Adrianna Sułek-Schubert na zakręcie, gorzki start na MŚ mimo rekordu w kuli
Adrianna Sułek-Schubert po czterech konkurencjach siedmioboju zajmuje siódme miejsce w lekkoatletycznych mistrzostwach świata w Tokio. Polka pobiła rekord życiowy w pchnięciu kulą, ale nie była zadowolona z pierwszego dnia rywalizacji. - Ja tu przyjechałam po medal - powiedziała, a zaraz padły gorzkie słowa o przyszłości.

W skrócie
- Adrianna Sułek-Schubert po czterech konkurencjach siedmioboju zajmuje siódme miejsce na mistrzostwach świata w Tokio.
- Polka mierzyła znacznie wyżej i jest rozczarowana swoimi wynikami poza pchnięciem kulą, gdzie pobiła rekord życiowy.
- Wyzwania zawodniczki to nie tylko sportowe niepowodzenia, ale również depresja poporodowa, brak finansowego wsparcia oraz trudności z trenerami.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Adrianna Sułek-Schubert zaimponowała wszystkim w ubiegłym roku, kiedy bardzo szybko po urodzeniu dziecka wróciła do formy i podjęła się wielkiego wyzwania, jakim jest występ w igrzyskach olimpijskich. Tam, choć przecież miała zaległości treningowe, chciała wystąpić lepiej. Skończyło się na 12. miejscu.
W tym sezonie też nie zabrakło zawirowań. Polka przyznała, że dopadła ją depresja poporodowa. Do tego doszły zamieszania z trenerami. Pod koniec ubiegłego roku zawodniczka rozstała się ze szkoleniowcem Markiem Rzepką. Rozpoczęła zatem współpracę z Laurentem Meuwlym, a także dożywotnio zdyskwalifikowanym Tonim Minichello. Do mistrzostw świata w Tokio przygotowywała się jednak sama.
Rywalka Polek padła ofiarą szaleńca, została postrzelona. Teraz wystąpiła w MŚ
Adrianna Sułek-Schubert sama była sobie trenerem
- Sama jestem sobie trenerem, a pomaga mi trener Jarosław Kotewicz. Cieszę się na tę współpracę, bo skok wzwyż będzie ustabilizowany technicznie do halowych mistrzostw świata. W pozostałych konkurencjach sama wszystko planuję od siedmiu tygodni i nie wątpię w swoje trenerskie możliwości. Do czwartku wszystko było rewelacyjnie, a w piątek spierdzieliłam te starty po całości - powiedziała Polka.
Polka zła po pierwszym dniu rywalizacji
Sułek-Schubert starty w Tokio rozpoczęła od 11. miejsca w biegu na 100 metrów przez płotki. Tam uzyskała czas nieco poniżej jej możliwości - 13,47 sek. Potem był skok wzwyż, w którym zaliczyła najlepszy wynik od powrotu po ciąży - 1,80 m (siódmy wynik w stawce). Sama jednak przyznała, że plan był, by skoczyć 1,86 m. W pchnięciu kulą już w pierwszej kolejce pobiła rekord życiowy - 14,54 m (czwarty wynik). I tak naprawdę tylko z tej konkurencji była zadowolona, bo na 200 m była dopiero 14. - 24,38 sek.
- Nie jestem zadowolona z tego pierwszego dnia. Plan był zupełnie inny - mówiła Sułek-Schubert.
Po czterech konkurencjach zajmuje ona siódme miejsce z dorobkiem 3807 pkt. Do trzeciej pozycji, którą zajmuje Brytyjka Katarina Johnson-Thompson, traci 86 pkt. W sobotę zawodniczki czekają trzy konkurencje: skok w dal, rzut oszczepem i bieg na 800 m.
- W kuli i rzucie oszczepem jestem bardzo dobrze przygotowana. Zawiodłam się jednak na konkurencjach, w których byłam pewna, że dobrze wystąpię - mówiła.
To jest naprawdę zły start. Ja tu przyjechałam po medal, bo co mi po pierwszej ósemce. Zresztą wciąż głęboko wierzę w ten medal. W sobotę jest nowe rozdanie
Chciała kończyć karierę. "Nie mam z czego żyć"
Miejsce w ósemce gwarantuje zawodniczce stypendium, ale też nagrodę finansową z World Athletics.
- Jaka kasa? To są grosze, które nie starczają mi na opłacenie pół wizyty rehabilitacyjnej w miesiącu. Muszę mieć kartę przetargową dla sponsorów, których nie mam. Dobrze, że teraz wsparł mnie Orlen, bo tak zostałabym z niczym. Już pięć razy myślałam, by zakończyć karierę, bo nie mam z czego żyć - przyznała.
Z Tokio - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Zobacz również:














