Kopeć pobiegł, Kishane Thompson został. Polacy walczyli o sensacyjny finał MŚ
Gdy Dominik Kopeć miał kończyć bieg polskiej męskiej sztafety 4x100 metrów, na torach obok powinni znajdować się: Andre De Grasse, T'Mars McCallum czy Kishane Thompson. Wielkie gwiazdy sprintu, giganci biegający 100 metrów poniżej 10 sekund. Sam awans Polaków do finału byłby wielką sensacją, ale z kim się mierzyć w mistrzostwach świata, jak nie z najlepszymi? Rekord Polski był w zasięgu naszej drużyny. A skończyło się na siódmej pozycji, rekordu nie ma.

Cztery miesiące temu w Kantonie Polacy zaskoczyli wszystkich - w piekielnie mocnej obsadzie zdołali wywalczyć sobie miejsce w finale World Relays, oznaczające już kwalifikację do mistrzostw świata w Tokio. A to nie udało się wówczas choćby gigantom z Jamajki, mającym najlepszych specjalistów od krótkich dystansów na świecie. Patryk Krupa, Oliwier Wdowik, Łukasz Żak i Dominik Kopeć dokonali wtedy rzeczy wielkiej, uzyskali bardzo dobrzy czas 38.43 s, gorszy zaledwie o 25 setnych gorszych od rekordu kraju.
Dziś byli w podobnym zestawieniu: jedynie Krupę zastąpił Adrian Brzeziński. Ale w zmienionej kolejności: Wdowik tym razem zaczynał, Żak biegł na drugiej zmianie.
A niezmiennie kończył Kopeć, bo inne scenariusze, choćby z Wdowikiem na końcu, średnio się sprawdzały.
MŚ w Tokio. Kopeć kontra wielkie gwiazdy na samym końcu
Realnie patrząc - awans Polaków nie był w naszym zasięg, gdyby wszyscy pobieli perfekcyjnie. Ale biegi w sztafetach 4x100 m mają to do siebie, że rzadko są perfekcyjne. Tu błędy przytrafiają się najlepszym, nawet Amerykanom czy Jamajczykom.
Tyle że dziś inni specjalnie uważali w strefach zmian, nie zawiedli. Z jednym wyjątkiem: Jamajki. Można mieć mistrza i wicemistrza świata, czyli Oblique'a Seville'a i Kishane'a Thompsona, a nie awansować. Zawalili zmianę, to by koniec.

U Polaków pierwsze przekazanie było słabe, na dwa razy, zawiodło trochę też to ostatnie, ale same czasy naszych zawodników złe nie były. Po prostu świat nam za mocno już uciekł. Skończyli na siódmej pozycji, jako ostatni, bo Jamajka już nie biegła. Czas 38.59 nie jest powodem do wstydu. Do czwartej Francji zabrakło 25 setnych, to jednak dużo.
Wygrali zaś Kanadyjczycy (37.85 s), przed Amerykanami (37.98 s) i Niemcami (38.12 s). U tych ostatnich wszystko zagrało perfekcyjnie.
W drugim półfinale doszło do sporej niespodzianki: wypadli po błędach m.in. Brytyjczycy i sztafeta RPA, a fatalny błąd na drugim przekazaniu popełnili Włosi. Wygrała Ghana (37.79 s), przed Holandią (37.95 s) i Japonią (38.07 s).
Stawkę uzupełnili Francuzi i Australijczycy.











