W skrócie
- Paweł Fajdek miał słabsze wyniki w ostatnich sezonach, jednak przyjechał do Tokio zdeterminowany do walki o medal.
- Podczas przygotowań do mistrzostw świata pojawiły się dodatkowe trudności.
- Mimo przeciwności Fajdek utrzymuje pozytywne nastawienie i wierzy w swoje szanse na powtórzenie sukcesu z wcześniejszych lat.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Paweł Fajdek nie ma udanych ostatnich sezonów. Rzuca wprawdzie daleko, choć nie tak jak kiedyś, ale za to rywale rzucają jeszcze dalej. Do Tokio na lekkoatletyczne mistrzostwa świata przyjechał z siódmym wynikiem w stawce.
Niestety w okresie przygotowań przytrafiła mu się kontuzja, która nieco zaburzyła ich tok. Do tego Szymon Ziółkowski, jego trener, zerwał ścięgno Achillesa i miał problemy z poruszaniem się. Jakby tego było, to pojawiły się też problemy natury osobistej u mistrza olimpijskiego z Sydney.
Chciał już kończyć karierę, a został jednym z najszybszych Polaków w historii
Paweł Fajdek wstaje wraz ze słońcem
Obaj jednak do Tokio przyjechali pełni werwy i nastawieni na niesamowitą walkę. To miejsce ma dla Fajdka szczególne znaczenie. Właśnie w Tokio przed czterema laty sięgnął po brązowy medal olimpijski. Jedyny w swojej karierze.
Młociarze swoje eliminacje mają wyznaczone na poniedziałek (15 września). Pierwsza grupa będzie rzucała o godz. 9.00 (2.00 polskiego czasu), a druga grupa o godz. 10.45 (2.45). Na wszelki wypadek Fajdek już "trenuje" wczesne wstawanie.
Wstaję wcześnie, bo szybko kładę się spać. Jestem nastawiony na wczesne wstawanie, bo eliminacje mamy rano. Dlatego dobrze jest wstawać koło godziny 5-6. Jeśli bowiem będę w pierwszej grupie, to w call roomie będę się musiał stawić już o 7.30, a trzeba jeszcze dojechać na stadion rozgrzewkowy, gdzie zlokalizowano to miejsce
Przypomnijmy, że wschód słońca w Tokio jest przed 5.30, a zatem śmiało można powiedzieć, że lekkoatleta budzi się wraz z nim. To wielka zmiana, jeśli chodzi o Fajdka, bo przez lata słynął z tego, że był śpiochem. Często bardzo późno chodził spać, ale też wstawał wówczas później.
Paweł Fajdek: nie przyjechałem oglądać tego, co robią inni chłopcy
Nasz wielki mistrz, który ma już 36 lat, nie przyjechał do Tokio na wycieczkę. Pod nieobecność Wojciecha Nowickiego, na którego mogliśmy liczyć w ostatnich latach, to na nim ciąży odpowiedzialność za polski młot. Fajdek nie ukrywa, że przyjechał walczyć o medal.
- Mam znakomite wspomnienia z Tokio. Zresztą w ogóle z Azją mam bardzo miłe wspomnienia. Na pewno nie przyjechałem oglądać tego, co robią inni chłopcy. mam zamiar wystartować najlepiej w tym sezonie i mam nadzieję, że będę miał szansę, by pokazać to w finale - mówił pięciokrotny mistrz świata.
On w tym sezonie najdalej rzucił w czasie niedawnych mistrzostw Polski w Bydgoszczy. Wówczas w nie najlepszych warunkach osiągnął 79,07 m. Na treningach podobno młot lata daleko, więc Fajdek ma też podstawy do optymizmu.
Braków jest u mnie masa. Nie są to rezultaty, jakie chciałbym osiągać, albo takie, jakie osiągałem na początku roku, zanim pojawiły się problemy zdrowotne. Będziemy zatem czerpać z tego, co udało się zbudować przez ostatnie tygodnie. Mam zamiar w Tokio dołożyć do tego, co było w Bydgoszczy i mam nadzieję na rzut ponad 80 metrów
- Na pewno nie były to optymalne przygotowania, bo mierzyliśmy się z różnymi problemami. Zawsze mogło być lepiej, ale trzeba starać się w maksymalnym stopniu wykorzystać to, do czego jesteśmy przygotowani. To będą specyficzne zawody, bo jesteśmy w końcówce sezonu - dodał Szymon Ziółkowski, mistrz olimpijski w rzucie młotem, który jest trenerem Fajdka.
Z Tokio - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:














