Srebrne medale Ewy Swobody (100 metrów) i Pii Skrzyszowskiej (100 merów przez płotki), a później brąz Jakuba Szymańskiego (110 metrów przez płotki) - takie otwarcie w mistrzostwach Europy zanotowali reprezentanci Polski. Okazji medalowych było dużo więcej, czwarte pozycje sztafety mieszanej czy Anity Włodarczyk też mogły być lepsze. Do zakończenia mistrzostw Europy w Birmingham zostały jeszcze niecałe cztery dni, wkrótce nastaną kolejne okazje.
Jedną z nich będziemy mieli w skoku wzwyż - za sprawą wicemistrzyni świata z Tokio Marii Żodzik. Choć i nawet w jej przypadku była pewna wątpliwość. Wszystko za sprawą nieszczęśliwego końca w Diamentowej Lidze w Londynie, 18 lipca. Maria była w znakomitej formie, zaliczyła trzy tygodnie wcześniej w Poznaniu 1.97 m, później było 1.95 m w Opolu i rezygnacja z kolejnej wysokości. W Anglii zaś walczyła o triumf, pokonała 1.96 m, a później - w drugiej próbie na 1.99 m - uderzyła głową w element skoczni. Zrezygnowała nie tylko z dalszej rywalizacji, ale i kolejnych zawodów. Choćby z mistrzostw Polski, które były organizowane w jej Białymstoku.
Absencję najlepszej polskiej skoczkini wykorzystały koleżanki - Maja Słodzińska zdobyłą tytuł i rzutem na taśmę wskoczyła do rankingu "nad kreskę". Dla niej był to seniorski debiut w mistrzowskiej imprezie, dla Wiktorii Miąso - kolejny już występ. Awans którejś z nich do finałowej dwunastki byłby sporą niespodzianką. Zwłaszcza że wysokości kwalifikacyjna - 1.91 m, to więcej niż rekord życiowy Słodzińskiej i Miąso.
A Żodzik, co najważniejsze, przystąpiłą do rywalizacji już w pełni sił.
Mistrzostwa Europy 2026. Trzy Polki w 29-osobowej stawce. Walka o finał skoku wzwyż
Żodzik opuściła pierwszą wysokość, a tę ustalono na 1.75 m. Dla niej walka o finał rozpoczęła się od 1.80 m. I co ważniejsze - była perfekcyjna tu, jak i na 1.84 i 1.88 m.
Inaczej zaś wyglądała sytuacja jej młodszych koleżanek z kadry. Niewiarygodnie wyglądała sytuacja w tabelce grupy A - tej z Miąso w składzie, na dwóch pierwszych wysokościach nie było żadnego strącenia. A później ruszyła powolna selekcja.

Słodziński i Miąso bez problemów skoczyły 1.80 m, później ta pierwsza poległa już na 1.84 m. A to wysokość, którą zaliczała ostatnio choćby w mistrzostwach Polski w Białymstoku. Mało tego, tam było 1.88 m. A tu były trzy strącenia - w żadnej próbie nie była nawet bliska powodzenia.
Miąso z kolei na 1.84 m była skuteczna, choć trąciła poprzeczkę, ale 1.88 m pokonałą za drugim razem. A to już mogło mieć konsekwencje.

Wszystko zaś z powodu faktu, że w całej stawce aż 18 skoczkiń pokonało tę wysokość za pierwszym razem. A trzy kolejne - za drugim lub trzecim. Nie było mowy o przerwaniu o konkursu, wszystkie musiały więc skakać na 1.91 m - pokonanie poprzeczki gwarantowało występ w sobotnim finale.
Żodzik przeszła nad poprzeczką za pierwszym razem, choć nie był to skok tak dobry, jak te poprzednie. A Miąso trzy razy strąciła - najlepsze było drugie podejście.
Do finału awansowało aż 15 zawodniczek - tyle pokonało 1.91 m. Wszystkie faworytki powalczą o medale.
- Wczoraj podjęliśmy decyzję, że wystąpię. Zrobiłam dwa skoki treningowe. Pierwsze dwa skoki od tamtego mityngu w Londynie - mówiła Żodzik w TVP Sport.












