Maria Andrejczyk jest pierwszą damą polskiego oszczepu - do tego zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Zawodniczka, która do niedawna posiadała drugi wynik w historii tej konkurencji, a dziś ma trzeci. Zarazem wicemistrzyni olimpijska z Tokio i czwarta oszczepniczka z Rio de Janeiro. Kandydatka do medalu w każdej mistrzowskiej imprezie.
Rok temu to się zmieniło, wyprzedziła ją Małgorzata Maślak-Glugla. Najpierw w mistrzostwach Polski w Bydgoszczy, później w mistrzostwach świata w Tokio, gdzie zawodniczka z ULKS Tychowo pobiła w eliminacjach rekord życiowy (61.79 m) i dostała się do finału. Pierwszy raz w tak wielkiej imprezie.
W tym sezonie Maślak-Glugla nie rzucała jednak tak daleko, ani razu nie przekroczyła 60 metrów. A Andrejczyk dwukrotnie rzucała ponad 62 metry, to 62.78 m z memoriału Konopacka Classic dawało jej trzecie miejsce na europejskich listach. Awans do finału w Birmingham, w jej wykonaniu, wydawał się być formalnością. A niepokój wywoływały wyniki Małgorzaty - z jej rekordem 58.71 m. Odległość kwalifikacyjną wyznaczono bowiem na 61 metrów.
Mistrzostwa Europy 2026. Dwie Polki walczyły o finał rzutu oszczepem
Dość szybko okazało się, że tak daleko będzie w stanie oddać rzuty niewiele oszczepniczek. Maślak-Glugla trochę cierpiała w pierwszej grupie, zaczęła od bliskiej próby, którą celowo spaliła. A później było 50.50 m, co nie dawało żadnych nadziei na awans. Aż pojawiło się 58.14 m - piąty rezultat w grupie A. Trzeba było więc czekać na wyniki reszty stawki, ta rzucała półtorej godziny później.

Poziom w europejskim oszczepie generalnie się obniżył, od czasu do czasu zdarzają się tylko pojedyncze wyskoki. Taki wyskok w Tokio miała Anete Sietina - Łotyszka została wicemistrzynią świata. A dziś rzuciła 56.24 m, odpadła. Podobnie jak Marie-Therese Obst, Norweżka dwa lata temu wywalczyła w Rzymie brąz.
W drugiej grupie pojawiła się Andrejczyk, zaczęła od 55.21 m. Wtedy wirtualnie dawało to awans, później już nie. W drugiej kolejce rzuciła nieco za 53. metr, została próba ostatniej szansy. Ale tu oszczep wylądował równie blisko, nadepnęła więc na linię. Do kwalifikacji zabrakło 169 cm. O swój los drżała też znakomita Serbka Adriana Vilagoš, ale jej 57.25 m wystarczyło.
- Na pewno dużo emocji jest we mnie. Lekko się czułam na treningach, ale zżarł mnie stres. Nie dowierzam temu do końca, że mam aż tak słaby rezultat. To emocje. Nieważne, co powiem, ale nie wyszło mi. To nie byłam ja. Muszę wrócić do trenera i psychologa. Serce mi pęka - powiedziała.
Finał, z udziałem jednej Polki, w niedzielę o godz. 20.55.














