Bardzo dobrze na tegorocznych lekkoatletycznych mistrzostwach Europy spisała się Ewa Swoboda. 29-latka w pierwszy dzień zmagań już wywalczyła srebrny medal indywidualny w rywalizacji na 100 metrów. Co ciekawe, to koniec sukcesów nie był, bowiem w "polską" sobotę na tej imprezie dołożyła również brąz ze sztafety 4x100 metrów.
Niedługo po powrocie z Birmingham nasza sprinterka nieco opowiedziała o wspomnianych występach. W końcu podczas zmagań sztafet Polka spisała się naprawdę kapitalnie i na ostatniej zmianie wprowadziła drużynę na podium. I jak zdradziła, kosztowało ją to naprawdę wiele. Do tego dodaje, że całą sztafetę z Pią Skrzyszowską, Krysciną Cimanouską oraz Magdaleną Stefanowicz stać na bardzo dużo.
Było więcej nadziei na te medale, bo naprawdę wielcy zawodnicy tam jechali. No i nie każdy trafił po prostu w swój dzień
- No troszeczkę walki było. Widać, że kosztowało mnie to bardzo dużo energii, ale no dałam radę. Dziewczyny dobrze wyprowadziły też tę sztafetę, bo nie wiem, czy to było 4. czy 5. miejsce. Nie skupiałam się na tym. Ale była to walka do samego końca z Włoszką. Już było widać, że ona niestety nie może. Potem było widać po mnie, że już nie mogę, ale starałam się biec do końca. Nie było to łatwe. Szwajcarka no niestety zaskoczyła, bo już naprawdę myślałam, że będziemy srebrnymi medalistkami. No ale trudno, udało się. Jesteśmy trzecie. Tak naprawdę mogłyśmy być też czwarte, także jest się z czego cieszyć i myślę, że to jest taki kop po prostu do działania i ta sztafeta jeszcze może zaskoczyć nieraz - tlumaczyła.
Do tego podzieliła się kulisami, jak wyglądają przygotowania do startu sztafety. I zdradziła, że wsparcia w drużynie nie brakuje.
- No przed startem wiadomo, dogrzewamy się razem. Każda się potem skupia na swojej rozgrzewce, ale staramy się wspierać wszystkie nawzajem - to jest bardzo ważne. Jesteśmy drużyną, więc mamy do siebie szacunek. Wspieramy się nawet jak ja biegam indywidualnie, jak biegają dziewczyny indywidualnie, to staramy się być ze sobą. A potem no co? Zmiany robimy raz, dwa, 3. Wchodzimy do call roomu. Tam kilka słów po prostu do siebie mówimy, wychodzimy na bieg i rozmawiamy po finiszu - tłumaczyła Swoboda.
Swoboda wprost o starcie indywidualnym. "Miałam problem"
W mediach głośno było wokół warunków pogodowych, z jakimi musieli sobie radzić zawodnicy. W końcu podczas sprintu nie dość, że było już chłodno, to do tego bardzo mocno wiało. I choć Swoboda miała szczęście, bo miała wiatr w plecy to nie ukrywała, że cała procedura trwałą bardzo długo.
- No myślę, że ja miałam duży problem, bo w niektórych momentach wiało na pewno powyżej minus 2.0. Także to już jest naprawdę lekka ściana wiatru. Ja miałam troszeczkę lepiej, bo ja miałam w plecy, ale i tak było bardzo zimno. Strasznie długo nas trzymali tam - nie wiadomo w sumie po co. Już byliśmy dawno zebrane, jak było tak zimno. No ale trudno. Zasady zasadami. Ja się też bardzo cieszę, że nic się nie stało. Jestem cała, jestem - powiedziała.
Doświadczona zawodniczka została również zapytana o opinię ws. liczby zdobytych przez Polskę medali. W końcu "Biało-Czerwoni" wywalczyli osiem krążków - dwa więcej, niż przed dwoma laty w Rzymie. I 29-latka przyznaje, że należy się cieszyć z każdego, jaki tylko wpada na konto Polski.
Myślę, że to jest ciężkie pytanie, bo trzeba się cieszyć z każdego medalu, który jest zdobyty. Nieważne, czy to jest jeden, czy to są dwa. Wiadomo, świat i Europa idą do przodu, a Polacy po prostu otwierają te drzwi i przypominamy o sobie. Nie zostajemy z tyłu, staramy się jak najlepiej
- Było więcej nadziei na te medale, bo naprawdę wielcy zawodnicy tam jechali. No i nie każdy trafił po prostu w swój dzień. Wszyscy trenowaliśmy po równo i wszyscy trenowaliśmy bardzo mocno, żeby po prostu dać z siebie maksa. A no to, że nie każdemu wyszło, no to myślę, że wyjdzie następnym razem, bo ta złość sportowa naprawdę nie śpi - uzupełnia.
Co ciekawe, Swoboda podobnie, jak inne polskie gwiazdy nie ma nawet chwili wytchnienia i już w niedzielę wystąpi na Stadionie Śląskim w Memoriale Kamili Skolimowskiej. A tam będzie znakomita obsada. Poza świeżo upieczoną wicemistrzynią Europy pojawi się m.in. Julien Alfred - mistrzyni olimpijska oraz Melissa Jefferson-Wooden - mistrzyni świata. I dla Polki będzie to święto lekkoatletyki.
- Będzie ciężko. Mam nadzieję, że będą dziewczyny ciągnęły mnie razem ze sobą i będzie to dobry wynik, bo jest z kim biegać i jest o co biegać. To już tak naprawdę za sześć dni będzie nasze kochane święto lekkoatletyki na Śląsku - zaznaczyła.
Co ciekawe, występ w popularnym "Kotle Czarownic" może być dla niej jednym z ostatnich w tym sezonie. Zgodnie ze wcześniejszą zapowiedzią Swoboda nie będzie rywalizować podczas World Athletics Ultimate Championships w Budapeszcie.















