Marcin Krukowski zakończył poprzedni sezon z wynikiem 84.39 m, Dawid Wegner 85.67 m, a Cypruan Mrzygłód - 85.92 m. Ten drugi uzyskał go w najważniejszym momencie - w eliminacjach mistrzostw świata w Tokio. I choć cała nasza trójka liczyła na finał, znalazł się w nim tylko najmłodszy Wegner. A później zajął w nim dziewiąte miejsce.
Ten sezon różnie układał się dla naszych zawodników. Krukowski znów miał świetny początek, ale później pojawiły się problemy ze zdrowiem. Stąd brak rekordzisty Polski w zawodach, ale gdy już wrócił, odzyskał w Białymstoku mistrzostwo Polski. Mrzygłód przeszedł pod koniec poprzedniego roku zabieg kolana i stawku skokowego, długo nie trenował. Wrócił w połowie lipca, miał obiecujące zawody w Szwajcarii, w MP wywalczył brąz. Do Birmingham jednak nie poleciał, chce być gotowy na dalekie rzucanie w przyszłym sezonie.
A Wegner problemów zdrowotnych nie miał - i dość regularnie uzyskiwał odległości 80-metowe, choć 82.14 m z Ostrawy, jego rekord sezonu, jakiś imponujący nie jest. Dziś pojawił się w eliminacjach na Alexander Stadium, celem było uzyskanie 82 metrów. To gwarantowało miejsce w sobotnim finale.
Mistrzostwa Europy 2026. Dwaj polscy oszczepnicy walczyli o finał. Celem 82 metry
Wegner w grupie A rzucał jako 13., po nim byli jeszcze tylko Islandczyk Gudmundsson oraz największy faworyt - Julian Weber. Niemiec pokazał klasę, od razu uzyskał 84.02 m, za moment już pozował do zdjęć. 31-letni oszczepnik z Moguncji to w końcu dwukrotny medalista mistrzostw Europy, w Monachium wywalczył tytuł, dwa lata temu w Rzymie przegrał tylko z Jakubem Vadlejchem. Bo Czechowi w ostatniej kolejce wyszedł rzut życia na niemal 89 metrów.

Wegner zaczął od 79.03 m, po padzie wykonał jeszcze fikołka, centymetrów brakowało, by wpadł za linię i z punktu spalił ten rzut. Później poprawił się na 79.34 m, ale to prawdopodobnie też nie dałoby awansu. Została trzecie seria - w niej był już okrzyk po wypuszczeniu "dzidy". A później radość, gdy grot wbił się za linią wyznaczającą 82 metry. Bo to oznaczało bezpośrednią kwalifikację. Uzyskał 82.40 m - był to trzeci wynik w grupie. Dalej rzucili tylko Niemcy: Weber (84.02 m) i Nick Thumm (83.49 m). Ten drugi pobił życiówkę.
Krukowski z kolei rzucał w grupie B - jej start zaplanowano na godz. 16.10. A to bardzo nietypowa pora, zwykle poranne sesje kończyły się ok. 14.00 - 14.30 naszego czasu. Dziś było inaczej.
Rekordzista Polski, ale też aktualny mistrz naszego kraju, rzucał jako dziesiąty. A kończył kolejkę broniący złota Vadlejch.
Polak w pierwszej kolejce uzyskał 76.51 m, był daleki od euforii. Dość szybko okazało się jednak, że wyniki w tej grupie są znacznie słabsze od tych poprzedników, być może też za sprawą pogody. Vadlejch jako jedyny przerzucił 80. metr (80.92 m), ale też nie uzyskał kwalifikacji. A Polak, pod koniec drugiej kolejki, posłał oszczep na 79.71 m - i wskoczył na drugą pozycję.

Na dobrą sprawę 34-latek już mógł świętować awans, skoro w pierwszej grupie tylko pięciu oszczepników rzucało dalek. Miał siódmy wynik, przeciwnicy wyraźnie się męczyli i frustrowali. I tak też uznał mistrz Polski, który profilaktycznie stara się ograniczać liczbę rzutów. Nie podszedł do ostatniej próby, wcześniej przerzucił go jeszcze Włoch Giovanni Fantini (80.54 m). Z ósmym rezultatem wszedł do finału.
Do awansu do finału wystarczyło dzisiaj 78.88 m.














