Lekkoatletyczne mistrzostwa świata w Tokio zaczęły się naszej reprezentacji od dwóch lokat w pierwszej dziesiątce - piątej pozycji Katarzyny Zdziebło i dziesiątego miejsca Mahera Ben Hlimy w chodzie na 35 km. Większość ich nocnych - według polskiego czasy - zmagań odbywała się poza stadionem.
A później giganci "królowej sportu" przenieśli się już na Stadion Narodowy. W sesji porannej obserwowaliśmy udane zmagania Konrada Bukowieckiego i sztafety mieszanej 4x400 m oraz nieudane kwalifikacje dyskobolki Darii Zabawskiej.
A ta wieczorna zaczęła się od biegów eliminacyjnych panów na 3000 m z przeszkodami, później zaś do boju ruszyły specjalistki od skoku w dal.
I to była historyczna chwila dla Polski.
MŚ w lekkiej atletyce. Nikola Horowska i Anna Matuszewicz przed życiową szansą. Kwalifikacyjne minimum ponad ich rekordami
Po raz pierwszy w historii na starcie zmagań w mistrzostwach świata pojawiły się bowiem dwie Polki. Obie nie uzyskały minimum wyznaczonego przez World Athletics, ale Anna Matuszewicz dość bezpiecznie znalazła się wśród 36 uczestniczek rywalizacji w Tokio. Choćby za sprawą siódmej pozycji w mistrzostwach świata w hali w Nankinie wiosną tego roku. Nikola Horowska musiała zaś walczyć do samego końca - i to się jej udało.

Panie rywalizowały w dwóch grupach, w każdej miało być po 18 skoczkiń. Ostatecznie dwie nie przystąpiły do boju, w tym znakomita Hiszpanka Fatima Diame.
Tylko 12 najlepszych przechodziło dalej, tę pewność gwarantowało 6.75 m. To o 10 cm więcej od "życiówki" Horowskiej i o 4 cm od rekordu Matuszewicz. Co jednak ważne, Polki ta najlepsze rezultaty w karierach uzyskały w tym roku.
Matuszewicz zaczęła jednak źle, od skoku spalonego, co już powodowało pewną nerwowość. Tu są tylko trzy szanse. Horowska skoczyła 6.32 m, czyli o jakieś 20-30 cm za mało, by móc w ogóle myśleć o finale.
W drugiej kolejce Matuszewicz uzyskała już 6.48 m, ale to był w tym momencie 15. wynik patrząc na obie grupy. Musiała się poprawić. Horowska, wicemistrzyni Polski, miała zapisane 6.39 m, czyli wciąż dużo za mało.

Problemy miały też niektóre faworytki. Szwajcarka Annik Kalin skoczyła poprawnie tylko raz, 6.36 m nie dało jej awansu. Sensacją było odpadnięcie Włoszki Larissy Iapichino, wicemistrzyni Europy ze stadionu i mistrzyni kontynentu z hali. Z 6.56 m była 13. po dwóch kolejkach, trzeci skok był krótszy. Uratowała się zaś halowa mistrzyni świata Claire Bryant, niepewna pozostawała Malaika Mihambo, dziewiąta ogółem.
Matuszewicz potrzebowała więc skoku na co najmniej 6.59 m, poprawienia się o 11 cm. Miała bardzo dobry wiatr w plecy, zaryzykowała i... spaliła.
Została Horowska, ją też ratował tylko skok na 6.59 m. Też się nie udało, zapisano jej... 4.12 m.
Minimum kwalifikacyjne osiągnęły tylko cztery zawodniczki, najdalej zaś skoczyła mistrzyni olimpijska Tara Davis-Woodhall (6.88 m). Dwunasta Esraa Owis z Egiptu uzyskała 6.60 m.
Matuszewicz skończyła kwalifikacje na 18. pozycji, a Horowska - na 22.














