Przykład Dominika Kopcia pokazuje, że w sporcie nieustannie jest miejsce na scenariusze, których nie sposób zaplanować. Nasz 31-letni sprinter, wciąż walczący o pierwszy w seniorskiej karierze indywidualny medal na międzynarodowej imprezie, czuł zawód, gdy w półfinale w Birmingham z czasem 10,32 otarł się o awans do "biegu wieczoru" w swojej prestiżowej konkurencji.
Dominik Kopeć wielkim wygranym w finale ME. 44 lata czekania
Najpierw stanął przed kamerą TVP Sport, gdzie żal i niedosyt nie tylko wylewał się z jego ust, ale także mowy ciała, a później w tzw. katakumbach stadionu przystawał przy kolejnych przedstawicielach mediów. I wciąż opowiadał o tym, jak niewiele mu zabrakło...
Jednocześnie wydarzyło się coś, co diametralnie odwróciło bieg zdarzeń. Wszystko zaczęło się od spostrzegawczości polskich trenerów.
- Oglądali ten bieg z innej perspektywy zauważyli, że Brytyjczyk Louie Hinchliffe po swoim biegu zaczął utykać i kuleć - relacjonuje Interii Filip Moterski, szef sędziów PZLA, który z pozycji kierownika reprezentacji pilotuje zgodność wydarzeń, w każdej chwili będąc gotowym do złożenia protestu. Tak było w przypadku Pii Skrzyszowskiej, która złoty medal przegrała z Nadine Visser o 0,001 sekundy, czyli w przeliczeniu... 11 milimetrów! Tu dynamika była inna, bo nie protest był przedmiotem akcji.
- Trenerzy dali mi znać o Brytyjczyku, ponieważ nie mogli się skontaktować z trenerem i samym Dominikiem ze względu na fatalne połączenie na stadionie, jeśli chodzi o internet. Natychmiast zareagowałem, znalazłem trenera i poprosiłem w mix-zone, żeby dziennikarze jak najszybciej puścili Dominika. On niczego się nie spodziewał, że może pobiec w finale - opowiada Moterski.
Następnie Kopeć wrócił do call roomu i w jednej chwili trener podjął decyzję, że przygotowują się normalnie jak do finału. W tym czasie Moterski już był z powrotem na trybunach, bo przygotowywał się do obserwacji finału na 100 metrów przez płotki.
- Dostałem informację od trenera, że Dominik został wprowadzony do call roomu. Chwilę później zadzwonił przedstawiciel European Athletics, że taka sytuacja może mieć miejsce i czy zawodnik jest gotowy. Powiedziałem, że on w razie czego już czeka. Odparł, że w ciągu dwóch minut potwierdzi, ponieważ Brytyjczycy jeszcze zaczęli się wahać - mówi.
Po dwóch minutach rzeczywiście zadzwonił mówiąc, że ostateczna decyzja delegata medycznego jest o niedopuszczeniu go do startu, a przede wszystkim Brytyjczyków o rezygnacji, co miało pierwszorzędne znaczenie. I tak Dominik wystartował w finale - wyjaśnił wszystko od kulis.
Rozgrzewając się na wariackich papierach Kopeć wyszedł do finału, w nim spisał się lepiej niż w półfinale i czas 10,29 dał mu piąte miejsce. To największe osiągnięcie Polaka od 44 lat w tej konkurencji w mistrzostwach Europy. W 1982 roku było jeszcze lepiej, brąz ME zdobył Marian Woronin, rekordzista kraju.
Sprawa Dominika Kopcia wpisuje się w nową politykę europejskiej organizacji lekkoatletycznej i jest ważną wskazówką dla pozostałych "biało-czerwonych", że ocierając się o awanse zawsze do końca powinni wypatrywać możliwego szczęścia.
- W tym roku European Athletics podjęło jasną decyzję, że pójdzie w ślady World Athletics, czyli tzw. replacement policy, a więc politykę zastępowania i eliminacji pustych miejsc w półfinałach oraz w finałach. Dlatego, że to rzeczywiście nie służy ani widowisku sportowemu, ani rywalizacji i źle wygląda, kiedy w finale mamy jednak puste miejsca. Więc do ostatniej chwili zawodnicy z kolejnych premiowanych lokat, zarówno w konkurencjach biegowych jak i technicznych, powinni przygotowywać się do startu. Choćby dlatego, że rzeczywiście ostatni etap rozgrzewki przedstartowej jest kontuzjogenny dla organizmu, który jest obciążony wcześniejszymi startami lub całym sezonem - tłumaczy szef sędziów.
Moterski zwraca także uwagę, że już na zebraniu kadry tłumaczył, że nasi zawodnicy muszą być przygotowani tak, by byli w stanie przy zwrocie akcji wystartować w finale.
- Tego jeszcze nie było, a teraz pierwszym beneficjentem tej zasady stała się Polska. W cudzysłowie to zasługa Brytyjczyka, bo niestety zawodnik miał kontuzję, czego należy mu współczuć, ale suma summarum to polski zawodnik na tym skorzystał, ponieważ był pierwszym kolejnym, który mógł z tego skorzystać. Zdołał się mniej lub bardziej przygotować do tego startu. I przy takim niecodziennym obrocie wystartował na poziomie, który myślę jest satysfakcjonujący dla wszystkich, dla trenera i dla zawodnika. Dominik sam stwierdził, że był to o wiele lepszy występ niż w półfinale i rzeczywiście było warto - konkluduje fachowiec od zadań specjalnych.
Artur Gac, Interia










![Chicago Fire - NE Revolution. O której gra Lewandowski? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000N9WRRKVSEIGP7-C401.webp)


![F1: GP Hiszpanii 2026. O której i gdzie oglądać wyścig? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000N9MY79VORRKK7-C401.webp)
