W skrócie
- Filip Rak nie ukończył biegu na 1500 metrów podczas mistrzostw świata w Tokio.
- Jego ironiczny wywiad po porażce wywołał falę hejtu w mediach społecznościowych i podzielił opinię publiczną.
- Lekkoatleta podkreśla, że nie przejmuje się krytyką, traktuje porażki jako lekcje i tłumaczy swoje zachowanie.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Nie tak wyobrażał sobie Filip Rak start w lekkoatletycznych mistrzostwach świata w Tokio. Polak walczył o awans do półfinału biegu na 1500 metrów. Trzymał się ustalonej taktyki, biegnąc za najlepszymi, ale na 100 metrów przed metą stanął jak wryty, choć był blisko pozycji dającej awans.
Po biegu przyznał, że miało miejsce potknięcie, które zadziałało jak hamulec i rywale zaczęli odjeżdżać. Mówił też o tym, że widząc, jak ucieka szansa na awans, wolał już nie nadwyrężać organizmu, który w tym sezonie mocno już oberwał.
Nocny dramat w Tokio. Paweł Fajdek potwierdził klasę, inni Polacy przepadali
"Przypomniałem sobie, że zapomniałem kremiku do opalania". Te słowa wywołały burzę
Teraz w rozmowie z Interia Sport zdradził, że jego organizm po prostu źle zareagował po zjeździe z gór, co czasami mu się zdarza.
Zaraz po starcie, choćby w rozmowie z Interia Sport, przyznawał, że ten występ zakończył się dla niego dużą porażką. Wcześniej jednak udzielił wywiadu w TVP Sport, w którym w ironiczny sposób komentował swoją przegraną w mistrzostwach świata.
- Był to dobry bieg, założenia zostały zrealizowane. Na 300, 350 metrów przed metą przypomniałem sobie, że zapomniałem kremiku do opalania. I to mnie wybiło, szczerze. Bo przyjechałem na wakacje, parasolkę wziąłem, a kremiku nie. A warto skórę poopalać - w tak ironiczny sposób mówił Rak o swojej porażce w TVP Sport, pijąc chyba w stronę tych kibiców, którzy w takich sytuacjach zwykli w mediach społecznościowych pisać o "turystach" w kierunku sportowców.
Rozmowa zaczęła krążyć w sieci, napędzała się fala hejtu. Szeroko te słowa komentują też osoby związane z lekkoatletyką. W tym także dziennikarze. Większości ten sposób wypowiedzi Raka nie podoba się. Tyle że właśnie w tym momencie zawodnik po prostu był sobą. Rak taki jest. I wielokrotnie zdarzało mu się wypowiadać w podobny sposób, ale teraz akurat mocniej to wybrzmiało.
Można się oczywiście zastanawiać, czy sytuacja była adekwatna do takiej wypowiedzi, bo jednak nasz lekkoatleta nie dobiegł, a doszedł do mety, co też nie spodobało się wielu osobom.
Hejt wylał się na Filipa Raka. Lekkoatleta nie zamierza się tłumaczyć i mówi: cieszmy się i śmiejmy
W mediach społecznościowych u 22-latka można przeczytać nieprzychylne komentarze skierowane w jego stronę.
- Nie wiem, z czego mam się tłumaczyć. Nie widzę takiego powodu. Zażartowałem po prostu ze swojej porażki, choć może nie pasowało to rzeczywiście do sytuacji. Zresztą w tym samym wywiadzie powiedziałem, jaka była przyczyna tego, że przestałem biec. Wiele razy w podobny sposób wypowiadałem się. Zawsze porażki traktowałem jako taki portal do bycia lepszą wersją siebie. Ludzie, którzy mnie znają, zrozumieli, o co mi chodziło. Ci, którzy mnie nie znają, stwierdzili, że sobie szydzę. Pojawiło się trochę komentarzy w moich mediach społecznościowych. Hejt na mnie nie robi jednak wrażenia. Doświadczam go nawet wtedy, jak wygram zawody albo, jak pobiję rekord Polski. Jestem odporny na krytykę. Świat zewnętrzny mnie nie rusza. Sam doskonale bowiem znam swoją wartość - powiedział Rak w rozmowie z Interia Sport.
Reprezentant Polski na razie nie został wezwany na dywanik przez Polski Związek Lekkiej Atletyki, ale zawodnik rozmawiał z kilkoma osobami ze związku.
Jeśli chodzi o to, że przestałem biec, to jest to wynikiem mojego stanu organizmu. A jeśli chodzi o moją wypowiedź, to po prostu nie wszyscy zrozumieli moją metaforę, a przecież zażartowałem sam z siebie. Ukazałem prawdziwego siebie w momencie porażki, ale też nawiązałem do tego, jak widzą nas kanapowi kibice w takich sytuacjach. Wzniesienie głowy do góry po takiej porażce jest tym, co potwierdzam w mojej filozofii życia. Trudności, ból, problemy i ciśnienie tego wszystkiego kształtuje nas silnymi tak samo, jak kamień pod odpowiednio sprężonym ciśnieniem staje się diamentem, a my stajemy się silni i mocni. Dlatego nie traktuję porażki jak trudności, czy przeszkody, lecz szansę na wzrost i stanie się wielkim. Cieszmy się i śmiejemy, a nawet żartujmy z tego, bo to jest szansa na lepsze jutro. Życie jest jedno i ma swoje sedno. I niech to będzie mój komentarz do całej sytuacji. Dlatego w wywiadzie chciałem być ironiczny. Nie wiedziałem jednak, że ten wywiad w TVP tak wystrzeli z procy i obróci się przeciwko mnie
- Wielu kibiców uważa, że sportowcy mają ciągłe wakacje, stąd nawiązanie do tego. Nikt nie widzi, że harujemy jak woły po dwa razy dziennie, że zniewalamy się dla sportu i poświęcamy mu swoje życie kosztem nawet więzi rodzinnych - dodał.
Z Tokio - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:














