Nasza mistrzyni zapłaciła za rekordowy bieg. Finał odjechał, teraz jest złość
Anna Wielgosz, która w eliminacjach ustanowiła rekord życiowy w biegu na 800 metrów, nie awansowała do finału lekkoatletycznych mistrzostw świata w Tokio. Polka zapłaciła za szybki bieg dzień wcześniej, a do tego nie najlepiej taktycznie rozegrała tę rywalizację, zostając za bardzo z tyłu już na pierwszym okrążeniu.

W skrócie
- Anna Wielgosz, mimo rekordowego biegu w eliminacjach na 800 metrów, nie awansowała do finału mistrzostw świata w Tokio.
- Problemy taktyczne oraz zmęczenie po szybkim biegu dzień wcześniej wpłynęły na jej wynik w półfinale.
- Zawodniczka zapowiada start w przyszłorocznych halowych mistrzostwach świata oraz plany dotyczące treningów z nową grupą.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Anna Wielgosz zimą została halową mistrzynią Europy. Biegała też w finale w halowych mistrzostw świata. Latem biła rekordy życiowe. Na lekkoatletyczne mistrzostwa świata w Tokio przyjechała dobrze przygotowana.
Potwierdziła to w eliminacjach, w których pobiła rekord życiowy i z dziewiątym czasem awansowała do półfinału. W nim jednak od początku bieg nie układał się po jej myśli.
86 punktów od pierwszego dla Polski medalu w Tokio. A to wcale nie jest koniec
Anna Wielgosz: jestem zła, kończę sezon z niedosytem
- Chyba trochę zapłaciłam za szybki bieg dzień wcześniej. Do tego nie była to przespana noc, bo było wiele emocji. Mieliśmy też problemy z powrotem ze stadionu. Trochę źle nas poprowadzono i dużo później, niż planowałam, dotarłam do hotelu. Denerwowałam się tym. Najbardziej jednak chyba zapłaciłam za to, że od samego początku zostałam sporo za grupą. Robiłam, co mogłam, by dogonić czołówkę. Byłam jednak zbyt spięta, by luźno ruszyć i napędzić się - mówiła Wielgosz.
Polka wspominała o tym, że jeszcze przed wyjazdem do Japonii odezwały się u niej problemy z mięśniami dwugłowymi, a to wpływało na to, że bała się nagłych przyspieszeń, jak na starcie.
Bardzo żałuję, że nie zaczęłam mocniej tego biegu. Miałam jednak w głowie hamulce i nie byłam w stanie go zwolnić. Jestem zła, bo pobiegłam po prostu źle. Kończę ten sezon z niedosytem
Dogoniła świat i chce jeszcze przyspieszyć
Wielgosz mówiła, że początkowo rozważała odpuszczenie kolejnego sezonu halowego, bo - jak twierdziła - odczuwała skutki biegania w hali. W marcu przyszłego roku w Toruniu odbędą się jednak halowe mistrzostwa świata i będzie chciała w nich wystąpić.
- Nie mogę odpuścić i wiem, że będę robiła wszystko, by znowu dobrze w niej wypaść. Przypuszczam też, że będę - może nawet już w hali - częściej występować na 1500 metrów. Trening na tym dystansie wzmacnia mnie pod kątem 800 metrów. Nie ma mnie w finale w Tokio, ale mogę już powiedzieć, że dogoniłam świat - powiedziała 31-latka.
Już nie będzie trenowała sama
Teraz będzie ona trenowała w większej grupie, Do jej męża i trenera Marcina Wielgosza dołącza Mateusz Borkowski, ale też Sylwana Gajda, piąta zawodniczka ostatnich mistrzostw Polski.
- Będzie to na pewno duże wyzwanie. Mateusz jest świetnym zawodnikiem. To nie jest jego pierwsza zmiana trenera, więc wie, czego oczekuje. Już zaczął przygotowania. Bardzo mnie cieszy, że zechciała z nami współpracować Sylwana Gajda. Mam nadzieję, że dołączy ona do dziewczyn, które biegają poniżej dwóch minut. To będzie wyzwanie, bo ona normalnie pracuje. Niewiele jej brakuje do krajowej czołówki, ale na razie jest poza kadrą Polski - mówiła Wielgosz.
Jej mąż jest trochę samoukiem trenerskim, ale razem z żoną, gdy ona leczyła się po operacji kolana, zrobili kurs instruktora lekkiej atletyki.
Mąż, od kiedy zaczął się ze mną spotykać, to bardzo interesował się tym zagadnieniem. Jeździł ze mną na obozy. W domu widział, jak organizm reaguje na treningi i starty. Mamy istne laboratorium, bo dzięki temu, że jesteśmy stale ze sobą, możemy reagować w odpowiedni sposób na trening. Mąż korzysta też z doświadczenia trenerów zagranicznych. Wiele podpowiedział mu trener Keely Hodgkinson. Szczególnie na początku jego pracy. Pokazali nam kierunek, w którym mamy się rozwijać
Z Tokio - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:













