Mistrzostwa Europy w Birmingham zaczną się 10 sierpnia - potrwają tydzień. Ich termin jest o tyle pechowy, że dzień wcześniej, a patrząc na strefy czasowe, to zaledwie kilkanaście godzin, zakończą się rywalizacje w mistrzostwach świata juniorów w Eugene, na zachodzie USA. A tam kandydatką do medalu będzie Anastazja Kuś, numer dwa obecnie na polskich listach na dystansie 400 metrów. W Anglii byłaby pewnie mocnym punktem sztafety mieszanej, miałaby szansę na miejsce w półfinale w indywidualnej rywalizacji. Z tego musi zrezygnować, ale prawdopodobnie w odbywających się na końcu zmagań w Birmingham sztafetach 4x400 m już będzie.
Jej nazwisko figuruje na liście zgłoszeń, podobnie jak i innych gwiazd polskiej lekkoatletyki. Będzie pięcioro medalistów z poprzednich ME w Rzymie: Natalia Bukowiecka (złoto na 400 m), Wojciech Nowicki (złoto w rzucie młotem), Ewa Swoboda (srebro na 100 m), Anita Włodarczyk (srebro w rzucie młotem) oraz Pia Skrzyszowska (brąz na 100 m przez płotki).
Zabraknie tylko Michała Haratyka - kulomiota, który dwa lata temu niespodziewanie wywalczył na Stadio Olimpico brąz, choć nie był w szczytowej dyspozycji. We Włoszech uzyskał jednak najlepszy wynik w całym sezonie. A po jego zakończeniu doznał jednej z najgorszych sportowych kontuzji - zerwał ścięgno Achillesa. A później, gdy już szykował się do powrotu, nadgarstka. Wrócił dopiero w połowie lipca, wystąpił w trzech koinkursach, w tym w mistrzostwach Polski.
I choć na liście European Athletics znajdował się na pozycji dającej kwalifikację, nie osiągnął minimum PZLA na zawodników urodzony przed 2000 rokiem. I w kadrze na Birmingham się nie znalazł.
Ostatecznie więc wykorzystaliśmy dwa miejsce w tej konkurencji z trzech: do Anglii pojadą Konrad Bukowiecki, jako kandydat do medalu, a także Szymon Mazur, wicemistrz Polski z Białegostoku.
Mistrzostwa Europy w lekkiej atletyce. Jest oficjalny skład reprezentacji Polski
Kadra PZLA na mistrzostwa Europy liczy 74 nazwiska. - To solidna reprezentacja. Obok starych wyjadaczy, mamy w niej też młode twarze. Liczymy zatem nie tylko na doświadczenie zawodników, ale też na świeże spojrzenie na tak dużą imprezę - mówi prezes związku Sebastian Chmara. I dodaje, że dla młodzieży to powinno być niezłe przetarcie przed kolejnymi mistrzostwami kontynentu, które w 2028 roku zorganizuje Chorzów. Wtedy będzie to generalny sprawdzian przed igrzyskami w Los Angeles - na półtora miesiąca przed ich rozpoczęciem.
PZLA zdecydował się na skorzystanie z zaledwie dwóch praw do relokacji - mimo braku formalnego minimum wyrażono zgodę na występ mistrzyni Polski w skoku wzwyż Mai Słodzińskiej oraz Aleksandry Formelli, wicemistrzyni kraju w biegu na 800 metrów.

Polskie szanse medalowe? Tych będzie sporo, choć sami zmarnowaliśmy już na starcie kilka okazji, nie wysyłając drużyny w maratonie czy nie uzyskując kwalifikacji w debiutującej w programie sztafecie mieszanej 4x100 metrów.
Już pierwszego dnia będą jednak finały pchnięcia kulą mężczyzn (Bukowiecki), miksta 4x400 metrów czy sprintu kobiet (Swoboda). Drugiego o medal powalczy Paweł Fajdek, jedną z faworytek finału na 100 m przez płotki będzie Pia Skrzyszowska. I tak niemal do końca zawodów w Perry Park coś się będzie działo. Medalowe nadzieje są związane z występami Bukowieckiej, Włodarczyk, Żodzik, o ile się wyleczy, Marii Andrejczyk, Klaudii Kazimierskiej czy sztafety kobiecej 4x400 metrów. Oczekiwania są bardziej zbliżone do tego, co udało się wywalczyć cztery lata temu w Monachium (14 medali, trzy złota) niż dwa lata temu w Rzymie (sześć medali, dwa złota).














