Mistrzostwa Europy zaczęły się w poniedziałek, już pierwszy dzień otworzył medalowe zdobycze polskiej reprezentacji. Szanse były trzy: Konrada Bukowieckiego, sztafety mieszanej 4x400 metrów oraz Ewy Swobody. Wykorzystana została ta ostatnia, nasza mistrzyni sprintu długo nawet w finale prowadziła, w samej końcówce wyprzedziła ją jednak faworytka konkurencji - Amy Hunt.
We wtorek takie szanse znów będą, choć dopiero w sesji wieczornej. Głównie za sprawą Pawła Fajdka oraz Pii Skrzyszowskiej, choć płotkarkę z Warszawy najpierw czeka półfinał. Jest jednak jedną z trzech faworytek, a w takich imprezach nie zawodzi.
W sesji porannej na Alexander Stadium medale nie były rozdawane, w zmaganiach pojawiło się za to siedmioro reprezentantów Polski. Najciekawiej zapowiadał się początek rywalizacji na dystansie 800 metrów - w czterech biegach eliminacyjnych. Z każdego z nich trzy najlepsze zawodniczki uzyskiwały awans, cztery z całej stawki spoza tych trójek - z najlepszymi czasami - uzupełniały stawkę półfinalistek.
Mistrzostwa Europy w Birmingham. Anna Wielgosz i Aleksandra Formella rywalizowały na dystansie 800 metrów
Gdy kończył się sezon zimowy, nikt nie miał chyba wątpliwości, że największą gwiazdą tego dystansu jest Keely Hodgkinson. Pobiła pod dachem rekord świata, zdobyła złoto halowych mistrzostw globu w Toruniu. I nastawiała się na to, że latem zaatakuje słynny już rekord świata stadionowy - ten z 1983 roku, należący do Jarmili Kratochvilovej (1:53.28). Tymczasem ostatnie miesiące należały do Audrey Werro - to 22-letnia Szwajcarka wygrała ich prestiżowe bezpośrednie starcie w Sztokholmie, uzyskała tam czas 12:53.98 - trzeci w historii. A później poprawiła go w Paryżu na 1:53.80.

I to Werro dość wyraźnie mówiła, że jest gotowa na złamanie wyniku Kratochvilovej. Dziś obie zaczęły zmagania w ME od eliminacji, a przecież nie można zapomnieć o Femke Broeders-Bol, która osiągnęła wszystko na dystansie 400 m przez płotki i... postanowiła zmienić konkurencję. To właśnie Holenderka była rywalką naszej Anny Wielgosz, halowej mistrzyni Europy z Apeldoorn z zeszłego roku.
Zanim jednak obie wyszły na bieżnię, kibicom pokazała się Hodgkinson. W jednej serii m.in. z Włoszką Eloisą Coiro i doświadczoną Rénelle Lamote z Francji, która na tym dystansie trzykrotnie była już wicemistrzynią kontynentu. Bieg, jak na ten etap, był piekielnie szybki, Hodgkinson nadała potężne tempo, pierwsze pokrążenie pokonała w 57.27 s. I ona wygrała z czasem 1:57.28. Za nią finiszowała Coiro, pobiła rekord Włoch (1:57.56), awans wywalczyła też Niemka Smilla Kolbe (1:57.80 - rekord życiowy). A Lamote zajęła piąte miejsce, niemniej z czasem 1:58.65 miała spore szanse na kwalifikację.
A później pojawiła się Wielgosz. I już po 100 metrach doszło do jej pierwszego pojedynku na łokcie ze Słowenką Anitą Horvat, gdy obie chciały ustawić się za Femke. Anna wróciła na drugą pozycję, miała ją jeszcze na ostatnim łuku. Wyszła na prostą za Broeders-Bol, ale najpierw skutecznie po wewnętrznej zaatakowało ją Słowaczka Gabriela Gajanova. A później, na 30 metrów przed finiszem - Hiszpanka Rocio Arroyo. Ten bieg był znacznie wolniejszy, Holenderka wygrała w 1:59.96. Wielgosz uzyskała 2:00.96. I już było jasne, że to nie wystarczy do miejsca w półfinale.
- Ciężko to przyjąć, tym bardziej, że byłam najlepiej przygotowana w życiu. I z najlepszym w karierze wynikiem. Ale to pokazuje jak wysoki jest poziom - mówiła załamana w rozmowie z red. Michałem Chmielewskim z TVP Sport. - To jest przytłaczające, że można tak długo się przygotowywać. I odpaść - dodała.
Trzecią serię pewnie wygrała Werro - z czasem 1:57.83.
A w czwartej pojawiła się Aleksandra Formella. Polka zaryzykowała, ruszyła do przodu, chciała uciec przeciwniczkom. 57.44 s - to był jej czas pierwszego okrążenia. Pytanie brzmiało, czy potrafi to wytrzymać, do tej pory bardziej była specjalistką od 400 metrów.
A teraz nadal prowadziła, jeszcze na wyjściu na ostatnią prostą. A później peleton minął ją z łatwością. Skończyła szósta - z czasem 2:00.70. I też odpadła.
















