Finały w rywalizacji sztafet 4x400 metrów zakończą w niedzielę mistrzostwa Europy. I trzeba jasno powiedzieć: większe nadzieje związane były z zespołem kobiecym niż męskim. Choć kiedyś przecież było inaczej, to "Lisowczycy" przywozili medale z wielkich imprez.
A nasi ostatnio opuszczali te największe imprezy, nie kwalifikowali się do nich. Kiepsko było też podczas majowego World Relays w Botswanie, pojawiły się wielkie dziury w składzie. Zwłaszcza przy braku Maksymiliana Szweda i Igora Bogaczyńskiego. Ten drugi, świetnie zapowiadający się sprinter, zawiesił karierę, w rozmowie z red. Tomaszem Kalembą z Interii nie wykluczył, że już jej nie wznowi. A Szwed był kontuzjowany, wrócił dopiero w czerwcu. Dziś jest naszym najlepszym specjalistą od 400 metrów, jako 22-latek awansował do indywidualnego finału w Birmingham, zajął w nim szóste miejsce.
Tyle że ten środowy bieg był już jego czwartym. I dziś zapadła decyzja, że jeśli pobiegnie w sztafecie męskiej, to dopiero w finale. Tyle że zespół bez lidera musiał najpierw do niej awansować.
Mistrzostwa Europy 2026. Polska sztafeta 4x400 walczyła o finał. Kończył Kajetan Duszyński
Szwed potrafi biegać na poziomie 45 sekund, reszta kadry - w okolicach około 46. Jedni ciut poniżej jak ostatnio Kajetan Duszyński czy Remigiusz Zazula, inni nieco powyżej. Początkowo Polacy mieli mieć nieco inny zestaw rywali, w składzie tego biegu byli słabsi Duńczycy. A później ich miejsce zajęli mocniejsi Francuzi. Dla naszych okazało się to... zbawieniem.
Zaczął Zazula, biegł świetnie, "postawiło" go dopiero na ostatnich 30 metrach. A to spowodowało, że kiepsko przekazał pałeczkę do Wiktora Wróbla, ten czekał na kolegę. Po zejściu do krawężnika Polacy byli na piątej pozycji, później Karolewski biegł szósty. I na szóstym miejscu zaczął też Duszyński.

Nasz mistrz olimpijski z Tokio, w mikście, nie szarpał się w pierwszej fazie. Poczekał na ostatnią prostą. Tam wyskoczył na trzeci tor, przed kresą wyprzedził Hiszpana i Irlandczyka, skończył czwarty. A to dawało nadzieję na awans.
Ten dostawały trzy pierwsze zespoły z każdej serii, piąte miejsce w tej pierwszej zajęła Szwajcaria - z czasem 3:01.31. Czekaliśmy, aż pojawi się czas naszych. I pojawił się - 3:01.33. Do awansu zabrakło dwóch setnych.
Cała czwórka ze zwieszonymi głowami pokazała się przed kamerą TVP Sport. - To była niesamowita walka, ogromna konkurencja. Każdy z nas pewnie znajdzie u siebie te dwie setne, ale w biegu nie da się tego tak przeanalizować. Bardzo chcieliśmy, trzeba się z tym pogodzić - mówił Kajetan Duszyński. A Karolewski dodał: - Pokazaliśmy walkę, ale nie udało się.
I wtedy red. Michał Chmielewski spojrzał na wyniki: jesteście w finale, ktoś został zdyskwalifikowany.
To dopadło Francuzów, na pierwszej zmianie Jimy Soudril, biegnąć po łuku, kilka razy przekroczył wewnętrzną linię. A tego robić nie można, przekonaliśmy się już o tym kiedyś, gdy podobny błąd popełnił Bogaczyński.
Co ważne - Polacy awansowali z trzeciego miejsca. Nie pobiegną więc na drugim czy trzecim torze, ale na lepszym.
Finał - w niedzielę o godz. 22.48.











![Siatkarze rozpoczęli walkę o medale ME. Oto akcje pierwszego dnia [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N9VMV9HNWK3PC-C401.webp)
