Drugi raz w sezonie ponad 60 metrów Marii Andrejczyk. W szczęśliwym dla niej dotąd Tokio
Cztery lata temu w Tokio Maria Andrejczyk sięgnęła po olimpijskie wicemistrzostwo, swój największy sukces w całej karierze. I teraz do tego Tokio wróciła. Jej forma w tym roku nie była najwyższa, tylko raz, pod koniec czerwca w Madrycie, rzuciła ponad 60 metrów. A teraz na Stadionie Narodowym dokonała tego po raz drugi - uzyskała 60.04 m. To nie dawało jednak awansu do finału, została ostatnia próba. I wkrótce czar Tokio prysł - do finału nie awansowała.

Maria Andrejczyk od czterech lat dzierży trzeci wynik w historii światowego rzutu oszczepem, wtedy do Tokio leciała jako jedna z kandydatek do medalu. I spisała się wybitnie w najlepszych dla nas igrzyskach w XXI wieku. Zdobyła wicemistrzostwo olimpijskie.
Rok temu też w kluczowej imprezie błysnęła, ale w eliminacjach - w Paryżu wygrała je, finał skończyła na ósmej pozycji. W tym roku z tą dyspozycją było już znacznie gorzej, cały czas rzucała w granicach 57-59 metrów, także w Diamentowej Lidze. A było jasne, że na finał mistrzostw świata to nie wystarczy. Jedynie raz, w drużynowych mistrzostwach Europy, było lepiej - tam w piątej próbie posłała oszczep na 60.42 m.
Dziś zaś minimum kwalifikacyjne ustalono na 62.50 m. W pierwszej grupie osiągnęły je jedynie trzy zawodniczki, na czwartej pozycji zmagania skończyła nasza Małgorzata Maślak-Glugla, w swoim debiucie w globalnej imprezie. Rzuciła 61.79 m, pobiła rekord życiowy.
Na potwierdzenie awansu do finału musiała jednak czekać do zakończenia zmagań w drugiej grupie.
Mistrzostwa świata w Tokio. Maria Andrejczyk poza finałem konkursu w rzucie oszczepem
Andrejczyk w pierwszej kolejce uzyskała 58.50 m. To jednak było za mało, by wskoczyć do najlepszej "12", potrzebowała wtedy co najmniej dwóch metrów więcej. Za moment okazało się, że poza finałem mistrzostw świata jest Haruka Kitaguchi, mistrzyni świata z Budapesztu i mistrzyni olimpijska z Paryża, wielka nadzieja Japończyków. W pierwszej grupie rzuciła tylko 60.38 m, zajęła tam siódme miejsce. A tu wyprzedziło ją już sześć zawodniczek.

Po drugim rzucie Marii na jej twarzy pojawił się nawet uśmiech, trafiła niemal w linię 60. metra. Na tablicy pokazało się 60.04 m, drugi raz w sezonie pojawiła się ta "szóstka" z przodu. Wciąż jednak potrzebowała czegoś więcej.
Tej poprawy jednak nie było, skończyło się zawodem. W rzucie ostatniej szansy nie powtórzyła wyczynu Dawida Wegnera, oszczep poleciał znów gdzieś w okolice 57. metra. 57.12 na koniec jej przygody z mistrzostwami świata.
60 metrów przerzuciło łącznie 16 zawodniczek, cztery nie weszły. W tym Andrejczyk i Kitaguchi. 60.98 m Kolumbijki Valentiny Barrios było tym ostatnim wynikiem dającym kwalifikację. W ostatniej kolejce uratowała się Victoria Hudson, liderka światowych list. Rok temu zawaliła eliminacje w Paryżu, teraz była bliska powtórki.
- Bardzo się cieszę, że Gosia weszła, bo to mnie nakręca. Fantastyczna dziewczyna, trzymajmy za nią kciuki - mówiła w TVP Sport. - Ten sezon był bardzo trudny, wiemy z trenerem, co trzeba poprawić. Myślałam, że czas będzie dla mnie zbawienny, ale organizmu nie da się oszukać - dodała Andrejczyk.
Finał w sobotę o godz. 14.05.














