Pierwsze trzy dni mistrzostw Europy w Birmingham przyniosły naszej 74-osobowej reprezentacji trzy medale: srebrne Ewy Sobowy i Pii Skrzyszowskiej oraz brąz Jakuba Szymańskiego. Wszystkie w biegach krótkich, na płaskim dystansie lub płotkach.
W czwartek dorobek nie został powiększony, mieliśmy tylko trzy reprezentantki w biegu na 3000 m z przeszkodami. A w piątek te nadzieje były już większe. Choćby za sprawą Mateusza Kołodziejskiego w skoku wzwyż czy Elżbiety Glinki w biegu na 10000 metrów.
Skoczek Zawiszy Bydgoszcz po raz pierwszy zaliczył 2.24 m 15 miesięcy temu w Poznaniu. Przełom przyszedł tej zimy, wraz z pierwszymi skokami na 2.28 m, a później nawet na 2.30 m. To już wynik, który w mistrzostwach Europy może dać medal. Zwłaszcza że poziom w niczym nie przypomina tego z czasów, gdy o medale walczył Artur Partyka. A nawet z czasów, gdy skakał Sylwester Bednarek.
Polak znalazł się w 13-osobowej stawce w finale. Ponad 2.30 m w tym roku skoczyli z tego grona tylko Kimani Jack i Ołeh Doroszczuk.
Mistrzostwa Europy 2026. Finał w skoku wzwyż mężczyzn. Mateusz Kołodziejski kandydatem do medalu
Polak zaczął finał tak jak wszyscy - od 2.18 m. To też świadczy o poziomie skoku wzwyż. Ne było żadnego "pewniaka", który chciałby postraszyć rywali rozpoczęciem zmagań od 2.23 m czy 2.27 m.
Kołodziejski zaliczył udaną próbę, ale potknął się właśnie na 2.23 m. I to mogło mieć później skutki, choć przecież poprawił się w drugiej kolejce. Był wtedy piąty, liczył się wciąż w walce o medale.

Kluczową wysokością stało się 2.27 m. Pokonanie poprzeczki w pierwszej próbie ustawiało każdego w walce o medale. Udane skoki zaliczyli tu Doroszczuk, Matteo Sioli i - co jest niesamowite - Gianmarco Tamberi. Włoski gigant, mistrz olimpijski i mistrz świata, wystąpił przed ME tylko dwukrotnie, zaliczył 2.23 m. A tu od razu wskoczył na wyższy poziom.
Polak zaś strącił poprzeczkę. Miał zapewnione miejsce w najlepszej siódemce, ale walczył o coś więcej. O dziwo, zepsuł swój skok też Kimani Jack, jeden z faworytów. A gdy Kołodziejski zepsuł skok na 2.27 m po raz trzeci, stało się jasne, że tu medalu mieć nie będziemy. Choć był blisko, zabrał ze sobą poprzeczkę "kolanami".
Rywale też strącili. A to oznaczało, że Kołodziejski zakończył zmagania na piątym miejscu. - Medal był w zasięgu, ale się nie udało - mówił Polak w TVP Sport. - Był przebłysk w Monaco, były niezłe skoki w eliminacjach, ale trochę brakuje stabilizacji. Mocno przeszkadzał mi wiatr, kręcił tu - dodał.
W walce o medale została trójka, faworytem był Doroszczuk, ale Tamberi pozostawał zagadką. Na co stać wielkiego mistrza, już 34-letniego? Obaj skoczyli 2.30 m, Ukrainiec w pierwszym podejściu. Samodzielnie już prowadził. A z gry odpadł najmłodszy w tym gronie Matteo Sioli, doznał kontuzji.
Na 2.32 m Doroszczuk strącił dwa razy. A Tamberi za drugim razem poprzeczkę pokonał. Ukrainiec już tej wysokości nie pokonał.
A na końcu Włoch został mistrzem Europy. Obronił tytuł z Rzymu.
- 1. Gianmarco Tamberi (Włochy) - 2.32 m
- 2. Ołeh Doroszczuk (Ukraina) - 2.30 m
- 3. Matteo Sioli (Włochy) - 2.27 m
- 4. Kimani Jack (Wielka Brytania) - 2.23 m
- 5. Joel Clarke-Khan (Wielka Brytania) - 2.23 m
- 5. Mateusz Kołodziejski (Polska) - 2.23 m
- 5. Jonathan Kapitolnik (Izrael) - 2.23 m
- 8. Thomas Carney (Belgia) - 2.18 m
- 8. Christian Falocchi (Włochy) - 2.18 m










![Bułgarzy wysłali kolejny sygnał. Drugie zwycięstwo na ME [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000NA7BVI1M2G2XL-C401.webp)

