To była bolesna i trudna decyzja, ale w tamtym czasie konieczna. W 2020 roku na świecie wybuchła pandemia koronawirusa. Cała Ziemia stanęła niemal w miejscu. Ludzie pozamykali się w domach.
Przeprowadzenie igrzyska w tamtym czasie stało się właściwie niemożliwe. Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl) w porozumieniu z organizatorami i władzami Japonii, zdecydował się na przeniesienie igrzysk na 2021 rok.
Polki poszły w ślady wicemistrzyni świata. Historyczny konkurs na stadionie w Tokio
Stadion jak cmentarz i grobowa cisza
To było szalone przedsięwzięcie z wieloma ograniczeniami, ale się udało, choć areny bardziej przypominały cmentarz, choć z kilkoma żywymi istotami, niż wielką sportową imprezę. Na wszystkich panowała niemal grobowa cisza, bo przecież nie było kibiców. Sportowcy odbierali medale w maseczkach i przy pustych trybunach. Nie sądzę, by czuli się, że są na igrzyskach.
World Athletics w nagrodę dla Tokio za ich opór w przeprowadzeniu igrzysk, zdecydowała się przyznać im w 2025 roku organizację lekkoatletycznych mistrzostw świata, licząc na to, że wtedy nie będzie już problemów z przeprowadzeniem zawodów.
Tokio doczekało się swoich igrzysk. Kibice odczarowali stadion
Mamy rok 2025, a mieszkańcy Tokio mają swoje igrzyska. W końcu. W sobotę na Stadionie Olimpijskim byliśmy świadkami niezwykłych scen. Na trybunach zasiadł komplet publiczności, a zatem 65 tysięcy kibiców. Japończycy pokazali, że bardzo kochają lekkoatletykę i w ogóle sport. Tłumnie stawili się na zawodach, a przy okazji fantastycznie dopingowali. Nie tylko swoich, ale wszystkich lekkoatletów.
Pewnie wielu sportowców z grona tych, którzy startowali przed czterema laty w Tokio na tym stadionie, będzie miało ciary na plecach, kiedy wejdą na tę wspaniałą arenę i poczują, co stracili w 2021 roku.
Z Tokio - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:














