundy.
- Justyna Święty-Ersetic i Natalia Bukowiecka nie ukrywały rozczarowania po przegranym finiszu.
- Kajetan Duszyński i Maksymilian Szwed podkreślali chaos i emocje podczas finału.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Polska sztafeta mieszana 4x400 metrów jeszcze na kilka metrów przed metą była na medalowej pozycji. Justyna Święty-Ersetic, która biegła na ostatniej zmianie, zachowała się na ostatniej prostej jak stara wyga i wywiozła goniącą ją Belgijkę nieco na zewnątrz. Ta jednak zaatakowała tuż przed metą. Tego Polka nie była już w stanie odeprzeć.
- Myślałam, że mamy ten medal w kieszeni, ale zabrakło na samych kratach. Czułam ten moment, kiedy Belgijka mnie wyprzedzała. Może się jeszcze łudziłam, że to się jej nie uda. Przegrałam jednak z nią - mówiła smutna Święty-Ersetic.
Pasjonujący finał sztafet, cudowny bieg Duszyńskiego. O medalu decydowało 0,02 sek.
Zabrakło Natalii Bukowieckiej sprzed roku, kiedy była w gazie
Ją ten brak medalu będzie bolał pewnie najbardziej z całej drużyny, bo to jej wymknął się on z rąk.
- Dużo łatwiej wstawałoby się w niedzielę z łóżka, gdybyśmy zdobyli ten medal. Teraz będzie trudniej o regenerację i przygotowanie się do eliminacji biegu na 400 metrów - przyznała Święty-Ersetic, która w niedzielę (14 września, godz. 13.05) wystąpi w eliminacjach na 400 m.
- Zabrakło nam szczęścia. Wolę jednak biec za kimś i atakować, a tym razem to ja musiałam odpierać ataki - dodała.
By Polska zdobyła ten medal potrzebna była nam Natalia Bukowiecka. I ona wystąpiła w finale. Nasza medalistka olimpijska i wicemistrzyni świata w biegu na 400 metrów, musiałaby jednak biegać tak, jak przed rokiem. Nie jest jednak tego lata w takim gazie i to przełożyło się na wynik sztafety.
Zresztą rekordzistka Polski to czuła, że nie dała tej sztafecie tyle, ile mogła.
Wydaje mi się, że taktycznie to był dobry bieg z mojej strony, choć nie miałam najłatwiejszego zejścia. Druga zmiana nie jest moją ulubioną. Wiedzieliśmy jednak, że możemy w takim zestawieniu zyskać kilka pozycji i to w zasadzie się udało. Cały czas byliśmy z przodu. Mój czas na pewno nie jest zadowalający (49,91 - przyp. TK). Może trochę za wolno zaczęłam, bo wydawało mi się, że mam siłę na końcu. Nie mogłam dać więcej w rym biegu, bo dałam z siebie wszystko, ale czuję, że powinnam wnieść więcej do tej sztafety, bo byłam tą świeżą w niej. Mamy czwarte miejsce i jest trochę żal, bo było blisko
Ona w niedzielę (14 września, godz. 12.33) wystąpi już w eliminacjach biegu na 400 m.
- Nie wiem, na co jestem gotowa. Ani fizycznie, ani mentalnie. Na pewno ten bieg w sztafecie pomógł mi się przetrzeć. Biegło mi się całkiem dobrze. Teraz trzeba się zregenerować - dodała.
Tajemnicze słowa Maksymiliana Szweda i wielka złość 21-latka
- Zawsze się coś musi stać - mówił Maksymilian Szwed do Kajetana Duszyńskiego, kiedy szli przez strefę wywiadów.
Pociągnęliśmy zatem 21-latka za język, o co chodzi, ale ten tylko się zmieszał, a zaraz wypalił.
Zawsze coś musi nie zagrać. Nie chcę jednak mówić zbyt wiele w emocjach. Nie mogę być zły na to czwarte miejsce na mistrzostwach świata. Bolą mnie jednak dwie setne sekundy. Gdybyśmy przegrali o pół sekundy, to bym nie był zły. Te 0,02 sek. strasznie mnie zdenerwowały. W każdym momencie tego biegu wierzyłem w ten medal. Wiem, że każdy z nas zostawił serce na bieżni i walczył do końca. Mam nadzieję, że wyciągniemy wnioski z tego, by taka sytuacja już się nie powtórzyła. W takiej imprezie wszystko musi być idealne
Polska pojawiła się na medalowej pozycji. "Poczułem się, jak na loterii"
Tak, jak w finale olimpijskim, niesamowitą szarżą w finale mistrzostw świata w Tokio popisał się Duszyński. On na przedostatniej zmianie wyprowadził naszą drużynę na drugie miejsce.
- Ten bieg był chaotyczny i trudniejszy niż ten eliminacyjny. Stało się tak, jak przypuszczałem, że pewnie będę musiał prowadzić stawkę zawodników. To jest niekorzystna, kiedy jest wielu zawodników na podobnym poziomie. Lepiej bowiem biegnie się za kimś. Na ostatnich metrach oddałem nieco Belgowi za to, jak minął mnie wcześniej. Chciałem jak najwyżej oddać pałeczkę Justynie. Ona miała niesamowite trudne zadanie. Widziałem, jak dziewczyny kłębiły się wokół niej - opowiadał Duszyński.
Z mojej perspektywy wyglądał, że Justyna przegrała walkę o medal, ale nie byłem pewny. Przez moment poczułem się jak na loterii, bo na ułamki sekund wyskoczyliśmy w wynikach na trzeciej pozycji, ale zaraz była korekta. To był bardzo chłodny prysznic, bo tak niewiele dzieliło nas od tego, by być w siódmym niebie
Z Tokio - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:















