Maciej Wyderka, Patryk Sieradzki i Filip Ostrowski - każdy z nich biegał w tym roku 800 metrów poniżej 1:45.00, każdy z nich wypełnił minimum na mistrzostwa świata, wynoszące 1:44.50. I jednocześnie żaden z nich nie zszedł poniżej 1:44.00, czego dokonało w tym roku... 32 zawodników!
Tak bardzo poziom w tej konkurencji poszedł do przodu, awans któregokolwiek z Polaków byłby więc dużym osiągnięciem. Wyderka i Ostrowski dopiero zbierają doświadczenie, Sieradzki jest od nich starszy, bierze udział w zmaganiach Diamentowej Ligi. Tyle że jako zając, prowadzi tych najlepszych. A tu nasi mieli z nimi rywalizować.
Mistrzostwa świata w Tokio. Kapitalny bieg Macieja Wyderki. I ta uniesiona ręka na końcu
I jako pierwszy pojawił się Maciej Wyderka, w trzeciej serii. Dwie pierwsze kończyły się z czasami zwycięzców na poziomie 1:45.00, faworycie trochę się oszczędzali. Nasz reprezentant nie mógł tak zrobić, tu tylko trzech pierwszych miało pewny awans, a trzech najlepszych z czasami z siedmiu serii uzupełniało stawkę półfinalistów.
Miał zaś rywali jednego z najlepszych na świecie Gabriela Tuala z Francji (1:41.61), rewelacyjnego 16-latka z USA Coopera Lutkenhausa (1:42.27 w mistrzostwach USA, wypchnął z kadry mistrza świata z hali Josha Hoeya), mistrza Europy z Monachium Mariano Garcię czy broniącego tu brązu z Budapesztu: Anglika Bena Pattisona.

Polak pobiegł rewelacyjnie, najpierw był na początku stawki, w połowie dystansu - w okolicach piątego/szóstego miejsca. A później wyszedł na prowadzenie i... nikt go nie dogonił. Pokazał wytrzymałość, umiał w odpowiednim momencie przyspieszyć. Czas nie był rewelacyjny, 1:46.30, ale lepszy być nie musiał. To wystarczyło. Awansowali też Pattison i Tual, Garcia i Lutkenhaus zostali z niczym.
Sieradzki pobiegł w szóstej serii, też ze znakomitymi rywalami. Starał się znajdować blisko krawężnika, ale w okolicach piątego/szóstego miejsca. Nie był w stanie przyspieszyć jak Wyderka, tu też tempo było wyższe. I na końcu zabrakło mu pary na finiszu, skończył siódmy, choć z... lepszym czasem od Wyderki (1:45.90). Ale już wiedział, że dla niego to koniec rywalizacji.

W ostatniej serii znalazł się Filip Ostrowski. Wiadomo już było, że jeśli nie znajdzie się w trójce, musi celować w czas poniżej 1:45.15 z czwartego miejsca, 1:45.05 z piątego lub 1:45.02 z szóstego miejsca. To były wyniki zawodników siedzących na "gorących krzesłach".
Ostrowski jednak od początku był dość daleko, na 250 metrów przed metą zaczął finisz. Zbliżał się, na ostatniej prostej był już piąty. Czterech pierwszych zeszło poniżej 1:45.00, ale przerwa między Polakiem a Kenijczykiem Nicholasem Kebenei okazał się za duży. 1:45.47 i piąta pozycja - to było za mało na awans.
W półfinale pobiegnie więc tylko Wyderka.













