W skrócie
- Maria Żodzik zdobyła jedyny medal dla Polski podczas lekkoatletycznych mistrzostw świata w Japonii, skacząc wzwyż na wysokość dwóch metrów.
- Polska sztafeta 4x400 metrów kobiet zajęła piąte miejsce z najlepszym czasem w sezonie, mimo trudnych warunków pogodowych i mocnej konkurencji.
- Zawodniczki czuły dumę z osiągniętego wyniku, podkreślając, że należą do światowej czołówki i walczyły do końca w wymagających okolicznościach.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Polska sztafeta kobieca 4x400 metrów, biegnąca w składzie: Anna Gryc, Alicja Wrona-Kutrzepa, Justyna Święty Ersetic i Natalia Bukowiecka, zajął piąte miejsce. Nie było szansy na nawiązanie walki o medale.
Daleko przed Polkami były Amerykanki, które wynikiem 3.16,61 sek. ustanowiły rekord mistrzostw świata. Po srebro sięgnęły Jamajki - 3.19,25 sek, a po brąz Holenderki - 3.20,18 sek. Polki uzyskały najlepszy czas w sezonie - 3.22,91 sek. To czwarty wynik w historii naszej lekkoatletyki, a przecież bieg ten odbywał się w strugach deszczu.
Rekord mistrzostw w biegu Polek, Bukowiecka finiszowała. Kapitalna zmiana
Justyna Święty-Ersetic wyjaśniła swoją absencję
- W naszym biegu nie było tak dużych emocji, bo wszystko szybko się rozstrzygnęło, ale za to teraz przeżywamy emocje, bo Maria Żodzik skoczyła po upragniony medal. Nie ukrywam, że dopadło mnie trochę zmęczenie. To mój kolejny mocny bieg w tych mistrzostwach świata. Starałam się pobiec jak najlepiej. Dostałam szansę biegania w obu sztafetach i chyba nie zawiodłam - mówiła Gryc.
Ona przyprowadziła Biało-Czerwone na siódmej pozycji. Fantastycznie za to pobiegła Wrona-Kutrzepa. Ona wyprowadziła nas na piątą lokatę.
- Starałam się nie puścić rywalek i chciałam zejść jak najwyżej, by dziewczyny miały jak najmniej do gonienia. Chciałam, by miały jak najlepszą pozycję. Takie było moje zadanie - opowiadała Wrona-Kutrzepa.
Do składu sztafety wróciła Święty-Ersetic, która w ostatniej chwili została wycofana w eliminacjach. Ona zastąpiła Aleksandrę Formellę.
Akurat pech chciał, że w dniu eliminacji dostałam miesiączkę. Od samego rana wszystko było w porządku, ale na samej rozgrzewce złapała mnie ostra migrena z aurą - jakkolwiek to brzmi. Postanowiłam się zatem wycofać, chociaż było dla mnie trudne. Był to dla mnie ogromny stres. Cieszę się jednak, że wszystko skończyło się dobrze
- Było nerwowo przed eliminacjami, bo wszystko zaczęło się rozstrzygać na trzy minuty przed zamknięciem call roomu. Dostałyśmy się do finału, to inni szukali powodu do tego, by nas wykluczyć, ale nie doczekali się - dodała.
Natalia Bukowiecka: nasz wynik jest naprawdę świetny
Bukowiecka na ostatniej zmianie nie mogła wiele zrobić. Różnice były za duże. Wybiegła piąta i dobiegła do mety na tej pozycji.
- Starałam się po prostu robić swoje. Wiedziałam, że za mną biegnie Henriette Jaeger, która może mnie dogonić. Chciałam utrzymać tę pozycję, co nie było łatwe. Dowiozłam piąte miejsce. Wiedziałyśmy, że o medal będzie trudno. Coś musiałoby się wydarzyć, jeśli chodzi o najlepsze ekipy. Liczyłyśmy na trochę szczęścia, ale tego zabrakło. Poziom był niesamowity, a nasz wynik naprawdę świetny. Pokazujemy, że jesteśmy w światowej czołówce - mówiła Bukowiecka.
Z Tokio - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:















