W skrócie
- Trenerzy reprezentacji Polski nie ujawniają składu na bieg eliminacyjny sztafety mieszanej 4x400 m aż do dnia zawodów.
- Wiadomo jednak, że największa gwiazda drużyny, Natalia Bukowiecka, nie pobiegnie w eliminacjach.
- Polska drużyna, olimpijscy mistrzowie z Tokio, liczy na awans do finału, korzystając z teoretycznie słabszego półfinału i dobrej formy zawodników.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Polska to mistrzowie olimpijscy w sztafecie mieszanej 4x400 metrów z Tokio (2021). Ze składu, który wówczas sięgał po sensacyjne złoto, zostali jeszcze: Natalia Bukowiecka, Justyna Święty-Ersetic i Kajetan Duszyński.
Dwoje z nich zobaczymy najpewniej w składzie na bieg eliminacyjny zaplanowany na sobotę (13 września, godz. 11.51 czasu lokalnego, w Polsce będzie wówczas 4.51).
Afera w Niemczech tuż przed mistrzostwami świata. Trener chciał, by zawodniczka się rozebrała
Polska liderem światowych tabel, awans do finału obowiązkiem sztafety mieszanej
Polska do Tokio przyjechała w roli lidera na liście zgłoszeń. Tyle tylko, że tego lata nie wszystkie kadry biegały w optymalnych składach. I pewnie nie wszystkie w takich wystąpią w mistrzostwach świata. Z grona zgłoszonych ekip tylko cztery mają lepszy czas w historii od Biało-Czerwonych.
Bez dwóch zdań zatem awans do finału będzie obowiązkiem dla naszej sztafety. Tym bardziej że Polakom sprzyjało losowanie. Trafili do teoretycznie słabszego półfinału. To oznacza, że trenerzy mogli sobie pozwolić na absencję w eliminacjach Natalii Bukowieckiej, która już kolejnego dnia ma eliminacje w biegu na 400 metrów. I z tego skrzętnie skorzystają.
- Mieliśmy wielkie szczęście w losowaniu. Na papierze wygląda ta seria mocno optymistycznie dla nas. Nie zapominajmy jednak o tym, że to jest sport. Cztery lata temu nie byliśmy rozstawieni, a skończyło się złotem olimpijskim. Dlatego nie wolno lekceważyć rywali - mówił Rożej w rozmowie z Interia Sport.
Co z Natalią Bukowiecką? Jest decyzja trenerów
W walce o finał zobaczymy zatem najpewniej: Maksymiliana Szweda, Aleksandrę Formellę, Kajetana Duszyńskiego i Justynę Święty-Ersetic, choć wcale nie należy wykluczyć niespodzianek ze strony trenerów. Oni najlepiej wiedzą, kto teraz biega najszybciej i właśnie optymalne zestawienie ma być szykowane na eliminacje. Po awansie do wieczornego finału w sobotę (godz. 22.20, w Polsce będzie 15.20) tą pierwszą zastąpi pewnie Bukowiecka, bo każda ekipa może dokonać jednej zmiany.
Decyzje dotyczące składu już zapadły i przekazaliśmy je zawodnikom. Natalia jest przewidziana w biegu finałowym sztafety mieszanej. Jesteśmy liderami światowych tabel w tej sztafecie, ale też doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że poza Europą na żadnym kontynencie nie odbywały się biegi sztafety mieszanej w optymalnych składach. Wiemy też, że na tle europejskich sztafet w czasie drużynowych mistrzostw Europy wypadliśmy bardzo obiecująco, także wynikowo. Podejmujemy zatem to ryzyko, jeśli chodzi o biegi Natalii i turniejowe przygotowanie do tej imprezy. Natalia ma biegać zatem w finale
Obiecujące testy. To może być udany początek mistrzostw świata
Obaj trenerzy podkreślali, że obiecująco wypadły testy przed startem w MŚ. Szwed przyznał w rozmowie z Interia Sport, że w biegu na 300 m pobił o sekundę rekord życiowy w sytuacji, kiedy jego czas był łapany na stoper.
Coś wisi w powietrzu. Albo to będzie burza, albo jednak grad medali. Przed czterema laty w igrzyskach w Tokio tak znakomity występ, to było wielkie zaskoczenie i historyczny wyczyn polskiej lekkoatletyki. Sztafeta mieszana rozwiązała wówczas worek medali i to od razu złotem. W tym roku w czasie mistrzostw świata to chód jest pierwszą medalową konkurencją. Mam nadzieję, że już tam dobrze rozpoczniemy tę imprezę
- Na pewno będą to inne mistrzostwa niż wówczas igrzyska. Wtedy sztafeta odbywała się w dwa dni i można było wymienić cały skład. Teraz mamy dwa biegi w ciągu kilku godzin i możemy dokonać tylko jednej zmiany. Trzeba zatem rozważnie podejmować decyzje, by najpierw zakwalifikować się do finału, a w nim walczyć o najwyższe cele - dodał.
- Kiedy weszliśmy na stadion, to wróciły wspomnienia sprzed czterech lat. Pojawiły się znowu bardzo przyjemne emocje. To, co się wówczas wydarzyło na tym stadionie, to tego nikt się nie spodziewał. Włącznie z trenerami i zawodnikami. Teraz też przyjeżdżamy w roli atakujących i mam nadzieję, że tanio skóry nie sprzedamy i będziemy walczyć. W tej drużynie jest team spirit i to jest budujące. Duch drużyny zbudował się na zgrupowaniu w Zao. To wspaniały ośrodek, który mieliśmy tylko dla siebie - zakończył Rożej.
Z Tokio - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:















