Nagle wstrzymali Polkę. Poczekała, a później rekord życiowy. Tak napisała historię
Bardzo długo wydawało się, że naszą jedyną nadzieją na sukces w kobiecym konkursie oszczepniczek w MŚ będzie Maria Andrejczyk. Aż nagle w mistrzostwach Polski w Bydgoszczy dwa ponad 61-metrowe rzuty oddała Małgorzata Maślak-Glugla, w ostatniej chwili wskoczyła do kadry do Tokio. A tu w drugiej kolejce posłała oszczep na 61.79 m, pobiła rekord życiowy. Nie osiągnęła minimum kwalifikacyjnego, ale jej występ w finale wydaje się być niemal pewny. W przeciwieństwie do wicemistrzyni, a zwłaszcza mistrzyni olimpijskiej z Paryża.

Rywalizacja w rzucie oszczepem kobiet ma dla japońskich kibiców szczególne znaczenie. Na igrzyskach w Paryżu w lekkiej atletyce zdobyli tylko jeden medal, za to złoty. Wywalczyła go właśnie w oszczepie Haruka Kitaguchi, która właśnie tu, w Tokio, broniła też złota mistrzostw świata, wywalczonego dwa lata temu w Budapeszcie.
I wygląda na to, że go nie obroni.
W piątek w Tokio też wiało, jak w czwartek, gdy finał rzutu oszczepem mieli panowie. Ale lżej i w drugą stronę. Panie rzucały głównie pod wiatr, czasem mocniej powiewało, jak relacjonował ze Stadionu Narodowego wysłannik Interii Sport red. Tomasz Kalemba.
Kitahuchi pojawiła się w pierwszej 18-osobowej grupie, a wraz z nią m.in. jedna z faworytek Adriana Vilagoš z Serbii. No i nasza Małgorzata Maślak-Glugla, która przecież jeszcze miesiąc temu, do mistrzostw Polski w Bydgoszczy, była dość daleko od wyjazdu do Azji.
A tam rzuciła 61.14 i 61.42 m - zdobyła złota, pokonała Marię Andrejczyk. Pobiła rekord życiowy i wskoczyła do kadry. Dziś zaś znów go poprawiła.
MŚ w Tokio. Nowy rekord życiowy Małgorzata Maślak-Glugli. I już jest bardzo blisko finału
Minimum kwalifikacyjne zostało wyznaczone na 62.50 m, ale już pierwsza kolejka pokazała, że aż tak daleko raczej nie trzeba będzie rzucać. Rok temu w Paryżu miejsce w finale dało 61.08 m, tu zaś w pierwszej kolejce jedynie Australijka Mackenzie Little posłała oszczep bardzo daleko. A dokładniej na 65.54 m, o 2 cm dalej niż rok temu w stolicy Francji Andrejczyk, która jednym rzutem wygrała wtedy eliminacje.

Inne zaś się męczyły, Vilagos uzyskała 61.22 m, wicemistrzyni olimpijska z Paryża Jo-Ane Du Plessis z RPA 61.38 m. I to były niezłe rezultaty, patrząc na resztę stawki. Kitaguchi, broniąca złota, rzuciła 60.31 m, później 60.38 m, na koniec jeszcze mniej. W grupie A zakończyła zmagania na siódmym miejscu, ma małe szanse na awans.
A Polka rzuciła najpierw 57.47 m, w drugiej kolejce została wstrzymana przez sędziów. Mogła jeszcze oddać rzut, bo panowie do swojego biegu eliminacyjnego na 5000 m dopiero się ustawiali. Musiała kilka minut czekać, ale w końcu dostała zielone światło. I wyszło z tego 61.79 m - nowy rekord życiowy.
W pierwszej grupie dało to ostatecznie czwarte miejsce, w tej drugiej musiałoby być aż dziewięć od niej lepszych. Scenariusz wręcz nierealny.
- Myślałam, że będzie gorzej. Chyba przez cały dzień ten stres przetrawiłam. I na ten jeden rzut udało się skupić. Po pierwszym rzucie pomyślałam, że nigdy tak dobrze nie otworzyłam konkursu. Więc wiedziałam, że będzie dobrze - mówiła później Maślak-Glugla w TVP Sport.
Dalej od niej oszczep posłały tylko: Vilagoš (66.06 m w trzeciej kolejce), Little (65.54 m) i Ekwadorka Juleisy Angulo, której 63.25 m to nowy rekord kraju.
O godz. 14.00 start drugiej grupy - z Marią Andrejczyk.













