W skrócie
- Konrad Bukowiecki po dłuższej przerwie awansował do finału mistrzostw świata w pchnięciu kulą.
- Przez nieporozumienie sędziowskie prawie nie zakwalifikował się do finału, ale skutecznie złożył protest.
- Zajął dziewiąte miejsce, ciesząc się z powrotu do światowej elity i licząc na nowy rozdział w swojej karierze.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Konrad Bukowiecki, który był w Polsce jednym z największych lekkoatletycznych talentów, od kilku lat miał różnego rodzaju problemu. Po latach, kiedy zdobywał medale mistrzostw Europy i występował w finałach mistrzostw świata, przyszły chudsze sezony.
Od początku tego lata Bukowiecki wysyłał jednak sygnały, że coś drgnęło. Stał się bardziej regularny. W końcu zaczął też daleko pchać. W efekcie awansował do finału mistrzostw świata.
Sensacyjny finał konkursu z Bukowieckim. Tuż za plecami rekordzisty świata
Powrót do światowej elity polskiego kulomiota
Ten awans sam sobie wyszarpał, bo początkowo sędzia, pokazując spaloną próbę, choć w rzeczywistości tak nie było, chciał pozbawić Polaka finału. Pewnie niecelowo, ale jednak niesmak pozostał. Nasz kulomiot złożył protest, który został pozytywnie rozpatrzony. Próbę mu uznano i tym samym awansował do finału.
W nim Bukowiecki spisał się przyzwoicie. Plamy nie dał. Oddał cztery równe pchnięcia i rywalizację zakończył na dziewiątej pozycji.
Nie wychodziły mi te pchnięcia. Wynik 20,66 m to nie jet żaden powód do wstydu. To przyzwoity wynik. Jestem w czołowej "10" na świecie. Jest w porządku. Naprawdę po tym wszystkim, co ze mną się działo, ten powrót do elity światowej to jest naprawdę fajne uczucie
Zapytany o to, czy Tokio może być dla niego nowym rozdaniem w karierze, odparł: - Mam nadzieję, że tak będzie. Chciałbym, żeby to był mój dobry start do powrotu do czołówki. Jak widać, nie trzeba pchać po 22 metry, by być finalistą mistrzostw świata. To jest jednak to, do czego będę dążył. Naprawdę bardzo się cieszę z miejsca, w którym teraz jestem. Wydaje mi się, że przed mistrzostwami dziewiątą lokatę wziąłbym w ciemno, ale teraz jest niedosyt, że nie było ósemki. Nie zawiodłem jednak i chyba zrobiłem więcej, niż się po mnie spodziewano.
Nowy format podoba się Bukowieckiemu
Rywalizacja w Tokio odbywała się w nowym formacie zawodów. Po trzech seriach nie pozostawała ósemka finalistów, tylko dziesiątka. Po kolejnej serii odpadało dwóch kulomiotów, a do ostatniej serii przystępowało tylko sześciu zawodników.
- Oddałem zatem cztery pchnięcia i każde kolejne było dalsze. Mnie się ten nowy format zawodów podoba. Nie jest to żadna kolosalna zmiana, a raczej kosmetyka. - ocenił.
Mistrzem świata został Amerykanin Ryan Crouser - 22,34 m, a wicemistrzem został sensacyjnie Meksykanin Uziel Munoz - 21,97 m. Brąz zdobył Włoch Leonardo Fabbri - 21,94 m.
Z Tokio - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:














