Klątwa zadziałała, Maria Andrejczyk znowu bezradna. Ważna deklaracja Polki
Maria Andrejczyk nie ma najlepszych wspomnień z lekkoatletycznymi mistrzostwami świata i te nadal takie pozostaną. W czwartym swoim starcie w tej imprezie Polka, wicemistrzyni olimpijska w rzucie oszczepem z Tokio, właśnie ze stolicy Japonii po raz czwarty przepadła w kwalifikacjach. Nigdy nie wystąpiła w finale mistrzostw świata, ale odgraża się, że jeszcze kiedyś zawalczy o medal. Tym razem porażkę wzięła na klatę. Nie było łez, nie było też tłumaczeń kontuzjami.

W skrócie
- Maria Andrejczyk po raz czwarty nie awansowała do finału mistrzostw świata w rzucie oszczepem, zajmując 16. miejsce z wynikiem 60,04 m.
- Z kwalifikacji do finału awansowała za to Małgorzata Maślak-Glugla, która była dziewiąta z rezultatem 61,79 m.
- Andrejczyk pomimo niepowodzenia zapowiada walkę o medal w przyszłości, a także wspiera młodszą koleżankę.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Maria Andrejczyk zajęła 16. miejsce w eliminacjach rzutu oszczepem - 60,04 m w lekkoatletycznych mistrzostwach świata w Tokio. By wystąpić w sobotnim finale (20 września, godz. 14.05) trzeba było rzucić metr dalej. To jednak najlepszy występ tej zawodniczki w historii występów w MŚ.
Do finału awansowała za to Małgorzata Maślak-Glugla, która zajęła dziewiąte miejsce z wynikiem 61,79 m.
86 punktów od pierwszego dla Polski medalu w Tokio. A to wcale nie jest koniec
Maria Andrejczyk: nie dopuszczę do tego
- Mentalnie dojechałam na tę imprezę. Jestem doświadczoną zawodniczką i wiedziałam, co się dzieje. Moja forma na te mistrzostwa była wyższa niż przez cały sezon. Zabrakło jednak obrzucania się w tej właściwej technice. Niestety pewnych rzeczy się nie przeskoczy, choć trenowałam ciężej niż przed igrzyskami. Walczyłam ze swoim zespołem cały sezon, żeby to wszystko ułożyć. Nie udało się. Bardzo żałuję. Ciąży chyba na mnie klątwa związana z mistrzostwami świata. Ten sezon bardzo mnie zmęczył, ale też zmotywował, bo pojawiła się w Polsce nowa oszczepniczka z rewelacyjnymi życiówkami. To mnie nakręca i motywuje - przyznała Andrejczyk.
Nie dopuszczę do tego, żeby tak to wyglądało i żebym dostawała cięgi przez kolejne lata aż do igrzysk olimpijskich w Los Angeles. Będę walczyć o to, by kolejny sezon był znacznie lepszy niż ten. Nie ukrywam, że jestem zawiedziona, bo zawsze chcę jak najwięcej
Andrejczyk jest przekonana, że ta ciężka praca, jaką wykonała, odda jej w kolejnym roku, w którym są mistrzostwa Europy w Birmingham.
- W rzutach karierę można ciągnąć bardzo długo. Do tego mi akurat wiele lat zabrały kontuzje. Nie zejdę ze stadionu, dopóki nie powiem sobie, że zrobiłam wszystko, co mogłam. Jestem cierpliwa. Jeśli ogarnę technikę i zacznę rzucać luźno, to wyniki też przyjdą. I na tym się skupiam. Chcę być na podium. Mam na koncie "tylko" medal igrzysk - zapowiedziała.
Wicemistrzyni olimpijska wierzy w znakomity wynik młodszej koleżanki w finale
Maślak-Glugla po eliminacjach mówiła pięknie o tym, jak to Andrejczyk była jej idolką i że wiele nauczyła się od niej ze wspólnych zgrupowań przed laty. Może kiedyś razem zrobią rzeczy naprawdę wielkie.
- Też mam taką nadzieję. Bardzo się cieszę, że Gosia się odblokowała, bo to jest dziewczyna z wielkim potencjałem. Ma bardzo luźny bark. Dzięki temu może rzucać daleko, a wchodzi w najlepsze lata kariery. Trzymajmy za nią kciuki w finale. Ona może w nim rzucić nawet 63 metry, co może jej dać miejsce w szóstce. Ona potrafi walczyć. Ma dobrą głowę przy tym. Życzę jej jak najlepiej - mówiła Andrejczyk.
Z Tokio - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:













