Nerwowe chwile za kulisami po awansie Polek. Chcieli się dobrać do naszej sztafety
Kobieca sztafeta 4x400 metrów, biegnąca w składzie: Anna Gryc, Alicja Wrona-Kutrzepa, Aleksandra Formella i Natalia Bukowiecka awansowała do niedzielnego finału (21 września, godz. 13.35). Polki zajęły trzecie miejsce w swojej serii i uzyskały bezpośredni awans. Tuż przed startem Aleksander Matusiński, trener naszej sztafety, musiał dokonać zmiany. I jak się okazało, ta zaczęła rodzić problemy już po eliminacjach, kiedy zaczęły się tym interesować inne drużyny.

W skrócie
- Polska sztafeta 4x400 metrów awansowała do finału po trzecim miejscu w swojej serii.
- Zmiana w składzie tuż przed startem spowodowała spore zamieszanie wokół reprezentacji.
- Inne ekipy próbowały podważyć awans Polek z powodu formalności przy zgłoszeniu zmian.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Początkowo w składzie kobiecej sztafety 4x400 metrów miała biec Justyna Święty-Ersetic. Polki miały trudne rywalki, więc trzeba było postawić na najmocniejszy skład. W ostatniej chwili trener Aleksander Matusiński musiał jednak dokonać zmiany. Święty-Ersetic zastąpiła Alicja Wrona-Kutrzepa.
W naszej drużynie "na wystrzał" ruszyła płotkarka Anna Gryc, Pobiegła bardzo dobrze. Jej czas 51,27 sek., jaki widnieje w oficjalnych wynikach, jest lepszy od jej rekordu życiowego. Przyprowadziła sztafetę na drugiej pozycji.
Bez swojej gwiazdy Polki ruszyły do boju o finał. Fantastyczna ostatnia zmiana
Szybka Anna Gryc i zdenerwowana Alicja Wrona-Kutrzepa
- Nie wiem, która byłam na swojej zmianie. Skupiałam się tylko na tym, by biec mocno do końca, bo wiedziałam, że będzie się liczyła każda setna część sekundy. Mam nadzieję, że mój występ był udany, skoro awansowałyśmy z dużym Q do finału. Każda z nas dała z siebie wszystko. W finale będzie nowe rozdanie - powiedziała Gryc.
Ona przekazywała pałeczkę Wronie-Kutrzepie, która do składu wskoczyła w ostatniej chwili, więc emocje były u niej zupełnie inne.
Nie wiedziałam kompletnie, która jestem. W takich emocjach nie kontroluje się wszystkiego, tylko biegnie się najmocniej, jak się da, przed siebie. Starałam się jak najlepiej wykonać swoje zadanie. Nie ukrywam, że były duże nerwy przed biegiem, bo do składu wskoczyłam w ostatniej chwili. Zestresowałam się bardzo, ale dziewczyny mocno mnie wsparły. Otuliły mnie kocykiem, żebym poczuła się jak najlepiej. O tym, że pobiegnę dowiedziałam się przed samym wejściem do call roomu (pomieszczenie, w którym zawodniczki oczekują na start - przyp. TK)
Nasze panie nie chciały mówić, co się wydarzyło. Trener Matusiński też był tajemniczy, ale nasza sprinterka borykała się z problemami zdrowotnymi.
Aleksandra Formella przeszarżowała, a Natalia Bukowiecka dała nam finał
Wrona-Kutrzepa przyprowadziła naszą sztafetę na szóstej pozycji. Pałeczkę przekazała Aleksandrze Formelli. Ta po 100 metrach ruszyła jak szalona. Wyszła na trzecie miejsce, ale zapłaciła za to na ostatnich metrach. Spadła na ostatnią pozycją.
- Trener mi mówił, żebym spokojnie zaczęła, ale się podpaliłam. Coś mnie podkusiło. Teraz wiem, że zrobiłabym inaczej. Na końcówce brakło mi sił. Starałam się jednak biec do końca, bo wiedziałam, że mamy na ostatniej zmianie mocną Natalię - mówiła Formella, która mogła odetchnąć z ulgą.
Natalia Bukowiecka ruszyła, jak szalona. Już na pierwszych kilku krokach wyprowadziła nas na szóste miejsce, bo biegła po wewnętrznej, więc miała łatwiej, a potem wyprzedzała kolejne rywalki. Ostatecznie przyprowadziła Polki na trzeciej pozycji. Był zatem bezpośredni awans do finału i to było najważniejsze.
Nie nazwałabym cudem tego, co zrobiłam. Nie ma się co oszukiwać, że dziewczyny, z którymi biegłam na ostatniej zmianie, nie były wybitne. Wiedziałam, że mogę z nimi powalczyć. Czułam się dobrze i wiedziałam, że będzie duże Q. Jutro pobiegniemy jeszcze szybciej. Damy z siebie wszystko. To będzie zupełnie inny bieg
Polki świętowały awans, a za kulisami trwała walka. Poszło zmianę w składzie
Polki już świętowały awans do finału, kiedy zaczęły się działania różnych ekip. Sprawdzano choćby to, czy Holenderki nie przekroczyły strefy zmian już przy pierwszym przekazaniu pałeczki.
Były też - jak się okazuje - wątpliwości, co do Polski. Jak przekazał Interia Sport Filip Moterski, kierownik techniczny naszej reprezentacji, musiał się on tłumaczyć, dlaczego była zmiana na ostatnią chwilę w naszej ekipie. Chodziło o wyłączenie medyczne. Inne drużyny liczyły na to, że może uda się wyrzucić Polskę z finału, bo zgłoszenie tej zmiany było balansowaniem na granicy przepisów. Wrona-Kutrzepa została zgłoszona, kiedy system był jeszcze otwarty, ale przed wyjazdem na stadion. Ostatecznie nic nie wyszło z tego, by zdyskwalifikować Polki, w co celowały szczególnie europejskie sztafety.
Czy zatem w tej sytuacji, jeśli wszystko będzie w porządku, to Święty-Ersetic będzie mogła ewentualnie wzmocnić Polki w finale?
- Może. Tylko pewnie delegat medyczny będzie chciał zweryfikować stan zdrowia naszej zawodniczki - przekazał nam Moterski.
Z Tokio - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:















