Nie ma wątpliwości, że tego rodzaju pomyłka była precedensem podczas imprezy rangi mistrzostw świata. I aż trudno w nią uwierzyć, biorąc pod uwagę cyfryzację i zdobycze techniki XXI wieku, w tym choćby czipy w obu butach.
Dawaj, to "tylko" dwa kilometry
Do tego niesłychanego zdarzenia doszło już drugiego dnia czempionatu w Dosze, rozgrywanego w ekstremalnych warunkach pogodowych. O ile na stadionie lekkoatletycznym upał plus bardzo wysoka wilgotność nie są w ogóle odczuwalne, z uwagi na rozbudowany system klimatyzacji i wielkich dysz z nawiewami, o tyle chodziarze oraz maratończycy rywalizowali w innej części stolicy Kataru, wzdłuż nadmorskiego bulwaru Corniche, zupełnie na wolnym powietrzu.
Nawet niespotykana dotąd pora rozgrywania zawodów, ze startem w okolicach północy, niewiele zmieniała i z trudami nie radziło sobie wiele zawodniczek i zawodników. Tym trudniej zaakceptować błąd arbitrów, którzy jeszcze na 48. kilometrze chodu mężczyzn zdawali się kontrolować sytuację Augustyna. Jednak gdy Polak po dwóch kilometrach wszedł na metę i już ustawił się do zejścia, został pospieszony, że ma do odbycia jeszcze jedną pętlę.
Żeby już więcej nikt nie cierpiał
Skrajnie wycieńczony chodziarz, który poprawnie monitorował swój dystans, był już na skraju wytrzymałości. Jego tętno mocno spadło, ale nie dyskutował i dołożył swojemu organizmowi nadprogramowy dystans. Gdy w końcu doczłapał do końca, nie miał sił stać o własnych siłach. Został wzięty pod ramiona, przez fizjoterapeutów i zaprowadzony do namiotu medycznego, w którym spędził dłuższą chwilę.
Szybko zorientowano się, że popełniono błąd. Pierwsze przeprosiny Augustyn otrzymał, gdy jeszcze był pod opieką. Później pojawiły się kolejne, a teraz, w odpowiedzi na pisemnie złożone zażalenie, otrzymał jeszcze jeden "żal za grzechy".
- Było to dla mnie niezrozumiałe przeżycie i kosztowało wiele zdrowia, które zostawiłem na katarskiej ziemi. Przeprosiny słowne, następnie otrzymane na ręce oficjeli PZLA, a ostatecznie na piśmie dla mnie i mojego trenera, są niejako sformalizowaniem i przyznaniem się, że to nigdy nie powinno mieć miejsca. Cieszę się, że odbiło się to szerokim echem w Polsce, przede wszystkim dlatego, aby nikt więcej nie cierpiał tak, jak ja cierpiałem w tych warunkach, przez tak prozaiczną pomyłkę sędziów - komentuje Augustyn, sklasyfikowany prawidłowo na 13. miejscu, najwyższym z trójki rodaków.
Mistrzostwo świata na 52 km
- Koniec końców doceniam przeprosiny i liczę, że to już wyłącznie historia, że już nikt więcej z zawodników nie będzie musiał pokonywać na takim zmęczeniu 52 km. Dziękuję trenerowi Krzysztofowi Augustynowi, dyrektorowi sportowemu PZLA Krzysztofowi Kęckiemu i wiceprezesowi związku Tomaszowi Majewskiemu za interwencję i uzyskanie wyczerpujących wyjaśnień w tej kwestii. Wszystkim, którzy ukończyli rywalizacje w tych "niecodziennych" warunkach życzę zdrowia i kończenia dystansu w regulaminowym wymiarze - dodał nasz zawodnik, by na końcu pokazać, że poczucie humoru mimo wszystko go nie opuściło. - Jedyna optymistyczna wiadomość z tego feralnego zdarzenia jest taka, że byłem najlepszym zawodnikiem na 52 km na świecie.
Artur Gac, Doha



![Panthers Wrocław – Vikings Vienna. Polski klub rozbity w finale [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N9DMZ0KWVOSW6-C401.webp)





