Angelika Sarna dzielnie walczyła o miejsce w półfinale biegu na 800 metrów w lekkoatletycznych mistrzostwach świata w Tokio. Polka biegła nieco z tyłu, ale na 300 metrów przed metą rozpoczęła atak.
Na 200 metrów do mety została popchnięta przez Włoszkę Eloisę Coiro, a na 120 metrów przed metą jeszcze oberwała od niej łokciem. Dwa razy była wybijana z rytmu i to w tak ważnym momencie. Polka straciła siły na przepychanki, a potem zabrakło ich na finiszu.
Zmiany w TOP 3 tuż po finale z Bukowiecką. Zdecydowała jedna setna sekundy
Bitwa na bieżni. Włoszka przepraszała Polkę. "Poszedł" protest
Włoszka awansowała dalej z trzeciej pozycji. Polka odpadła i bardzo tego żałowała, bo bieg był bardzo wolny.
Było gorąco na tym ostatnim wirażu. Te przepychanki właśnie kosztowały mnie awans do półfinału. Tempo było wolne. Powinnam zatem dać radę. Szkoda, że tak wyszło. Takie jest 800 metrów
- Nawet Włoszka przepraszała mnie po biegu. Co mi teraz po nich, skoro to ona awansowała, a nie ja. Zrobiła, co mogła, żeby mi przeszkodzić - dodała.
Decyzja przy zielonym stoliku
Oczywiście nad sytuacją czuwał niezawodny Filip Moterski, który jest kierownikiem polskiej ekipy w Tokio. W poprzednich latach wiele razy pomagał polskim lekkoatletom w takich sytuacjach. Złożył zatem protest. Ten jednak został odrzucony. Szef sędziów w Polskim Związku Lekkiej Atletyki nie dawał jednak za wygraną. Złożył apelację. Ostatecznie po trzech godzinach walki apelacja została odrzucona.
- Argument, jaki przedstawili w uzasadnieniu, co najmniej dyskusyjny, bo według nich, to Angelika zabiegała drogę Włoszce. Dziwne tylko, że to Włoszka przepraszała naszą zawodniczkę - mówił Moterski.
Jedyną Polką, która awansowała do półfinału jest halowa mistrzyni Europy Anna Wielgosz.
Z Tokio - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:














