Polska medalistka chciała rzucić sport. Zarobiła na buty i wraca do pracy w szpitalu
Katarzyna Zdziebło potwierdziła, że wróciła do światowej czołówki. Wprawdzie w rywalizacji w chodzie na 20 kilometrów, nie zdołała dojść w pierwszej "10", ale była tego blisko. Tydzień wcześniej była piąta na 35 km i z lekkoatletycznych mistrzostw świata w Tokio wraca zadowolona, bo przez ostatnie lata musiała się mierzyć z dużymi problemami.

W skrócie
- Katarzyna Zdziebło po trudnych sezonach powróciła do światowej czołówki w chodzie sportowym, zajmując 5. miejsce na 35 km i 14. na 20 km podczas mistrzostw świata w Tokio.
- Zawodniczka pokonała liczne przeszkody, w tym kontuzje oraz trudny okres współpracy z Robertem Korzeniowskim, a obecnie trenuje pod okiem Krzysztofa Kisiela.
- Po MŚ wraca do pracy w szpitalu w Mielcu i nadal łączy sport z pracą zawodową, a w chodzie szykują się kolejne zmiany dystansów od 2026 roku.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Katarzyna Zdziebło przed trzema laty w Eugene zdobyła dwa srebrne medale lekkoatletycznych mistrzostw świata - na 20 i 35 kilometrów. Wydawało się, że na stałe weszła do światowej czołówki, bo miała jeszcze medal mistrzostw Europy, ale jednak kolejne sezonu mocno ją przeczołgały.
O tym, co działo się w 2023 roku, kiedy rozpoczęła współpracę z Robertem Korzeniowskim - jak sama powiedziała - chciałaby zapomnieć. Potem przyszedł sezon olimpijski i pęknięcie kości, które sprawiło, że do Paryża trenowała głównie na rowerze stacjonarnym. O dobrym wyniku można było zatem zapomnieć.
To była polska nadzieja na medal w środku nocy. O wszystkim zdecydowały trzy kilometry
Katarzyna Zdziebło: nie doszacowałam swoich możliwości
Teraz nasza chodziarka, trenująca na co dzień z trenerem Krzysztofem Kisielem, znowu dała o sobie znać. Tydzień temu była piąta w MŚ w Tokio na 35 kilometrów, a teraz zajęła 14. miejsce na 20 km.
- O dziwo, dobrze się czułam po tym wysiłku na 35 kilometrów. Sama byłam w szoku, jak dobrze mi się szło. Nie ukrywam, że nie wiedziałam, na co się nastawiać w tej rywalizacji na 20 kilometrów, na jakie prędkości. W końcówce zaczęłam gonić i aż byłam zdziwiona, że mam tyle energii. Było już jednak za późno, by zrobić coś więcej. Nie doszacowałam po prostu swoich możliwości. Lepiej było jednak zacząć ostrożnie i gonić. Akurat było dużo chłodniej niż na 35 kilometrów, co nie było dobre dla mnie, bo liczyłam, że będą niższe prędkości. Jestem jednak zadowolona - mówiła Polka po rywalizacji.
Mistrzynią świata została niesamowita Hiszpanka Maria Perez, która triumfowała też na 35 km. Srebro wywalczyła Meksykanka Alegna Gonzalez, a brąz Japonka Nanako Fujii.
Uwagę zwraca fakt, że nasza zawodniczka ustabilizowała technikę, z którą przez kontuzje miała problemy. Teraz na tych dwóch dystansach złapała tylko jedno ostrzeżenie na 35 km.
To dla mnie bardzo ważne, że technicznie znowu jest w porządku. Gdyby ona była słaba, to nawet najlepsze przygotowania niewiele by mi dały, bo i tak wszystko posypałoby się na trasie. To napawa mnie optymizmem. Do tego jestem zadowolona z 14. miejsce, choć myślałem o pierwszej "10". Dla mnie tym najważniejszym dystansem było 35 kilometrów
Polska medalistka odżyła, a chciała kończyć ze sportem. Wraca jednak do pracy w szpitalu
Bez dwóch zdań 28-latka wyraźnie odżyła sportowo i mentalnie.
- Znowu jest we mnie chęć rywalizacji. Nie ma już we mnie tej obojętności, jaka towarzyszyła mi w ostatnich sezonach. Nakręcam się do rywalizacji i jestem bardzo zmotywowana. Znowu czerpię radość z tego, co robię - przyznała.
W poprzednich sezonach miałam myśli o tym, by rzucić ten sport. Nawet przestałam trenować. Przerwa nie była jednak długa, bo trwała tylko cztery miesiące. Byłam wykończona tym wszystkim, co się działo. Miałam tego wszystkiego serdecznie dosyć. Teraz jest zwrot o 180 stopni
Za nagrodę od World Athletics będzie mogła kupić buty
Zaraz po MŚ w Tokio Zdziebło wraca do pracy. W szpitalu w Mielcu robi specjalizację z radiologii. Poza tym jest żołnierzem w Centralnym Wojskowym Zespole Sportowym. To są jej główne źródła utrzymania. Chód to drogi sport, więc - jeśli nie osiąga sukcesów - nie może sobie pozwolić na to, by skupić się tylko na nim.
W Tokio wywalczyła nagrodę finansową od World Athletics za piąte miejsce. To 11 tysięcy dolarów (ok. 39 tysięcy złotych). Stypendium pewnie nie dostanie, bo dystans 35 kilometrów nie jest olimpijskim.
To jest niestety mało opłacalny sport. Bardziej to jest nasze hobby. Nagroda za piąte miejsce się przyda, bo zwrócą mi się wydatki za buty, chociaż te są teraz bardzo drogie. Za parę muszę dać ponad tysiąc złotych, a tych w ciągu roku zużywam sporo. Wydaję około dziesięciu tysięcy złotych na buty startowe rocznie, a do tego dochodzą jeszcze treningowe. W sumie to jest około 15 tysięcy złotych. I to tylko za same buty
Kolejna rewolucja w chodzie
Od nowego roku w chodzie znowu pojawią się nowe dystanse. To kolejna zmiana na przestrzeni pięciu ostatnich lat. Pierwszą rewolucyjną było zniesienie chodu na 50 km. Ten został zastąpiony rywalizacją na 35 km. Potem wprowadzono jeszcze sztafety. Ostatecznie od 2026 roku w zawodach pod auspicjami World Athletics będzie rozgrywany półmaraton (21 097,5 m) i maraton (42 195 m).
- Mam nadzieję, że to już będzie koniec zmian, chociaż na igrzyskach olimpijskich w Los Angeles ma być tylko półmaraton. Po co zatem robić kolejny dystans, skoro nie będzie go na igrzyskach. Bardzo dużo dzieje się w ostatnich latach w chodzie. Nie wiadomo jednak, na co się nastawiać - zakończyła.
Z Tokio - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:














