Mateusz Kaczor od początku biegł w drugiej części stawki. To być może pomogło mu w uniknięciu losu wielu innych maratończyków, którzy przeszarżowali i z trasy zeszli.
Oczywiście 50. miejsce to żaden sukces sportowy. Za to Kaczor zaliczył wielki sukces mentalny. Przełamał swoje granice. Nie poddał się, kiedy gnębił go kryzys. To z pewnością zaprocentuje w przyszłości.
Nocny dramat w Tokio. Paweł Fajdek potwierdził klasę, inni Polacy przepadali
Mateusz Kaczor o scenach w Tokio
- Niby bieg miałem kontrolą, a jednak zabrakło sił na końcówce. Dobiegłem do mety siłą woli. Dla siebie, dla głowy i dla kibiców. Na trasie przegapiłem jeden punkt odświeżania i organizm od razu dał mi o tym znać. Kolejny kryzy przyszedł na 33.-34. kilometrze. Tempo spadło mi tam maksymalnie, ale zawalczyłem i nie zszedłem z trasy - cieszył się Polak.
- Topowi zawodnicy padali, jak muchy, a ja "zbierałem" ich na trasie. Nawet najlepszych pokonała pogoda. Pobiegłem na tyle, na ile byłem przygotowany. Więcej tego dnia nie byłem w stanie nic zrobić - dodał.
Nasz maratończyk wziął udział w zawodach, które pewnie długo będą wspominane. Najpierw bowiem doszło w Tokio do... falstartu, a potem o złotym medalu decydował zapis... fotokomórki.
Wystartowaliśmy, a tu pojawił się drugi strzał. Wszyscy krzyczeli: stop, stop! Fajne doświadczenie. Zapisaliśmy się na kartach historii. Finisz chłopaków też był niesamowity. To tylko pokazuje, jak wyrównany jest poziom najlepszych na świecie. Niemiec chyba by zbyt pewny, że dowiezie wygraną do mety
Polak o hejcie kibiców, odinstalował social media
Wielu pewnie nie doceni tego, że Kaczor dobiegł do mety mistrzowskiego maratonu. Oczywiście wynik jest ważny, ale od wielu lat obserwuję, że na takich imprezach maratończycy traktowani są jak bohaterowie. Bez względu na zajęte miejsce. U nas liczy się tylko wysoka lokata. Kanapowi kibice nierzadko wylewają hejt w stronę takich sportowców.
Dlatego przed wyjazdem na te mistrzostwa świata odinstalowałem wszystkie social media. Szkoda mi czasu na czytanie tych... Nie będę brzydko mówił. Trzeba robić po prostu swoje i nie przejmować się tym. Dla nas to wielkie przeżycie, że możemy reprezentować nasz kraj. Dla mnie, żołnierza Wojska Polskiego, to podwójnie ważne. I niech inni mówią, co chcą, a ja jestem z siebie dumny
Nasz maratończyk przyznał, że nie wystąpi w zbliżających się mistrzostwach Polski w Warszawie.
- Byłem zgłoszony, ale wybiłem sobie ten pomysł z głowy po tym starcie w Tokio. Nie ma sensu, bo człowiek się zajedzie i potem będę cierpiał przez pół roku - zakończył.
Z Tokio - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:














