Paweł Fajdek, jak na wielkiego mistrza przystało, nie miał problemów z awansem do finału rzutu młotem w lekkoatletycznych mistrzostwach świata w Tokio. Nasz zawodnik przekroczył minimum kwalifikacyjne, który wynosiło 77,50 m.
We wtorek zatem stanie do walki o medale. Wszyscy mamy nadzieję na to, że Polak włączy się do podziału łupów.
Nocny dramat w Tokio. Paweł Fajdek potwierdził klasę, inni Polacy przepadali
Kamery uchwyciły trenera Pawła Fajdka. Zawodnik skomentował
W eliminacjach dalej od Fajdka rzucił tylko Kanadyjczyk Ethan Katzberg, który będzie wielkim faworytem konkursu. Jako jedyny w stawce przekroczył 80 m, rzucając 81,85 m.
Zdaniem Polaka, by wywalczyć medal, trzeba będzie rzucić w okolicach 81 metrów, a podobno na treningach młot naszego zawodnika latał tak daleko.
Fajdek w pierwszej serii eliminacji uzyskał wynik 75,74 m. Bardzo dobrze, że w drugiej dołożył ponad trzy metry - 78,78 m, bo dzięki temu pewnie awansował bez czekania na to, co zrobią rywale.
W pierwszym rzucie popełniłem drobny błąd na wejściu. Trochę szarpnąłem barkiem i przez to nie było płynności. Nie chciałem go jednak palić, bo wiedziałem, że te rzuty zaliczone są ważne. Drugi rzut był o wiele lepszy. Miałem większy luz w barkach, utrzymałem pozycję bardziej w pionie. I to przełożyło się na wynik. Zrobiłem to, co do mnie należało
Po tym, jak przekroczył minimum kwalifikacyjne, twarz w dłoniach ukrył Szymon Ziółkowski, który jest jego trenerem, co uchwyciły telewizyjne kamery.
- Chyba się pomodlił - śmiał się Fajdek, dodając: - Eliminacje to zawsze jest wielki stres dla trenera.
Fajdek już to wie. Tyle trzeba będzie rzucić do medalu
Nasz miotacz chwalił koło w Tokio, a zwłaszcza to, że jest szybkie. Uważa też, że mogą się pojawić w nim problemy, jeśli spadnie deszcz. Na tym samy stadionie Fajdek cztery lata temu wywalczył swój jedyny medal olimpijski.
- Na pewno z tego koła można rzucać daleko. W eliminacjach prawie wszyscy najlepsi byli w formie. Zobaczymy, jak będzie w wieczornym finale we wtorek. Obstawiam, że trzeba będzie rzucić 81 metrów na medal - mówił 36-latek.
Z Tokio - Tomasz Kalemba, Interia Sport














