Celem Polek była szóstka. Ścisk w końcówce, a później taki luz, że nie mogła uwierzyć
Klaudia Kazimierska rok temu w Paryżu biegła w finale 1500 metrów, Weronika Lizakowska pobiła tam rekord Polski, ale do finału nie awansowała. Teraz obie do Tokio przyleciały z celem znalezienia się w elicie, ale najpierw musiały przebrnąć eliminacje. Już w elitarnym gronie, a tylko sześć z każdego biegu uzyskiwało promocję do półfinału. Lizakowska dobiegła właśnie szósta, ale z bezpieczną przewagą. Imponowało zaś to, co za chwilę, w kolejnej serii, uczyniła Kazimierska.

W kobiecej rywalizacji na 1500 metrów zorganizowano cztery serie - w każdej znalazło się 14 lub 15 zawodniczek. Czasy nie miały tu znaczenia, awans do półfinału uzyskiwało po sześć najlepszych. A w stawce mieliśmy dwie Polki: Weronikę Lizakowską i Klaudię Kazimierską. Obie bardzo ambitne, obie biegające już poniżej czterech minut, ale raczej bez szans na walkę o medale.
Niemniej obie miały jeden cel: znaleźć się w finale mistrzostw świata.
Kazimierska dokonała tej sztuki rok temu w igrzyskach, została dziesiątą biegaczką świata na tym dystansie. A teraz potwierdziła, że ma ogromne możliwości. Być może sięgające nawet pobicia rekordu Polski, który od ponad trzynastu miesięcy należy do Lizakowskiej,
Mistrzostwa świata w Tokio. Pierwszy cel zrealizowany. Weronika Lizakowska i Klaudia Kazimierska walczyły o półfinał
Weronika jako pierwsza pojawiła się na bieżni, walczyła już w inauguracyjnej serii. Od początku była dość wysoko, ale nie na czele, to nie ona nakręcała tempo. Trzymała się zaś krawężnika, by nie nadrabiać dystansu.
Ostatnią prostą zaczęła na czwartej pozycji, miała pewien zapas. Ale spadła, 20-30 metrów przed metą była już szósta. Widać było wysiłek na twarzy, na szczęście tuż za nią nie było już nikogo. Skończyła więc szósta, z czasem 4:05.35. Zostało jej 66 setnych przewagi nad siódmą Szwedką Verą Sjoberg.

- Czułam dziś dużą pomoc, z tyłu głowy czułam, że ktoś mnie popycha do tego półfinału. I dziękuję za to - mówiła później w TVP Sport. - Mam nadzieję, że wyjadę stąd z czasem poniżej czterech minut, ale jeśli mam być w finale, to i 4:10 mnie zadowoli - dodała.
A później pojawiła się Kazimierska, biegła dokładnie tak jak starsza koleżanka z kadry. Z tą różnicą, że na 200-250 metrów przed metą Klaudia zaatakowała po zewnętrznej, zapewniła sobie bezpieczną pozycję. Tu tempo było jeszcze wolniejsze, a Polka na finiszowej prostej wskoczyła na drugie miejsce, jedynie za Nelly Chepchirchir.
4:07.34 - to jej końcowy rezultat, dający awans.

- Mówię sobie, że chyba jest forma. Myślę, że dzisiaj odblokowałam sobie głowę, a to był bieg na 70-80 procent. Czułam się tak luźno, że aż nie mogę w to uwierzyć - powiedziała później przed kamerą TVP w rozmowie z red. Aleksandrem Dzięciołowskim.
Odpadła zaś wicemistrzyni olimpijska z tego stadionu sprzed czterech lat - Brytyjka Laura Muir.












