W sobotnie południe reprezentacja Polski podskoczyła w medalowym rankingu - za sprawą srebrnego krążka Katarzyny Zdziebło na maratońskim dystansie w chodzie sportowym. To czwarty medal, ale też zapewne - będą i kolejne. Wielką nadzieję będzie sobotni finał Natalii Bukowieckiej w biegu na 400 metrów. W medal celuje też Klaudia Kazimierska, która stała się czołową na świecie specjalistką od średnich dystansów.
W Birmingham mogła wystąpić tak na 800, jak i na 1500 metrów. Uzyskała bowiem dwie kwalifikacje, ale co oczywiste - wybrała jeden dystans. Podobnie jak i Georgia Hunter Bell, aktualna wicemistrzyni świata na tym krótszym. I pewnie jedyna mogąca zagrozić na 800 metrów tercetowi Werro - Hodgkinson - Broeders-Bol.
To ona w niedzielnym finale będzie faworytką do złota. A Klaudia nie ukrywa, że chciałaby też liczyć się w walce o medale. Może nawet o złoty. Za osiem dni, w memoriale Kamili Skolimowskiej, zaatakuje z kolei rekord Polski Weroniki Lizakowskiej. I pragnie, by tempo było prowadzone na Stadionie Śląskim na 3:54.00.
Teraz w Anglii tak Kazimierska, jak i Lizakowska, walczyły najpierw o występ w finale. W dwóch różnych seriach, z każdej awans miało zapewniony sześć najlepszych biegaczek.
Mistrzostwa Europy 2026. Dwie Polki walczyły o finał na 1500 metrów. Kazimierska obok głównej faworytki
Kazimierska przyleciała do Birmingham z Eugene, po mistrzostwach Polki poleciała bowiem z powrotem do USA, by tam przygotować się do najważniejszego występu w sezonie. Wcześniej w Białymstoku przećwiczyła bieganie turniejowe, zaliczyła trzy biegi w trzy dni, zdobyła dwa złote medale. W obu przypadkach bijąc historyczne rekordy mistrzostw Polski.
Dziś pojawiła się w pierwszej serii, m.in. obok Hunter Bell, Portugalki Salome Afonso, Litwinki Gabiji Galvydyte, wczoraj czwartej w finale 800 metrów. Czy też Szwedki Mii Barnett, z którą do niedawna ścigała się w mistrzostwach NCAA.
Klaudia dała się potrącić zaraz po starcie, a ewidentnie chciała trzymać się drugiej czy trzeciej pozycji. Później spadła jeszcze dalej, gdy do finiszu zostało 600 metrów zdecydowała się na atak z dziewiątej pozycji.
Ostatnie kółko zaczęła już na czwartej pozycji, ale pewnie spodziewała się mniejszego szarpania. Pilnowała już jednak tego, by być za Hunter Bell. Została za nią do końca, gdy Brytyjka ruszyła sprintem na ostatnim łuku, Polka uczyniła to samo. Obie pewnie awansowały, czasy tu były bez znaczenia.

Dramat przeżyła Galvydyte, zajmowała szóstą pozycję. I chyba nie zauważyła, że po trzecim torze szaleńczo finiszowała Kristiina Sasínek Mäki. Doświadczona reprezentantka Czech, urodzona w Finlandii, okazała się lepsza o trzy setne. I to ona pobiegnie w niedzielnym finale.
A Kazimierska pojawiła się obok Aleksandra Dzięciołowskiego z TVP Sport i... zaczęła analizować czasy z systemu. - Pobiegła ostatnie okrążenie poniżej 60 sekund, ale nawet tego nie poczułam. Jest dobrze - przyznała.
W drugiej serii pobiegła Weronika Lizakowska. Ona takich "pojedynków" nie miała, szybko ustawiła się na drugiej pozycji, biegła po wewnętrznej, za Portugalką Patricią Silvą.
Tempo było niemal równie wolne jak w pierwszej serii, 800 metrów pokonały w 2:18. Zapowiadało się na ogromne przyspieszenie na ostatnich 200, może 300 metrach.
Ten finisz zaczął się dopiero na 140 metrów przed metą, chętnych do awansu było aż 10. Weronika oglądała się, ale spokojnie utrzymała czwarte miejsce. To była idealna taktyka. A nie awansowały dwie Brytyjki: słynna Laura Muir oraz Katie Snowden.
Finał z udziałem dwóch Polek - w niedzielę o godz. 22.13.















