13.25 s - tyle wynosi rekord Polski w biegu na 110 m przez płotki. Na świecie on wrażenia nie robi, 34 zawodników tylko w tym roku pobiegło szybciej. Ale Jakub Szymański i Damian Czykier jakoś szybciej dotąd nie pobiegli, co nie znaczy, że nie miało to się stać w Tokio.
Można było liczyć na świetny czas zwłaszcza w przypadku Szymańskiego. To jeden z najlepszych płotkarzy na świecie w hali, na dystansie 60 metrów. Gdy niemal dwukrotnie on się wydłuża, popełnia jednak błędy w drugiej fazie, czasem w końcówce. Bo gdyby nie one, ten rekord padłby już w Berlinie czy Chorzowie.
- Jestem gotowy na szybkie bieganie. W ubiegłym sezonie biegałem częściej w okolicach 13,4 z wyłączeniem biegu na rekord Polski i 13,31 sek. W tym sezonie w Berlinie pobiegłem 13,37 sek. z dużym błędem, a potem w Chorzowie 13,28 sek. Pełno było biegów w czasie 13,3 - 13,4 sek. Moja podłoga zatem się przesuwa - mówił Szymański w rozmowie z red. Tomaszem Kalembą z Interii przed wylotem do Azji.
I liczyliśmy na to przesunięcie podłogi właśnie dziś, w eliminacjach.
Mistrzostw świata w Tokio. Jakub Szymański przed wielką szansą. W marcu z Azji się nie udało
Polak miał w końcu, jako pierwszy, pokonać Granta Hollowaya w hali, w mistrzostwach świata w Nankinie. Był w wybitnej formie, w półfinale pewnie prowadził do ostatniego płotka. A na nim popełnił błąd i później zabrakło mu 0.01 sekundy do awansu.

Dziś już w eliminacjach miał wybitnych rywali, a promocję uzyskiwało tylko czterech pierwszych. Szymański znalazł się w składzie pierwszej serii, a wraz z nim m.in. znacznie szybsi w tym roku Dylan Beard z USA (13.02 s), Sasha Zoya z Francji (13.08 s) czy Shunsuke Izumiya (13.04 s w karierze, teraz 13.19 s), który mógł liczyć na wielki doping kibiców.
Tyle że płotki nie wybaczają często nawet jednego błędu, także u faworytów. Wyniki z całego sezonu nie miały dziś znaczenia.
Polak pojawił się na ósmym torze, obok Japończyka i Johna Adesoli z RPA. Dobrze wyszedł z bloków, na pierwszym płotku był pierwszy lub drugi. A później już tylko tracił. Nawet do Japończyka, który wyraźnie został na starcie. 13.74 s i siódme miejsce - najgorszy czas w całym sezonie, to przekreśliło jakiekolwiek szanse.
- Ciężko na emocjach coś powiedzieć. Czasem mam jednak dość tego dystansu. Podłoga progresowała, zrobiłem dwa życiowe treningi, więc tego nie rozumiem. Jakby mnie odcięło. Nie wiem. Nie zwalam winy na żadną organizację tutaj. Wina jest tylko pod mojej stronie - mówił Szymański w TVP Sport.
A później pobiegł Damian Czykier, też z mocnymi rywalami. Z jego występem łączone były mniejsze nadzieje, bo jednak bardzo długo leczył kontuzję, wrócił z formą dopiero na mistrzostwa Polski. I też słabł na dystansie, choć skończył z czasem 13.58 s, przyzwoitym jak na to, co trapiło płotkarza z Białegostoku. Zajął siódme miejsce, do czwartego Senegalczyka Mendy'ego zabrakło 25 setnych.
Obaj odpali już z rywalizacji.













