Piękniejszego prezentu na okrągły jubileusz nie mogli sobie sprawić. 28-letni Barszim i 73-letni Szczyrba rozpoczęli współpracę w 2009 roku. Zatem w tym roku, a w dokładnie dosłownie kilka dni temu, mogli odtrąbić dziesięć lat wspólnej pracy. Z wystrzeleniem korka od szampana wstrzymali się do piątku, organizując wystawną "imprezę" ósmego dnia jakże specyficznych mistrzostw świata w Katarze.
Huczne święto zgotowali sobie sami.
Rozentuzjazmowanych kibiców raczyli swoimi specjałami, czyli imponującymi lotami Mutazza, przez niemal dwie godziny. To była istna maestria. Tylko jedna wysokość, z poprzeczką zawieszoną na 2,33 m, na dłużej zatrzymała Katarczyka, ale absolutnie nie wybiła go z rytmu. Dwa centymetry wyżej dwóch rywali jeszcze dotrzymywało mu kroku, ale z wysokością 2,37 m już nikt inny sobie nie poradził.
- Mutaz pokazał, że jest na najlepszej drodze, aby przeskoczyć z najwyższego podium mistrzostw świata na podium igrzysk w Tokio. Jego celem w Japonii jest złoto i co do tego nikt nie ma żadnych wątpliwości - ekscytuje się nasz legendarny skoczek wzwyż Artur Partyka, który zgodził się na rozmowę z Interią.
Ta rozmowa miała swoją dynamikę. Tak samo jak finałowy konkurs, bo Partyka opowiada o Barszim z taką pasją, iż nie ma się żadnych wątpliwości, że sprawa dotyczy genialnego sportowca.
Aby zrozumieć, jak wielką wagę ma obroniony przez Mutazza tytuł mistrza świata, który tak jak Partyka ma w dorobku też srebrny i brązowy medal igrzysk, trzeba cofnąć się do początku lipca 2018 roku. To właśnie wtedy, podczas mityngu w węgierskim Szekesfehervar, podopieczny trenera Szczyrby próbując ustanowić rekord świata 2,46 m odniósł kontuzję.

Pierwsze komunikaty katarskiej federacji mówiły ostrożnie o kontuzji kostki, ale problem był dużo większy. Nieporównywalnie.
- Mutaz miał oderwane od kości ścięgno Achillesa. To niewiarygodne, co on zrobił, bo to był sezon powypadkowy. To że w ogóle wrócił do skakania na tym poziomie, to wielka rzecz - mówił polskim dziennikarzom w Dosze, zaraz po konkursie, trener Szczyrba. Modny, młodzieżowy kaszkiet na jego głowie nie przykrywał wzruszenia, które rysowało się na twarzy rutynowanego szkoleniowca.
Z równie wielkim uznaniem, oceniając tempo powrotu po tym, co się stało, mówi Partyka.
- To wielki powrót, naprawdę w wielkim stylu. Kibicuję mu od dłuższego czasu i jestem bardzo zadowolony, że po tak poważnej kontuzji, a zarazem będąc pod tak ogromnym obciążeniem, on to udźwignął - podkreśla nasz multimedalista w skoku wzwyż.
Mało tego, zdaniem "króla Artura" znów zobaczyliśmy Mutazza, jakiego znamy z okresu pierwszego szczytu kariery. - Widziałem tu chłopaka przypominającego swoją wersję z lat 2013-2015, gdy skakał naprawdę bardzo wysoko. Myślę, że to wszystko leżało w psychice - uważa Partyka.
I zapewne się nie myli, bo choć Katarczyk był na fali wznoszącej, to wyniki z ostatnich miesięcy nie rzucały na kolana. Fakt, forma była budowana na ten konkretny występ przed własną publicznością, ale rekord sezonu 2,29 m, ustanowiony dopiero w kwalifikacjach do finału, nie dawał pewności, że to będzie jego wieczór.
- Faktycznie obserwując go w kilku wcześniejszych startach było widać, że jeszcze się boi, że jeszcze nie ryzykuje, że jeszcze czuje niepewność. Natomiast tu, w Katarze, już było widać, że zaryzykował. Odważył się i zobaczył, że ta noga wytrzymuje, dlatego w roku olimpijskim powinno być dobrze, choć podejrzewam, że nie będzie często startował - uważa nasz rozmówca.
Zdaniem Partyki, z uwagi na warunki fizyczne, czyli spory wzrost i szczupłą budowę ciała, Barszim wbrew pozorom nie jest łatwy w prowadzeniu. Tym większe brawa i słowa uznania należą się trenerowi Szczyrbie, który udowadnia, że stara polska szkoła trenowania skoczków wzwyż wciąż ma się świetnie.
- Stasiu, którego znam od tak wielu lat, naprawdę pięknie go prowadzi. Zresztą Mutazz to fantastyczny chłopiec, który zasługuje na wiele. Bardzo im obu kibicuję i podejrzewam, jaki plan obiorą z myślą o igrzyskach w Tokio - puścił oko Partyka, by po chwili doprecyzować, że nie spodziewa się nadmiernej liczby startów. Na niespełna dziesięć miesięcy przed rozpoczęciem IO na naznaczonego poważną kontuzją 28-letniego Barszima lepiej chuchać i dmuchać.
Co warte podkreślenia, Katarczyk dość mocno związał się z Polską. Bardzo często przyjeżdża do ojczyzny swojego mentora, a ośrodek w Spale już zdążył poznać jak własną kieszeń. Dzięki niemu piątkowa atmosfera na stadionie Chalifa, nareszcie rozniosła się na cały świat za pośrednictwem telewizyjnych transmisji.
- Wreszcie coś tam zaczęło się dziać, w telewizji też było to widać. No kurczę, w końcu, przecież tam padają takie wyniki i są takie pojedynki! Sportowo w wielu konkurencjach mamy piękny spektakl. Naprawdę, tyle kapitalnych konkursów. Jednak trybuny pokazują, że w Katarze rzeczywiście jest nikłe zainteresowanie. Samo to, co w rozmowie z panem powiedział Robert Korzeniowski, że chciał sobie obejrzeć w hotelu maraton, przerzucał wszystkie stacje w telewizji i nigdzie nie trafił na transmisję. To po prostu niesłychane. U nas, przy imprezie tej rangi, byłoby nie do pomyślenia - stwierdził Partyka, by na końcu dodać: - Ale w piątkowy wieczór musieli się obudzić, to była narodowa sprawa.
Artur Gac, Doha



![Panthers Wrocław – Vikings Vienna. Polski klub rozbity w finale [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N9DMZ0KWVOSW6-C401.webp)





